Spis treści

Pierwszy spacer

kontrastowy poranek

na piwo

Pieszo wzdłuż wybrzeża

szary poranek

rowerem wzdłuż wybrzeża

lasem

nad basenem

uroczysko Stammershale

Tejn, czyli ciąg dalszy

poranek w Gudhjem, dzień czwarty

Roenne-Dueodde na rolkach

Hammershus, dzień piąty

G-6 - kolonialnie

plener w Gudhjem, dzień siódmy

Gudhjem, dzień ósmy i ostatni

PostScriptem

Poranek w Gudhjem by Vslv 2011


Pierwszy spacer

Pierwszego dnia, zaraz po przybyciu do Gudhjem rozlokowaliśmy się w domkach. Już samo miejsce pobytu jest wyjątkowo sympatyczne, kolorowe i schludne. Domki mają pełne wyposażenie do stacjonarnego pobytu.

Po chwili odpoczynku i przekąsce wyruszyliśmy na pierwszy spacer w kierunku morza.

Odkrywamy coraz to nowe widoki i jesteśmy wyjątkowo oczarowani tym miejscem. Stwierdzamy, że naprawdę było warto wybrać się na słoneczną bałtycką wyspę. Jak się zresztą okazało później, nie żałowaliśmy ani jednego dnia pobytu.

kontrastowy poranek

zauroczony Bornholmem codziennie dostrzegam nowe obrazy i szczegóły. Aby nie tracić czasu, wstaję i wychodzę na spacer jeszcze przed świtem kierując się na nadmorski brzeg. Czekam na wschód słońca i obrazy kreowane pojawiającym się słonecznym światłem. Tym razem poranek jest bardzo kontrastowy - pełne światło i głębokie cienie, czyste niebo i ciemne chmury.

Na ostatnim obrazku widoczne jest miejsce w jakim najchętniej pozostałbym na stałe. Czuję się dobrze w otoczeniu silnych i wyrazistych kolorów, mających swoją długą historię budynków i podwórek.

na piwo

drugi dzień pobytu w Gudhjem i masa wrażeń. Po śniadaniu dla uporządkowania tychże i pogadania sobie trochę - wybraliśmy się do portowej knajpki "Cafe Provianten" wcześniej odkrytą trasą wzdłuż morza. Wąska ścieżka pomiędzy skałami co chwilę odkrywa no krajobrazy i widoki. Po "pokonaniu" trasy spacerowej i zejściu na dół do portu, przysiedliśmy sobie i gwarzyliśmy leniwie. Jeszcze po drodze było spotkanie i krótka rozmowa z tubylcami "Pan i jego i pies". Dzień chociaż lekko chłodny zaczynał być wyraźnie słoneczny.

Na popołudnie zaplanowaliśmy pieszą wyprawę w kierunku północnym.

Pieszo wzdłuż wybrzeża

Dzień drugi i pierwsza dłuższa wycieczka po pełnym wrażeń zwiedzaniu Gudhjem i bliższych okolic. Po porannym spacerze po miasteczku i pogawędce przy piwie, oraz wizycie na basenie - wybraliśmy się na pieszą wycieczkę wzdłuż wybrzeża morskiego, w kierunku północnym.

Po drodze napotkaliśmy menhiry, czyli pionowo ustawione ociosane głazy "spoglądające" na morze. Maria złożyła hołd duchom z zamierzchłych czasów, tańcząc z szalem w ręku - w kręgu wytyczonym przez te pomniki dawno zapomnianej przeszłości. Po przejściu kolejnych kilometrów trafiliśmy na mini plażę pokrytą piaskiem i kamieniami. W tej części wybrzeża bezpośredni dostęp do morza jest utrudniony, zazwyczaj są to kamienne urwiska. Po drodze mijaliśmy strumyki, ciemne lasy, budowle zagubione pomiędzy wzgórzami i drzewami. W końcu sierpnia jest tutaj już całkowicie pusto i w ciągu całej drogi nie napotkaliśmy nikogo, ani tubylców, ani turystów. Towarzyszyła nam wyłącznie piękna i miejscami dzika natura.

szary poranek

powrót

rowerem wzdłuż wybrzeża

zwiedzając Bornholm w różny sposób, na ten dzień zaplanowaliśmy wyprawę rowerową wzdłuż wybrzeża w kierunku południowo-wschodnim. Startując z Gudhjem założyliśmy dojazd do Svaneke pozostawiając decyzję co dalej w zależności od samopoczucia, kondycji i pogody.

Karolina i Maria jechały na rowerach przywiezionych z Polski przez naszą grupę. Natomiast ja na campingu wypożyczyłem na jedną dobę, solidną i dużą damkę z przerzutką w piaście koła. Okazało się, że mój wybór był wyjątkowo trafny i dużo łatwiej radziłem sobie na urozmaiconej w ostre zjazdy i podjazdy trasie.

Pogoda dopisała znakomicie - dzień był ciepły i słoneczny. Wrażeń na trasie nie brakowało, a naszym zamiarem nie było pędzić przed siebie dla jak najdłuższego dystansu. Odwiedzaliśmy wszystkie ciekawe miejsca, jakie dało zauważyć się przy ścieżce rowerowej.

Na fotkach starałem się pokazać przynajmniej niektóre z nich.

W końcu dotarliśmy za Svaneke, do Arsdale z przepięknym "działającym" wiatrakiem - przyszedł czas na decyzję co dalej. Maria chciała wracać tą samą trasą, a Karolina była niezdecydowana. Za pomocą manipulacji i (powiedzmy) drobnego oszustwa - zasugerowałem dziewczynom, że okrężna trasa poprzez lasy nie jest znacznie dłuższa i po krótkiej dyskusji wybraliśmy tę wersję. Relacja w kolejnym odcinku.

powrót

lasem

opuściliśmy morskie wybrzeże, żegnając lśniący w słońcu biały wiatrak. Zanurzyliśmy się w momentami ciemny las, z całkowicie innymi widokami i pejzażami.

Po drodze mijaliśmy leśne uroczyska, kamienie mocy, zwierzaki, punkty widokowe, kościół na odkrytym terenie. Nie spotkaliśmy tylko oko w oko trolli, chociaż czuliśmy ich spojrzenia i oddechy na plecach, Był też piękny wodospad schowany głęboko w cieniu.

Naprawdę warto było nadłożyć drogi poprzez wnętrze wyspy w drodze powrotnej do nadmorskiego Gudhjem.

Po powrocie jeszcze było wyjście nad basen i nadmuchiwaną trampolinę, ale to już inna relacja.

Jako uzupełnienie dwóch ostatnich tematów związanych z Bornholmem (jeszcze tego trochę pozostało) kilka migawek z zakończenia tamtego intensywnego dnia, czyli:

nad basenem

uroczysko Stammershale

kolejny dzień pobytu na Bornholmie rozpocząłem wyjątkowo wcześnie rano, wyruszając wzdłuż wybrzeża morskiego w kierunku północnym. Długo przed wschodem słońca, gdy wszyscy jeszcze spali wsiadłem na rowerem i cichutko wystartowałem z Gudhjem. Miałem cztery godziny czasu do 9:oo rano, aby oddać dzień wcześniej wypożyczony wehikuł. Zresztą była to wyjątkowo wygodna duża damka z siedmiobiegową przerzutką ww tylnej piaście koła.

Z przykrością stwierdziłem, że trasa nie nadaje się zbytnio na rolki - wąska i współdzielona z samochodami ze znacznymi spadkami i podjazdami. Oczywiście dla rowerzysty bardzo wygodna.

Po przejechaniu chyba kilkunastu kilometrów spostrzegłem piękny hotel przy drodze, a po drugiej stronie była furtka na kamieniste pole porośnięte kępkami jałowców pomiędzy granitowymi skałkami.

Nie było żadnego oznaczenia, że jest to prywatna posesja, więc wszedłem do środka i znalazłem się w niesamowitym miejscu.

Miejsce kultu i pochówków z historią sięgającą Mezolitu, czyli jakieś dziesięć tysięcy lat wstecz. Różne kamienne kręgi i granitowe obeliski z epoki brązu, wczesnego żelaza, czasów rzymskich i późniejsze. Dookoła przechadzały się owce - skubiąc trawę, porosty i wyjątkowo kłujące gałązki jałowca.

W dole pomiędzy skałami widoczna była zatoczka pozwalająca na wpłynięcie z morza łodzią lub małym stateczkiem.

Spędziłem tam ze dwie godziny przechadzając się i próbując wyobrazić, jak to mogło wyglądać w zamierzchłych czasach.

Być może ukształtowanie terenu, a być może jakieś tajemne moce spowodowały, że tyle pokoleń odbiło swój ślad właśnie w tym miejscu. A być może wszystko razem.

Wystarczyło mi jeszcze czasu na odwiedzenie portu rybackiego w Tejn i trzeba było wracać. Po drodze jeszcze natrafiłem na kamienną pieczarę i piękny wodospad.

Jeszcze kilka fotek z trasy i budzącego się Gudhjem. Kolejny dzień wakacji rozpoczął się.

Tejn, czyli ciąg dalszy

po samotnej wyprawie rowerowej do uroczyska nad morzem, powtórzyliśmy tę trasę ponownie już w piątkę korzystając z samochodu. Karolina i Maria "ścigały" owieczki obiektywem i dosłownie, próbując je zwabić za pomocą trzymanych w dłoni smakołyków.

Następnie spacer po porcie Tejn i różnych zakamarkach.

Oczywiście i tak było zbyt mało wrażeń, tak więc jeszcze późnym wieczorem wrzuciliśmy do plecaka buteleczkę bursztynówki i poszliśmy podziwiać zachód słońca na nabrzeże portowe w Gudhjem.

Kolejny dzień pobytu na Bornholmie zakończył się.

poranek w Gudhjem, dzień czwarty

na ten dzień zaplanowaliśmy z Karoliną długą wyprawę na rolkach - opis będzie w następnym wejściu.

Jak zwykle wcześnie rano długa wędrówka po skałkach nad morzem i podziwianie wschodzącego słońca znad morskiego horyzontu. Trochę włóczęgi morskim wybrzeżem w kierunku wschodnim. Stale odkrywam nowe widoki, a każdy poranek jest inny.

Po ponad dwugodzinnej wędrówce - śniadanie i wycieczka z dziewczynami do miasteczka. Ja zakupiłem wcześniej przyuważony kask tropikalny, a Maria podziwiała na wystawie sklepowej wystrzałowe kalosze duńskiej projektantki Ilse Jacobsen.

Po spacerze krótki przystanek na kawę, ciastka i owocowe napoje. Maria dalej marzy o kaloszach, a ja dumnie prezentuję nowe nakrycie głowy.

Miasteczko budzi się do życia.

Roenne-Dueodde na rolkach

na drugą część czwartego dnia razem z Karoliną zaplanowaliśmy wyprawę na rolkach. Prawdę mówiąc tego jeżdżenia na rolkach było znacznie mniej niż w pierwotnych zamierzeniach przed wyjazdem. Stale brakowało czasu, a ukształtowanie terenu w Gudhjem nie sprzyja bezpiecznemu jeżdżeniu na rolkach bez hamulców.

Ostre zjazdy są dużym wyzwaniem dla równinnych długodystansowców.

Generalnie Bornholm ma kilkaset kilometrów ścieżek rowerowych, jednak znaczna ich część pokryta jest szutrem nie nadającym się do jazdy na rolkach.

Tutaj, w sam raz wyspa Uznam na której mieszkam oferuje bez porównania więcej możliwości jeżdżenia na długich trasach, po doskonale wyasfaltowanych ścieżkach rowerowych.

Jednak, aby nasze rolki nie pokryły się całkowicie kurzem podczas pobytu na Bornholmie wyjechaliśmy autobusem do Ronne z zamiarem pokonania kilkudziesięciu kilometrów w południowej, bardziej płaskiej części wyspy.

Wybraliśmy ponad 30 kilometrową trasę Roenne-Dueodde wzdłuż wybrzeża morskiego. Trasa bardzo ciekawa o dobrej, a miejscami bardzo dobrej asfaltowej nawierzchni.

Było też trochę ostrzejszych zjazdów i podjazdów. Właśnie na jednym z szybkich zjazdów zaliczyłem zwyczajową wywrotkę. Luźny kamyk zablokował kółko prawej rolki - ratując się przed koziołkowaniem, wykonałem pad i długi ślizg na plecach. Jako hamulec posłużyły rękawiczki i pupa. Rękawiczki z mocnej skóry wytrzymały, natomiast ostry asfalt przetarł spodnie, gatki i zdarł trochę naskórka z siedzenia. Mam już niezłą wprawę w różnych widowiskowych wywrotkach (rower, koń, rolki) i żadnej poważniejszej kontuzji poza pokiereszowanym pośladkiem nie zaliczyłem.

Fotek nie ma zbyt wiele. Można jednak zobaczyć przydrożną winiarnię i butelkę wina nabytą przez Karolinę.

W Dueodde wylądowaliśmy dość późnym wieczorem trochę już zmęczeni. Miejsce jest dość odludne i poza campingiem, sklepikiem, knajpką i przystankiem autobusowym nie ma nic więcej. Okazało się, że ostatni autobus odjechał ponad godzinę wcześniej i nie mamy jak się wydostać. Na dojazd do Gudhjem było zbyt daleko, no i zaczęło się ściemniać.

Pozostał telefon do nieocenionej organizatorki Krystyny i oczekiwanie na wyprawę ratunkową z jej strony. Wszystko przebiegło szczęśliwie i późnym wieczorem wylądowaliśmy w Gudhjem.

Hammershus, dzień piąty

Witam,

dzień ten poświęciliśmy na zwiedzanie północnej części wyspy Bornholm. Najbardziej widowiskowym obiektem był bezsprzecznie zamek, a właściwie pozostałość zamku w Hammershus. Olbrzymia kamienna budowla robiąca ogromne wrażenie również dzisiaj. Można sobie wyobrazić odczucia wyspiarzy i przybyszy z zewnątrz mieszkających zazwyczaj w parterowych drewnianych chatach i trafiających w to miejsce. Musiał porażać ogromem i majestatem.

Odwiedziliśmy też kilka innych miejsc, ale o tym w odrębnej relacji aby nie przeciążać tematu.

Po powrocie do Gudhjem przystąpiłem do gotowania "obiadu", no i wczesnym wieczorem zwyczajowo razem z Karmą i MariaM wybraliśmy się na piwo do portowej tawerny. Przybytek mało luksusowy i wyrafinowany jest miejscem raczej odwiedzanym przez tubylców niż turystów. Za to ma wspaniały klimat i widok na port, oraz jest fajnym miejscem do oglądania turystów spacerujących opodal z lodami nabytymi w pobliskiej cukierni.

G-6 - kolonialnie

Witam,

kolejny pakiecik wspomnień z niezwykle malowniczego Bornholmu. Dzień szósty był wyjątkowo ciepły i słoneczny.

Jak zwykle spacer o poranku i poszukiwanie ciekawych miejsc w Gudhjem. Później krótka wycieczka rowerowa wzdłuż wybrzeża morskiego, a na zakończenie dnia już wcześniej zaplanowane spotkanie całej osiemnastoosobowej grupy.

Dużo przygotowanych potraw i upieczonych smacznych ciast. Dyskusje, rozmowy, kawały, piosenki - miło spędzony wieczór.

plener w Gudhjem, dzień siódmy

Witam,

ostatni pełny dzień pobytu na Bornholmie. Z samego rana pobudka jeszcze przed wschodem słońca i zwyczajowy spacer trasą nadmorską, oraz ulicami miasteczka Gudhjem. Tym razem w momentami w strugach deszczu. Tak przy okazji nowo zakupiony filcowy kapelusz spisuje się doskonale i działa jak parasol nie przepuszczając wody.

Z wiaduktu roztacza się piękny widok na panoramę miasteczka. Ulice o tej porze są puste, jedynie kuter rybacki wychodzi na połów ryb.

Później z córami Karolina i Maria wybieramy się na spacer uliczkami i oczywiście po sklepikach. Jest to ostatnia okazja na zakup różnych upominków dla tych, którzy nie mieli możliwości wybrać się na wakacje. Maria z dumą prezentuje sprezentowane jej "dizajnerskie" kalosze projektantki Else Jacobsen z Danii.

W godzinach popołudniowych dołączamy do niej na mini plener malarski nad brzegiem morza. Powstaje kilka ciekawych prac pokazujących okolice.

Ja również popełniłem kilka obrazków. Zresztą znowu wróciłem do malowania i na ostatniej fotce można zobaczyć tworzoną już po powrocie do domu panoramę Gudhjem na ostatnio nabytym przez Aubrietę dębowym stole.

Przed zachodem odbyła się jeszcze sesja skoków zwariowanych. No i kolejny dzień poza nami.

Gudhjem, dzień ósmy i ostatni

Witam,

ostatniego dnia, jak zwykle wstałem o piątej rano wychodząc już na ostatni w tym pobycie spacer po okolicach. Poranek przywitał mnie gęstą mgłą spowijającą morskie wybrzeże i puste o tej porze miasteczko. Bornholmczycy raczej nie należą do rannych ptaszków i trudno jest spotkać kogokolwiek o tej porze.

Zresztą to może ja należę do wyjątków, ponieważ żadnych osobników podobnych do mnie i włóczących się o świcie, również nie spotkałem.

Mgła jednak nie przysłoniła całkowicie uroków tego miejsca, co jak mi się wydaje widać na fotkach.

Dwie godziny później pakowaliśmy się już do samochodów startując do Roenne na prom do Sasnitz i dalej poprzez Rugię na naszą wyspę Uznam.

Niestety wspaniały tydzień wakacji zakończył się.

Wracając do codzienności. Po powrocie z Trelleborga z przykrością stwierdzam, że ubogie w słoneczne dni, a bogate w chłód i deszcze - lato chyba się definitywnie skończyło. Jest pochmurno i zimno, jedynie o poranku na horyzoncie błysnęło słońce. Chyba już powoli czas na wydobycie z otchłani szafy jesiennych ciuszków. W każdym bądź razie na dzisiejszy dzień założyłem cienki wełniany sweter w miejsce koszuli. Kolory też się ułożyły już bardziej jesiennie ze znacznym udziałem bieli zresztą. To ostatnie to chyba ze względu na wyjątkowo wcześnie zapowiadane w tym roku pierwsze opady śniegu. Niektóre prognozowe i niepotwierdzone plotki mówią już o październiku.

pozdr.Vslv

Jako swoiste

PostScriptem

do bornholmskiej wyprawy, Aubrieta prezentuje przez siebie zaprojektowany i własnoręcznie uszyty strój z pięknej niebieskiej wełenki zakupionej w trakcie pobytu na wyspie.


Poranek w Gudhjem by Vslv 2011

Ostatni dodatek, to właśnie zakończyłem malować "Widok na Gudhjem o poranku". Są już położone warstwy lakieru, a stół zyskał stałe przyozdobienie. Teraz wieczorami pijąc kawę, lub herbatę - mogę powspominać letni tygodniowy urlop.

Zresztą oczarowanie tą bajkową wyspą nie minęło do dzisiaj i po skończonym obrazku na stole rozpocząłem rysować i malować cały cykl: "Poranki w Gudhjem". Pierwsza praca to "Mały porcik rybacki nieopodal Gudhjem" zakończona wczoraj.

Kolejne obrazki z cyklu "Poranki w Gudhjem"

Droga do portu

Skałki

Mgiełki w porcie