Buenos Aires



Po wielogodzinnym spóźnieniu lądujemy w BA . Na lotnisku czeka przewodnik i szybko do hotelu w samym centrum to znaczy przy Avenida de ) Juli. Jest to największa avenida na świecie pod względem szerokości. Szybki prysznic i autobus na spóźniony Luncho – obiad. 
Późno sie zrobiło i z całego planu dnia zdążyliśmy do La Boca . Na drugi dzień, aby nadrobić straty już o 9 rano w wigilię wyruszyliśmy na zwiedzanie BA. Synagoga, Plac Maya, cmentarz gdzie jest pochowana Evita Peron , Bario Pargue ( jak w NY central park ) , San Telmo. Później od dzielnicy do dzielnicy z pałacami i parkami. Na wilgilię znaleźliśmy małą restauracje, gdzie winem i szampanem oblaliśmy narodziny ziomka. Na następny dzień Urugwaj ( patrz poniżej) 
Po jednodniowym pobycie w Colon wylądowaliśmy w restauracji, gdzie serwowano wszystkiego, ile sie chciało. Wino lało się litrami a my już myślami byliśmy w Patagonii.

Zdjecia z BA


Urugwaj – Colonia



Statkiem z BA do Colona Sacramento. Granica miedzy Urugwajem a Argentyna leci środkiem rzeki Rio de la Plata, która jest w tym miejscu około 45 km szeroka. Przewodniczka opowiedziała dzieje Colony, pokazała starą cześć miasta, Ulice Westchnień, stare kościoły i plaże. Po Lunchu jeszcze przechadzka z przewodniczką, zakończona na płazy. Parę osób sie wykąpało wszyscy zamoczyli nogi. Nie wszyscy sie domyślili ze będzie można pływać. 

 
Jako ciekawostka - w Urugwaju mieszka Ania Tuchman, która ma biuro turystyczne i z chęcią pomoże zorganizować pobyt w Urugwaju dla wybierających się w tamte strony 


http://uruguay360.com.uy/uruguay/colonia/rambla-de-colonia


Marysia z Paryża porównywała Colonie do St. Tropez.

zdjecia z Coloni


Patagonia



Znowu spóźniony samolot do El Calafate i po wyładowaniu prosto do lodowca Perifo Moreno. 
Najpierw statkiem wzdłuż lodowca a później z lądu gdzie zbudowano dróżki aż pod sam lodowiec. Wieczorem wylądowaliśmy w Hotelu i po pysznym obiedzie spaliśmy jak susły. 
Na drugi dzień podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna miała wędrować w Patagonii i spać w namiotach, a druga miała robić dzienne wędrówki. 
.Po podzieleniu się namiotowcy pojechali autobusem do El Chalten. Reszta miała całodzienną wycieczkę statkiem miedzy lodowcami. 



Wyładowaliśmy w hotelu ale przewodnika nie było, bo okazało się, że był w górach, spotkaliśmy go wieczorem. Sami wzięliśmy mapę i zrobiliśmy dwu godziny spacer w góry. 
Widoki gór, jezior lodowców sprawiało ze wszyscy wpadli w szał zachwytu. 
Pogoda zazwyczaj w Patagonii to wiatr i deszcze. Myśmy mieli 4 dni słoneczne i prawie bezwietrzne. .Na drugi dzień przewodnicy wzięli nas na pierwszy dzień wędrówek to znaczy na trasę około 25 kilometrowa . Po prawie 12 godzinach wędrówek doszliśmy do obozu. 
Tam szybka kolacja i do namiotów. Tak byli wszyscy zmęczenie, że nawet za ciasny śpiwór nie sprawiał problemu. Już o 9 rano wyruszyliśmy na 15 kilometrowa wędrówkę. Po południu około 17 zakończyliśmy dwudniową wędrówkę. Druga grupa przyjechała do tego hotelu w tym czasie jak myśmy wędrowali. Oni mieli dwie wędrówki z noclegiem w hotelu. 
Na obiedzie brzmiało jakbyśmy wszyscy weszli na Mount Everest.

Patagonia 1

*************

patagonia 2


Nowy Rok w BA



Przyjechaliśmy 30 grudnia do BA i jak sie okazało Argentyńczycy obchodzą Nowy Rok z przyjaciółmi juz 30 a 31 z rodzina. Więc restauracja była pełna. Wina ile sie chciało Więc nastroje w grupie były super. Na drugi dzień już wcześnie rano przyszły dwie przewodniczki, które podzieliły nas na 2 grupy i obeszły plac Martineza opisując każdy kamień , każdy dom. 
Później spacer po Alvares, najelegantszej części BA . Po południu małą grupką pojechaliśmy do El Telmo . Zjedliśmy lunch w typowej restauracji dla Argentyńczyków na głównym placu, oglądnęliśmy pokazy tanga i późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu. 
Wieczorem autobus zawiózł nas na sylwestra do Piazzola Tango 
Tak wygląda strona klubu 


Piazzola tango 

Najpierw przystawki, szampany, wina później przeszliśmy do wspanialej Sali gdzie podano super obiad i na zakończenie dwugodzinny tango show. Potem przenieśliśmy sie do Sali Balowej, gdzie serwowano ile kto chciał szampany, wina, ciastka, i o 12 życzyliśmy sobie wszystkiego najlepszego. I tak popijając bawiliśmy sie do dyskoteki aż do 2 w nocy. 
Później odwożono nas do hotelu. To był niezapomniany sylwester. 

**************



sylwester 1

**********

Sylwester 2


Iguasu



Rano krótki spacer, ostatni rzut oka na BA i na lotnisko, aby wziąć samolot do wodospadów w Iguazo. Przylecieliśmy późno i w hotelu Carmen zrobił sie popłoch, bo to święto i nie wszystkie pokoje były przygotowane. Cześć osób wskoczyło do basenu, cześć pojechała do miasteczka a inni cierpliwie czekali na pokoje. 
Większość wylądowała z czasem w miasteczku na obiedzie. 
Na drugi dzień juz wcześnie z rana autobus do brazylijskiej części wodospadu. 
Iguas nie jest największym wodospadem świata ale za to najszerszym i składa sie z paruset mniejszych wodospadów. Widok wspaniały nikt sie nie mógł opanować okrzyków zachwytu. Tysiące zdjęć. Wędrowaliśmy tam ze dwie godziny a później w autobus i do argentyńskiej części wodospadu. Pociągiem podjechaliśmy dosyć blisko wodospadu a potem spacer. W miedzy czasie zjedliśmy super lunch . Parę godzin wędrówek w parku narodowym z oglądaniem kwiatów, zwierząt i oczywiście wodospadów.. Wieczorem basen końcowy obiad i na drugi dzień wyjazd do Rio


zdjecia z Iguasu


Rio de Janeiro



Rio powitało nas trochę pochmurnie i z przelotnymi deszczami. Cieszyliśmy sie ze niema upałów bo mięliśmy zwiedzać i w tym dużo na piechotę. Przylecieliśmy po południu a ze mieszkaliśmy przy plaży Copacabana więc większość poleciała sie wykąpać. Później obiad i spacer po okolicy. Następnego dnia juz wcześnie z rana ( aby nadgonić program ) wjechaliśmy na górę z Chrystusem ( zrobił nasz człowiek Paul Landowski ) . widok z tej góry jest oszałamiający, plaże domy, lagunę lasy, parki , góry, wyspy , mosty. Oglądaliśmy “favelan “ czyli slum , stadion Makarena , dzielnice bogatych jak i Down Town . Zdążyliśmy tez oglądnąć katedrę w Rio. Zbudowana w kształcie stożka. Zrobiła duże wrażenie na wszystkich a witraże były przepiękne. Super lunch i dalej w miasto. Późny popołudniem kąpiel na plaży Copacabana, gdzie piłka nożna , siatkówka i inne sporty uprawiano do późna w nocy.. Po obiedzie grupy sie podzieliły i jedni poszli do klubów bosanowy inni do klubów samby. Następnego dnia wjazd na Pao deAqucan czyli ”głowę cukru” i znowu wspaniale widoki. Lunch w typowo brazylijskiej knajpie z wódka zrobił, że już w południe byliśmy w super humorach. Późnym po południem znowu małe grupki rozeszły sie po mięście . Ja i jeszcze parę osób do starego centrum. Przepiękne kawiarnie, kluby , restauracje . Wieczorem nowy typowa brazylijska restauracja. Późnym wieczorem siedzieliśmy nad plażą popijając caipiriuha. Ostatni dzień to na własna rękę i od rana pogoda upalna i Copacabana pełna ludzi. 
Kąpiel przed śniadanie, po śniadaniu , wyjazd do ogrodu botanicznego , ostatnie zakupy i wieczorem na lotnisko i do europy a właściwie do Madrytu

zdjecia z Rio


Madryd



Tym razem wylądowaliśmy na czas to znaczy wcześnie z rana i szybko zawieziono nas do hotelu. Prysznic i rzuciliśmy sie na miasto. Dla większości to pierwszy raz. 
Metrem ( funkcjonuje super ) szybko dostaliśmy sie do centrum i szybkim marszem zaliczyliśmy Plaza Mayor ( lunch ) , następnie zamek królewski, muzeum Prado, po drodze rzeźby, parki, wspaniale domy. Przytule kawiarnie. Późno w nocy udało nam sie nawet kupić małe pamiątki. Wróciliśmy do hotelu po 22 i tu czekał na nas super bufet. 
Madryt, można powiedzieć że po wszystkich przeżyciach wizualnych w ciągu 16 dni to jakby kropka nad “ i “. Obiecaliśmy sobie pojechać na wiosnę albo na jesień na trochę dłużej. 

Zdjecia z madrytu

Wcześnie z rana wyjazd do Sztokholmu