1 of 38

Mała ojczyzna

w wielkiej historii

2 of 38

TO LUBIĘ

Powieści obyczajowe dla samodzielnych czytel- ników, którzy lubią się i pośmiać, i wzruszyć.

Z PARASOLEM

Książki skierowane do dzieci, które same czy- tają od niedawna, ale robią to z nieustającym zapałem!

EKOLOGICZNIE

Seria EKOlogicznie pokazuje, jak szczodra jest dla nas matka natura i jak o nią dbać na co dzień.

PODUSZKOWCE

Krótkie opowiadania i wiersze, które idealnie nadają się do czytania na dobranoc najmłod- szym dzieciom.

Z DRESZCZYKIEM

Książki z tej serii potrafią nieźle nastraszyć. Czyta się je przez palce, ale nie sposób ich odło- żyć! Dla wszystkich, którzy są jeszcze za młodzi na Stephena Kinga, ale już lubią się bać.

KLUB ŁOWCÓW PRZYGÓD

Powieści sensacyjne dla żądnych przygód czytel- ników ze smykałką do rozwiązywania zagadek.

NIEPRZECIĘTNI

Biografie wybitnych Polaków w krótkich po- wieściach, które skupiają się na ich dzieciństwie, mającym ogromny wpływ na ich późniejsze do- konania.

WOJNY DOROSŁYCH – HISTORIE DZIECI

Wzruszająca literatura faktu, historie dzieci z czasów wojny, napisane w przystępnej formie zbeletryzowanej opowieści.

A TO HISTORIA!

Historia dobrze opowiedziana, zarówno dla jej wielbicieli, jak i tych, którzy dotychczas byli z nią na bakier.

NA KOŃCU JĘZYKA

Książki dla wszystkich, którzy lubią zabawę ję- zykiem, chcą podszkolić swoją wymowę lub zo- stać aktorem o nienagannej dykcji.

PLUS MINUS 16

Te powieści to skok na głęboką wodę – w co- dzienne problemy młodzieży, ich pierwsze po- ważne związki i decyzje.

BAŚNIE I LEGENDY POLSKIE

W tym cyklu ukazują się zarówno znane, jak i te zapomniane baśnie, podania i legendy polskie.

Nasze serie wydawnicze

3 of 38

Fikcja historyczna

to gatunek literacki, w którym fikcyjna fabuła rozgrywa się w otoczeniu konkretnych rzeczywistych wydarzeń historycznych.

4 of 38

Wychowanie obywatelskie, historia kraju i regionu

5 of 38

Fascynujące zdarzenia i ludzie

W pięciu tomach współcześni

autorzy książek dla dzieci i młodzieży, pasjonaci historii, ukazali węzłowe punkty polskich dziejów, widziane oczami zwyczajnych ludzi: wojów, kupców i kmieci - naszych przodków. Za ich sprawą czytelnik np. Piastowskich orłów stanie się świadkiem chrztu Polski i zjazdu gnieźnieńskiego, ujrzy bohaterów bitwy pod Legnicą i krwawej łaźni gąsawskiej, będzie towarzyszył Bolesławowi Chrobremu, Władysławowi Łokietkowi i Kazimierzowi Wielkiemu w najważniejszych chwilach ich życia… i śmierci.

6 of 38

7 of 38

Piastowie i wikingowie

Czas akcji: X-XI wiek

Fascynująca podróż do świata

wikingów, którzy nie tylko grabili i podbijali zachodnie ziemie, ale również aktywnie działali na Wschodzie. To wciągająca, wielowątkowa opowieść o początkach państwa Polan i intrygujących bohaterach znanych ze skandynawskich sag.

34,90

oprawa twarda 336-400 stron 145x205 mm

8 of 38

Gorszy syn

Nawet historycy mają z nim problem,

bo zachowało się niewiele źródeł. Wiadomo tylko, że był najstarszym synem Bolesława Chrobrego i ojciec nie jemu, ale młodszemu synowi, znanemu jako Mieszko II, przekazał władzę. Dlaczego? Tajemnicza sprawa. Jednak przy odrobinie cierpliwości można sporo wyczytać ze średniowiecznych kronik. Informacje dotyczą szczególnie czasów, gdy Bezprym był nastolatkiem. Jeśli to, co wyśledzili historycy, jest choć po części prawdą, to życie tego chłopaka było niezwykłe.

Jak to się stało, że chciał być królem,

a został Bezprymem?

32,90

oprawa twarda 280 strony 145x205 mm

9 of 38

Wielki mały władca

Po nagłej śmierci ojca szesnastoletni

Bolko II zostaje władcą księstwa świdnickiego. Widzi wątpliwości w oczach szwagrów, stryjów i matki. Sam w siebie nie wierzy. Boi się, że nie sprosta roli, którą otrzymał, i nigdy nie dorówna sławnym przodkom, w tym swojemu dziadkowi – Władysławowi Łokietkowi.

Opowieść o młodym, niepozornym chłopcu, który z dnia na dzień staje się księciem i mimo wątpliwości i ośmieszającego przydomka „Mały”, szybko odnajduje się w zastanej sytuacji politycznej.

29,90

oprawa twarda 176 stron 145x205 mm

il. M. Kozieł-Nowak

10 of 38

15

iekończące się pole namiotów na drugim brzegu Wisły tylko z dala wydaje się jednym obozowiskiem. Z bliska widać, że podzielone jest na wiele mniejszych. W środku każde- go stoi wielki namiot głowy rodu, strzeżony przez krąg drobniejszych, należących do krewnych i przyjaciół ry- cerza. Całość otaczają małe szałasy zbudowane naprędce z gałęzi i przykryte narzuconymi byle jak skórami. W tych koczuje służba.

– Może spotkamy jakiegoś księcia – wzdycha Frycz-

ko. – Rozbawię go i weźmie mnie na służbę jako błazna.

– Nie spodziewaj się tu książąt – chichocze Bolko. – Jeśli jakiś pojawi się na koronacji, to raczej przyjmą go na Wawelu.

Okrywa się jednak szczelniej opończą na wypadek, gdyby natknął się na kogoś znajomego. Wolałby, aby ani ojciec, ani pani matka nie dowiedzieli się o tej eskapadzie.

Ciągle Kraków, 1320 rok, tylko chwilę później

11 of 38

Cofamy się do przełomu wieków:

X i XI. Poznajemy chłopca, do którego matka i ojciec zwracają się „Bolko”. Opowiada o swoim dzieciństwie, siostrze i dorastaniu. Dowiadujemy się, gdzie upłynęły mu młodzieńcze lata i jak zareagował na drugi ożenek swojego ojca, Mieszka. Towarzyszymy mu w licznych podbojach, walkach i wojnach. Autor mówi też o jego relacjach z kobietami, ożenkach i potomkach. Towarzyszymy Bolesławowi niemal od dnia narodzin aż po kres dni. Jest to podróż fascynująca, zapierająca dech w piersiach, ale też niezwykle przystępnie opisana.

I właśnie przystępność wyróżnia

książkę Pawła Wakuły pośród setek publikacji poświęconych pierwszemu królowi Polski.

Magdalena Galiczek-Krempa, Granice.pl

1000 lat od koronacji Bolesława Chrobrego

34,90

oprawa twarda 72 strony 165x235 mm il. M. Kamler

12 of 38

30

Niestety humor psuły mi wieści dochodzące z Poznania. Podobno mój tatuś całkiem zgłupiał i we wszystkim ustępował Odzie. Co tu dużo gadać, miał już swoje lata i nie chciało mu się kłócić z o wiele młodszą małżonką.

Niemka tak go przekabaciła, że na jej prośbę napisał do papieża list, w którym oddawał mu w opiekę swoje księstwo oraz najbliższą rodzinę – Odę i jej synalków… Dacie wiarę? O mnie nie było tam ani słowa!

Ten dokument nazywał się Dagome iudex i właściwie był czymś w rodzaju testamentu Mieszka. Nic dziwnego, że zrobiło mi się przykro, w końcu byłem jego pierworodnym synem! Mógł mi chociaż zapisać kolekcję toporów albo ulu- biony róg do picia miodu!

31

Wiosną 992 roku nadeszły smutne wieści – książę Miesz-

ko był umierający.

Natychmiast zebrałem drużynę i wyruszyłem w drogę do domu. Rozumiecie sami, chciałem być przy ojcu w jego ostatnich chwilach, a przy tym uważałem, że Oda i jej syno- wie ucieszą się, że mam tak wielu przyjaciół, w dodatku dobrze uzbrojonych.

25 maja 992 roku Mieszko I pożegnał się z życiem. Ser- decznie go opłakałem… I zacząłem walkę o swoje dziedzictwo! Czasem spotykam się z zarzutami, że postąpiłem nieład-

nie z macochą i przyrodnimi braćmi. Tym, którzy tak gadają, odpowiadam:

Wasza Świątobliwość!

List z Polski!

13 of 38

Polska za panowania

Bolesława Chrobrego

14 of 38

Już wkrótce

„Nazywam się Mieszko I, ale są tacy,

którzy nazywają mnie budowniczym Polski.Przez wrodzoną skromność nie przeczę, w końcu to był wielki sukces. Byle kto nie mógł tego dokonać!

Zresztą, wystarczy spojrzeć na

rzymską jedynkę przy moim imieniu, aby przekonać się, że zawsze byłem numerem jeden…. To oczywiście żarcik.

W tej książce opowiem wam jak

przyjąłem chrzest, co zrobiłem z nadmiarem żon, o czeskiej kuchni i wikingach w rodzinnym albumie. A także, jak stworzyłem polskie państwo, kto mi w tym przeszkadzał i jak sobie z nim poradziłem”.

34,90

oprawa twarda 72 strony 165x235 mm il. M. Kamler

15 of 38

Książki o regionie

16 of 38

Uniejów legendowo

Każde miasto ma swoje legendy, pielęgnowane przez mieszkańców jak cenny skarb. Uniejów także. Fakty mieszają się w nich ze zmyśleniem. Ile w nich prawdy? Nie wiadomo. Ale dobrze się tych legend słucha i kusi perspektywa – może to ja znajdę to tajne przejście pod korytem rzeki, może mnie się poszczęści i odkryję skarb arcybiskupa?

26,90

oprawa twarda 48 stron 168x220 mm il. M. Pilch

17 of 38

32

33

Nikt nie wiedział, skąd się właściwie wziął, ani kim byli jego rodzice. Po prostu pewnego dnia pojawił się na uniejowskim zamku: mały, najwyżej pięcioletni chłopiec w łachmanach.

Musiał mieć za sobą daleką drogę, bo jego bose stopy były obtar-

te do krwi, a na jedzenie rzucił się niczym głodny wilczek.

– Sierota, pewnie jego bliskich zabili zbóje albo Krzyżacy. Zresz-

tą, na jedno wychodzi… – westchnęła Maciejowa, która zawiadywała zamkową kuchnią.

Wszyscy przyznali jej rację, jako że od roku trwała wojna z za-

konem, o której powiadano, że to już ostatnia, że po niej odwieczny wróg Królestwa Polskiego nie wstanie z kolan.

– Jak ci na imię? – spytała Maciejowa. Chłopiec nie odpowiedział. Patrzył na nią szeroko otwartymi

z przerażenia oczami.

– A ty co, ducha zobaczyłeś? – zażartowała.

Pokręcił głową. – Dzwony… Tam, za rzeką… – Dziś dzień świętego Bogumiła, patrona Unie- jowa – wyjaśniła kobieta. – Nie bój się, one wzywa- ją wiernych na mszę do kościoła.

Odetchnął z ulgą. Najwyraźniej ten odgłos

kojarzył mu się z biciem na trwogę.

– Od dziś będziesz nosił imię Bogumił –

oznajmiła kucharka. – Zgadzasz się?

Malec skinął głową.

Bogumił, albo raczej Miłek, bo tak na nie-

go wołano, zadomowił się w uniejowskim zam-

ku, a pozostali służący arcybiskupa szczerze go

polubili.

Chłopiec całymi dniami ganiał po zamko-

wych korytarzach i pętał się dorosłym pod no-

gami. Wszędzie było go pełno.

– A to niecn–o tDa!z –ie gcid eproawłai eMdzaicaiłeyj omwia o. – w Jcazko rajszym wieczorze – usłyszał. –

tu przylazł, Otob enriwe awłyi ezdaz tiaoł, żnea wzaestm, juacki ły panicza. Za karę nie pójdą na dzisiej-

ma na imięs, zay tjearramz atrykl koog lpąsdoatćy k uglarzy.

mu w głowie!Olek nakrył głowę kocem. Nie miał ochoty tego słuchać.

Tak napraw–d ęC bhacręd,z żoe by panicz wiedział, że nikt w Uniejowie nie wini go za

go lubiła i ctzryankyto dwzaiaład ka – powiedziała kucharka. – Ale myślę, że jeśli panicz

urodził się właśnie tutaj, to może los wyznaczył mu coś ważnego do

zrobienia.

– Ciekawe co? – spytał po dłuższej chwili, gdy Leosi już nie było.

Usłyszał znajomy szelest. Oczywiście nikogo nie zobaczył, ale

przypomniał sobie opowieść o Uniejce. A może to naprawdę ona? –

zastanawiał się. – Potrzebuje pomocy i oczekuje jej ode mnie?

Trzaśnięcie okiennicy zabrzmiało jak potaknięcie.

Tylko jak miałby pomóc? Jedyną osobą, którą mógł o to spytać,

była Leosia, ale ona była ciągle zajęta. Więc może jej dzieci?

Nie namyślając się dłużej, Olek wyruszył do Uniejowa. Daleko

nie miał, bo tylko przez most na drugą stronę rzeki. Mijani ludzie

kłaniali mu się nisko i kierowali się w stronę targowiska, gdzie wy-

stępowali kuglarze.

Dzieci Leosi były w domu.

– Ja w sprawie Uniejki – wystękał Oleś. – Myślę, że jej duch jest

uwięziony. Zamierzam jej pomóc, tylko nie wiem jak.

Zosia popatrzyła na Olka z zaciekawieniem. Ona i Józio też nie

wiedzieli, ale obiecali, że wieczorem wypytają mamę, a jak czegoś się

dowiedzą, przekażą wieści Olkowi.

2

18 of 38

Małe ojczyzny

Andrzej Frycz Modrzewski tworzył

w Brzezinach, Julian Tuwim kochał Inowłódz, Marcin Bielski spisywał Kronikę wszytkiego świata w Pajęcznie.

Kazimierz Wielki odnalazł miłość

życia w Opocznie, Kazimierzowi Jagiellończykowi Krzyżacy składali hołd w Piotrkowie Trybunalskim, Władysław Jagiełło wracał wielokrotnie do Przedborza.

Wielka historia działa się na oczach

mieszkańców małych miast, a dziś dzięki opowieściom Grażyny Bąkiewicz, Zuzanny Orlińskiej i Pawła Wakuły może o nich przeczytać każde dziecko w Polsce.

34,90

oprawa twarda 248 stron 168x220 mm il. M. Kamler

19 of 38

20 of 38

Jan Chryzostom Pasek

Ziemia rawska – czy znacie jej

atrakcje i historię?

Choćby taką, że William Szekspir

jeden ze swoich dramatów poświęcił Białej Damie z Rawy Mazowieckiej?

Że tu, w Babsku, mieszkała muza

Fryderyka Chopina, z którą potajemnie się zaręczył?

Że szlachta z okolic Białej słynęła

z waleczności?

A w Rawie pobierał nauki słynny

pamiętnikarz XVII wieku – Jan Chryzostom Pasek?

Piotrek spędzający wakacje w Rawie,

nic o tym nie wie. Ale właśnie pan Pasek, którego pomnik stoi na skwerze, odkrywa przed chłopcem skarby ziemi rawskiej.

34,90

oprawa twarda 96 stron 145x205 mm il. M. Flis

21 of 38

5

pał… Lepki, potworny, obezwładniający jak kla-

sówka z matmy. Co można robić w taki dzień?

Piotrek krążył po skwerze i wysyłał posępne myśli

w stronę Łodzi. Miał nadzieję, że dotrą do celu i wzbu- dzą w jego rodzicach wyrzuty sumienia. W końcu to oni zawieźli go na wakacje do babci do Rawy Mazowieckiej. Z żalem pomyślał, że w tym czasie jego koledzy ko-

rzystają z uroków wielkiego miasta, a niektórzy… Cóż, pewnie zwiedzają świat! Egipt, Wyspy Kanaryjskie, Zan- zibar… Może nawet Mielno?

Zjadł lody w wafelku – z niechęcią przyznał, że były wyśmienite – i przysiadł na brzegu drewnianej skrzyni, żeby pogapić się na fontannę.

– Waszmość wzdychasz jak dusza potępiona. Cóż ci

jest? Gnębi cię jakowyś frasunek?

Do chłopca dopiero po chwili dotarło, że te słowa

były skierowane do niego.

Ni pies, ni wydra

22 of 38

Łódź w opowieściach

Zagadka rodowodu Łodzi i jej

najdawniejszych lat, gdy była nieznaczną wsią pośród puszczy, nie daje spokoju ludziom obdarzonym wyobraźnią. Literaci wkraczają na miejsce, którego historycy z braku źródeł, nie są w stanie w pełni zagospodarować. Baśnie i legendy zawarte w niniejszym zbiorku obejmują czasy od nadania Łodzi praw miejskich do XIX wieku.

19,90

oprawa twarda 85 stron 168x220 mm

il. J. Dzikowska-Najder

23 of 38

Przepis na spacer z najmłodszymi

Wszyscy mówią, że Łódź jest szara

i… rzeczywiście – na pierwszy rzut oka można odnieść takie wrażenie. Jednak szybko okazuje się, że to barwny tygiel, w którym wiele się dzieje. Tutejsze ulice, kamienice, fabryki i pałace kryją mnóstwo tajemnic.

Zapraszamy na spacer po barwnej

Łodzi i gwarantujemy, że czytając ten przewodnik, nie raz się zadziwicie. I że w najbliższą sobotę nie będziecie się mogli zdecydować, gdzie się wybrać – tyle miejsc warto w Łodzi odwiedzić!

29,90

oprawa twarda 160 stron 168x220 mm il. I. Cała

24 of 38

114

omy familijne

Jak tu się porządnie umyć?

Kiedy się mieszka w jednej izbie, bez toalety i łazienki z bieżą-

115

Od kiedy Łódź stała się miastem przemysłowym (czyli od XIX wie-

ku), najliczniejszą grupę mieszkańców stanowili robotnicy, pracujący w większości w przemyśle włókienniczym. Przybywali oni między innymi ze Śląska, Wielkopolski, Saksonii i Czech. Później przyjeżdżali także chło- pi, którzy opuszczali swoje wsie, by szukać szczęścia w przemysłowym mieście. Robotnicy mieszkali głównie na przedmieściach, gdzie mieszka- nia były trzykrotnie tańsze niż w centrum. W latach trzydziestych XX wie- ku najwięcej robotników zamieszkiwało na Widzewie, Chojnach, Bału- tach, Żubardziu, Mani i Karolewie.

D

W dziewiętnastowiecznej Łodzi powstawa-

ło coraz więcej fabryk. Dla robotników trzeba było znaleźć miejsce do mieszkania. Niektó- rzy fabrykanci budowali dla nich domy fami- lijne (tak zwane familiaki, famuły), które stały w najbliższym otoczeniu fabryki.

Mieszkanie składało się zwykle z jednego

pokoju (czasem z dwóch), w którym miesz- kała cała wielopokoleniowa rodzina robotni- cza (czyli dziadkowie, rodzice i dzieci). Stały w nim łóżka (spało w nich po kilka osób), stół z krzesłami, kredens na naczynia, wodniar-

ka, czyli ławka na miednice i wiadra z wodą,

szafka na węgiel. Zatem ten jeden, zwykle

niewielki pokój (około dwudziestu pięciu me-

trów kwadratowych) był jednocześnie sypial-

nią, kuchnią i łazienką! Izbę ogrzewał piec

kuchenny, a oświetlały – lampy naftowe. Ubi-

kacja znajdowała się na podwórku.

cą wodą – dbanie o higienę osobistą jest bardzo trudne. Czystą wodę trzeba przynieść, a brudną wynieść. Dlatego cała rodzina codziennie rano i wieczorem tylko opłukiwała się w zimnej wodzie z miednicy. Używali zwykłego, „szarego” mydła. Tym mydłem gospodyni pra- ła też ubrania. Pachnące mydło było rarytasem (otrzymywało się je często w prezencie, na przykład na urodziny) i używano go przy spe- cjalnych okazjach – zamiast perfum.

Ciepła kąpiel odbywała się raz w tygodniu, najczęściej w sobo-

tę wieczorem lub przed świętami. Wszyscy domownicy myli się po kolei – najpierw najmłodsze dzieci, potem starsze, następnie szoro- wał się tata, a na końcu mama, która wodę wykorzystywała później do mycia podłóg.

70

Lodzermensch

W XIX wieku, kiedy Łódź prężnie się rozwijała i trzeba było bardzo dbać o swoje interesy – powstało określenie lodzermensch. Pochodziło ono z języ- ka niemieckiego i dosłownie można je przetłumaczyć jako „człowiek łódz- ki”. Oznaczało osobę bezwzględnie dążącą do zdobycia majątku, pozba- wioną wszelkich zasad moralnych, nieczułą, przebiegłą i egoistyczną. Lo- dzermenschami byli zarówno Polacy, jaki i Niemcy, Żydzi i Rosjanie.

inisłowniczek łodzianizmów

71

Czy wiecie, że po sposobie mówienia i słowach, jakich używacie, moż-

na poznać, czy jesteście z Łodzi, a zatem z centrum Polski, czy może

z Mazur, Podhala, Kaszub czy Śląska? Język każdego regionu różni się

od siebie, wystarczy tylko dobrze nastawić ucha! W języku łodzian znaj-

dziecie wpływy niemieckie, rosyjskie, żydowskie pomieszane ze słownic-

twem przybyszów ze wsi. Jest też wiele takich słów, które rozumieją tyl-

ko łodzianie.

M

A teraz przypomnijcie sobie łodzianizmy, czyli słowa wymyślone przez łodzian, których mieszkańcy innych miast raczej nie rozumieją…

angielka – długa, pszenna bułka

chechłać – kroić coś tępym nożem tak, że

krawędzie są poszarpane

chynchy – krzaki, zarośla

ciekać – biegać, także – szybko chodzić

krańcówka – zakończenie linii tramwajowej

lub autobusowej

migawka – bilet okresowy ze zdjęciem, uży-

wany w komunikacji miejskiej

schódki – schody

siajowe – złej jakości, byle jakie; określenie to

pochodzi podobno od imienia łódzkiego fabry-

kanta Szai Rozenblatta, który produkował tkani-

ny złej jakości

tytka – papierowa torebka na przykład na cu-

kierki

z miasta Łodzi – forma często używana przez

mieszkańców Łodzi, prawdopodobnie aby unik-

nąć określenia „z Łodzi”, co mogłoby kojarzyć

się ze „złodziej” lub żeby jednoznacznie podkreś-

lić, czy chodzi o Łódź, czy łódź

25 of 38

Łódź oczami dzieci fabrykantów

Powieści o trzech rodach

fabrykanckich – Scheiblerach, Poznańskich i Geyerach – oraz o XIX-wiecznej Łodzi, w której zdarzały się cuda. Monumentalne pałace tętniły wówczas życiem, a fabryki pracowały bez ustanku. Ich właściciele w dążeniu do zdobycia fortuny potrafili być bezwzględni. Relacje dzieci fabrykantów pomogą rozgryźć tajemnice ówczesnej Łodzi: jak się robiło geszefty, jak pracowały przędzalnie i farbiarnie i co się musiało stać, by wyzyskiwacz zamienił się filantropa.

29,90–36,90 zł

oprawa twarda 144 strony 145x235 mm il. K. Kołodziej

26 of 38

2025 Rokiem Władysława Reymonta

Jubileuszowe, kolekcjonerskie wydanie powieści panoramicznej Władysława Reymonta opatrzone fotografiami dawnej Łodzi i jej mieszkańców.

Ziemię obiecaną Reymont napisał na

zamówienie firmy „Gebethner i Wolf”.

W Łodzi przebywał od kwietnia do jesieni

1896 roku. Zamieszkał w domu przy

ulicy Wschodniej 50. Po zgromadzeniu

materiałów w 1897 roku zaczął pisać.

Uwielbiam masy ludzkie, kocham

żywioły, przepadam za wszystkim, co

się staje dopiero – a wszystko to mam

w Łodzi.

W.S. Reymont

99,90

oprawa twarda 472 strony 195x285 mm

27 of 38

56

– Panowie, na miłość boską, bo mi sprowadzicie tymi krzykami policję – zaczął

błagać wystraszony gospodarz.

– Pan potrzebujesz być cicho, my płacim! Panienko, proszę jedno piwo! – Hej, Bum-Bum, zaśpiewaj no pan – krzyczano do Buma, który poprawiał binokle

obu rękami i stał w drugim pokoju przed bufetem.

– Kwicz, Bum-Bum, ja i tak nie słyszę – szeptał jeden półsennie, leżąc na stole, który cały był pokryty butelkami wina i koniaków, maszynkami od kawy, kamionkami od porteru, kuflami i szkłem potłuczonym.

– Agato! Agato! – wrzeszczał półgłosem jakiś kantorowicz, senny, z przymkniętymi

oczami, pijany bił laską w stół.

– No, bawią się echt po łódzku – szepnął Karol, szukając oczami Moryca. – Dyrektor! Panowie, jest i firma Bucholc Herman i Spółka! Jesteśmy zatem w komple- cie. Panienko, kółko koniaków! – krzyczał jakiś wysoki i gruby Niemiec łamaną polszczyzną.

Zatoczył się szerokim gestem dokoła, chciał jeszcze coś mówić, ale nogi mu się

zwinęły i upadł na kanapę stojącą za nim.

– Ależ to, widzę, cała banda wesoła. – Cały nasz komplet burszów. – My tak zawsze, jak pić, to solidarnie, jak co robić – zdechł pies. – O tak, solidarnie, jak mówi ten, no, jakże się nazywa, no, ten, co to mówił: „Hej,

ramię do ramienia, wspólnymi łańcuchy!”

– Opaszmy brzuchy albo inną galanterię – wtrącił ktoś z boku.

– Cicho pan. Włóczęgom, psom i ludziom od Szai

– wstęp wzbroniony! Zapisz pan to, panie redaktorze

– wołał któryś, zwracając się do wysokiego, chu-

dego blondyna, melancholijnie siedzącego na środku pokoju, który błądził dużymi, jakby pożyczonymi oczami po ścianach pokrytych oleodrukami.

– Moryc, mam do ciebie bardzo pilny interes

– szepnął Karol, przysiadając się do Welta i do

Leona Cohna, bo obaj pili tylko ze sobą.

– Pieniędzy chcesz, masz pugilares – szep-

nął nadstawiając kieszeń spodnią surduta – albo zaczekaj, chodźmy do bufetu. U diabła, jestem

pijany – mruknął, na próżno usiłując się trzy-

mać prosto.

– Może dyrektor usiądzie. Napijem

się, a! Wódeczka jest, koniaczek jest, a!

– Każcie mi dać jeść, bo głodnym

jak wilk.

Kelnerka przyniosła gorących serdelków, bo już nic więcej nie było

w bufecie.

Borowiecki zaczął jeść, nie zważa- jąc na towarzystwo całe, które porozdzie-

lane na grupy piło i gadało.

57

Była to sama prawie młodzież łódzka, typowa młodzież z kantorów i składów, z małą

domieszką techników fabrycznych i specjalistów innych zajęć.

Bum-Bum, pomimo że był zupełnie pijany, chodził po sali, w pięść się trzaskał, binokle poprawiał, pił ze wszystkimi, a chwilami podchodził do młodego chłopaka, który wciśnięty w głęboki fotel, obwiązany serwetką, spał, i krzyczał mu do ucha:

– Kuzyn, nie śpij! – Zeit ist Geld! Czyje conto? – odpowiadał nie otwierając oczu, stukał automatycznie

kuflem w stół i spał dalej.

– Kobieta! Daj pan pokój, to kein geszeft być kobietą, to szkoda czasu – wołał ze

śmiechem znany powszechnie w Łodzi Feluś Fiszbin.

– Ja jestem człowiek, panie, najautentyczniejszy człowiek – krzyczano przy drugim rogu. – Pan się nie chwal! Pan jesteś gruba symulacja człowieka – drwił Feluś. – Panie Fiszbin, pan może jesteś fiszbin, ale pański interes nie jest nawet słoma. – Panie Weinberg, pan jesteś... no, już pan wiesz i my wiemy, co pan jesteś, ha, ha, ha. – Bum-Bum, zaśpiewaj majufes, bo się Żydy kłócą. – König, ty jesteś mój przyjaciel, ale ja ze smutkiem widzę, że ty coraz głupszy. Tobie już w brzuch głowa wlazła. Ja się o ciebie bardzo boję. Panowie, on się tak pasie, że jemu niedługo własna skóra nie wystarczy, on się w nią nie zmieści, ho, ho.

Śmiech gruchnął ogólny, ale König nie odezwał się, popijał piwo i wpatrywał się

w światła nieprzytomnymi oczami, siedział bez surduta, z rozpiętym kołnierzykiem u koszuli.

– Wróćmy, doktorze, do kobiet – zaczął Feluś do sąsiada, który z opuszczoną na piersi brodą siedział i wykręcał ustawicznie i niezmordowanie wąsiki blond, i co chwila nerwowym ruchem otrzepywał klapy surduta, i wpychał w rękawy dosyć brudne mankiety.

– Dobrze, to jest ważna kwestia, choćby z punktu socjalno-psychologicznego. – To jest żadna kwestia. Znasz pan chociażby jedną porządną kobietę? – Panie Feliksie, pan jesteś pijany, co pan wygadujesz! Ja panu tutaj w Łodzi pokażę setki najlepszych, najzacniejszych, najrozumniejszych kobiet – krzyczał wyrwany z apatii, podskakując na krześle i z błyskawiczną szybkością otrzepując sobie klapy.

– To pewno pańskie pacjentki, pan je powinieneś chwalić.

– Z punktu socjalno-psych5o4logicznego biorąc, to co pan mówisz, jest...

– Z każdego boku jest to prawda. Pan mi dowiedź, że jest inaczej.

– Mówię przecież panu.

– To jest gadanie, tylko gadanie, mnie potrzeba faktów! Ja jestem człowiek realny,

panie Wysocki, ja jestem pozytywista. Panienko, maszynka kawy, chartrezy!

– Dobrze, dobrze! Zaraz dam panu fakty: Borowska, Amzelmowa, Bibrychowa, bo co?

– Ha, ha, ha, wyliczaj pan więcej, to dla mnie śliczny kawałek zabawy.

– Pan się nie śmiej, to są porządne kobiety – krzyczał zaperzony.

– Skąd pan to wiesz, miałeś je pan w komis? – rzucił cynicznie Feluś.

– Nie wymieniłem jeszcze najpierwszych, takich jak Zuckerowa i Wolkmanowa.

– To się nie liczy. Jedną mąż trzyma w zamknięciu, a druga nie ma czasu wyjrzeć na

świat, bo ma na trzy lata czworo dzieci.

– Keszterowa to co, to perkal? A Grosglikowa to wata? Cóż pan na to powie?

– Ja nie powiem nic.

– A widzisz pan – wołał doktor rozpromieniony, podkręcając wąsiki.

– Ja jestem człowiek realny i dlatego nie powiem nic, bo co tu brać w rachubę kobie-

ty brzydkie, to jest taki brzydki towar, żeby go w komis nie wziął nawet Leon Cohn, a on

wszystko bierze.

Wiedział, że Zuckerowa nie ma kochanka, bo raz, że była Żydówką, a po drugie,

w mieście, gdzie wszyscy, poczynając od milionerów, a skończywszy na ostatnim gwoździu

w tej olbrzymiej maszynie wytwórczej, muszą robić, muszą się cali oddawać tej pracy, jest

niezmiernie mało zawodowych donżuanów, niesłychanie mało sposobności do zdobywania

i obałamucania kobiet.

A zresztą, gdyby tak było, już by o tym ktoś wiedział i mówił z pewnością.

Czy ona ma duszę i jaką? – myślał teraz, rozpatrując jej dziką, niepohamowaną na-

miętność. – Ale po co ja tam wlazłem, jeszcze teraz! Do diabła z miłością, mieć teraz taką

kulę u nogi, kiedy się zakłada fabrykę na kredyt. A jednak...

I zastanowił się, szukał w sobie miłości do niej, wmawiał w siebie zupełnie szczerze,

że ją kocha, że to miłość go porwała a nie zwykła, zmysłowa burza zdrowego i nie wyczer-

panego organizmu.

Bądź co bądź, gra warta świeczki – pomyślał.

Dorożkarz zakręcił i stanął zaraz przy rogu Spacerowej, przed synagogą.

– Agato! – ryczał tłum wszystkimi możliwymi i niemożliwymi głosami, które tak pokryły głos Bum-Buma, który był tej piosnki przedziwnie głupiej kompozytorem i solistą, że na próżno krzyczał dalsze zwrotki, nikt go nie słuchał, bo wszyscy wyli:

– Agato! Agato! Bum-Bum, la, la, la! Agato! Tra, la, la la! Agato! Cip, cip, cip,

Agato!

Tak ten śpiew podniecał, że zaczęli do taktu bić laskami w stół, kufle leciały na ściany lub rozpryskiwały się o piec, niektórym i to nie wystarczało, bo krzesłami bili o ziemię i jak zapamiętali, oślepli, z zamkniętymi oczami śpiewali:

– Agato! Agato!

estauracja, do której przyjechał Borowiecki poszukując Moryca, znajdowała się zaraz pod synagogą, w głębi podwórza, obstawionego niby kamiennymi pudłami czteropiętrowymi oficynami z trzech stron, bo czwartą zakończał mały ogródek, odgrodzony zielonymi sztachetkami i przyparty do tyłów olbrzymich,

nagich, czerwonych murów jakiejś fabryki.

Mała oficynka parterowa stała w głębi pod samym murem i buchała oświetlonymi

oknami i wrzaskliwą, podobną do ryczenia osłów, wrzawą.

Oho, jest cała banda – pomyślał, wchodząc do długiej, niskiej sali, tak zaciemnionej dymami cygar, że w pierwszej chwili w tym sinawym obłoku, popstrzonym złotymi kulami gazowych świateł, nie odróżnił nikogo.

Kilkadziesiąt osób tłoczyło się dookoła długiego stołu, krzyczało, gadało głośno,

śmiało się i śpiewało, co połączone z brzękiem talerzy i przenikliwym szczękiem tłuczo- nego szkła tworzyło taką splątaną, zgiełkliwą wrzawę, że ściany się trzęsły i nic usłyszeć nie było można.

Naraz przycichło nieco i jakiś ochrypnięty, pijany głos zaintonował z końca stołu:

Rozdział V

Agato! Ty interes feiny masz – Agato! Agato! Ja całuję ciebie w twarz – Agato! Agato! To mi za to piwa dasz – Agato!

28 of 38

Bohaterowie czasu wojny

29 of 38

W Litzmannstadt Ghetto

Wzruszająca literatura faktu wydana

z okazji 70. rocznicy przeprowadzenia „szpery” w getcie łódzkim. To opowieść o ciężkim życiu dzieci w drugim co do wielkości getcie na okupowanych przez III Rzeszę ziemiach polskich.

Jutka, spolonizowana Żydówka,

mieszkająca z ciotką i dziadkiem w Litzmannstadt Ghetto, próbuje być dzielna. Mimo braku rodziców i grozy otaczającej ją rzeczywistości stara się patrzeć na świat optymistycznie. Żyje z dnia na dzień, a wytchnienie znajduje w opowieściach dziadka oraz w przyjaźni z polską dziewczynką mieszkającą po drugiej stronie muru.

26,90

oprawa twarda 88 stron 165x235 mm il. K. Kołodziej

30 of 38

Obóz na Przemysłowej

Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt – obóz po dziś dzień mało znany, nadal leży poza granicami naszej świadomości, naszego poznania, a nawet naszej wyobraźni… To miejsce, w którym prawo chroniące dzieci umarło z chwilą jego powstania. (…) Jakakolwiek ocena jest zbędna, słowa zbyt słabe, by oddać bestialstwo, bezmiar cierpienia i krzywdy, jakich doznały dzieci w łódzkim obozie przy ulicy Przemysłowej.

Nie wolno nam dopuścić, by to, co się

wydarzyło w obozie dla polskich dzieci w Łodzi, poszło w zapomnienie.

Renata Piątkowska

32,90

oprawa twarda 56 stron 165x235 mm

il. M. Szymanowicz

31 of 38

Kim byli, zanim odkrył ich świat?

32 of 38

Maestro Artur Rubinstein – kim był...

Artur Rubinstein był genialnym dzieckiem.

Zaczął koncertować już w wieku trzynastu lat. Szybko został doceniony, występował w niemal wszystkich najważniejszych salach koncertowych z uznanymi orkiestrami i dyrygentami. Koncertował i mieszkał w wielu krajach, ale zawsze z sentymentem wspominał Łódź, miasto swojego dzieciństwa. Dziś stoi w nim filharmonia jego imienia.

Dom przy Piotrkowskiej 78 jest nawiedzony!

Przekonuje się o tym mała Ewa, która zamieszkała w nim wraz z tatą pisarzem. Dom nawiedza duch byłego mieszkańca – samego Artura Rubinsteina, znakomitego pianisty podziwianego na całym świecie. Pan Artur – jak za życia – jest pełen energii i humoru. Ewa wędruje z nim po Łodzi, mieście jego dzieciństwa, zagląda w podwórka i słucha anegdotek z Arturem w roli głównej.

34,90

oprawa twarda 136 stron 165x235 mm il. K. Kołodziej

33 of 38

34 of 38

Zanim Julian Tuwim został wielkim poetą

Opowieść o Julku – niezłym ziółku. O budowaniu bardzo skomplikowanych, do niczego niesłużących maszyn i urządzeń. O hodowli zaskrońców w pudełku, zaklinaniu kamieni i… nieudanym wysadzeniu w powietrze pewnej łódzkiej kamienicy. To właśnie dzięki wielu swoim pasjom Julek został poetą.

29,90

oprawa twarda 8o stron 165x235 mm il. J. Rusinek

35 of 38

Niezwykły brat niezwykłej siostry

26,90

oprawa twarda 88 stron 165x235 mm il. P. Wyrt

Julek był niezwykłym bratem dla

małej Irenki. Każda chwila z nim była intensywna, swoista, magiczna.

W kuchni warzył tajemnicze

„miszkulancje”, w tekturowym pudełku miał kawałek dżungli z prawdziwym wężem i całkiem sam, jako zaledwie dziesięcioletni chłopiec, wybrał się w podróż do… Ameryki! Dojechał tylko do Sieradza, na szczęście, bo Irenka bardzo za nim tęskniła i odliczała godziny do jego powrotu.

36 of 38

Książki z tej serii dedykujemy tym, którzy cenią i lubią historię oraz tym, którzy… za nią nie przepadają! Dzięki nim przekonają się, że historia Polski jest barwna i ciekawa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i trzymających w napięciu, dramatycznych wydarzeń.

37 of 38

Łódzkie Skrzydła nagroda przyznana przez Towarzystwo Przyjaciół Łodzi

Odznaka honorowa „Za zasługi dla Ochrony Praw Dziecka”

AmicusLibrorum nagroda przyznana przez Bibliotekę Śląską

Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego

Edukacja XXI

Polskie

Towarzystwo

W ydawnictw

Książek

Medal Fundacji ABCXXI Cała Polska czyta dzieciom

Pegazik2019 za promocję polskich pisarzy

Nagrody

38 of 38

Zamówienia: handlowy@wydawnictwoliteratura.pl 50% rabatu dla uczestników seminarium w ciągu 7 dni od jego zakończenia

www.wydawnictwoliteratura.pl