Wspomnienie zorzy polarnej

Słońce z początku nie chciało zajść. Mimo, że jego tarcza nie była widoczna zza otaczających nas gór, to jasnoszary blask przebijał ponad nimi, oświetlając cały widoczny świat. Chwilę to trwało zanim stwierdziło, że nie może się już więcej opóźniać i łaskawie opuściło się do punktu, w którym nie utrudniało obserwacji. Zapadła czarna noc, której ciemność zakłócały tylko gwiazdy i odległe światła miast. Zamarznięte jezioro huczało, jakby skarżąc się na to, że możemy bezkarnie na nie wchodzić i skakać jak po zwykłej ziemi. Być może chciało nawet otworzyć przed nami swe czeluści i utopić, na zawsze pozbawiając się balastu naszych ciał. Wtem na horyzoncie pojaśniało… Trupioblady blask zaczął rozlewać się po niebie i momentalnie wystrzelił niczym wypuszczona z łuku strzała, przecinając całe niebo nad naszymi głowami. Po chwili pozieleniał, być może z zazdrości o ziemskie cuda, których nie będzie w stanie doświadczyć, jako istota o niebiańskiej piękności i usposobieniu. Skręcał swe sploty niby wielki podniebny wąż usilnie starający się wydostać z klatki doczesności, szybkiego przemijania, części osobowości każdej zorzy. Po chwili wręcz poczerwieniał z wysiłku i zalśnił wszystkimi kolorami tęczy, wyróżniając się na tle bladych gwiazd i ukazując w ten sposób swój bunt, albowiem jego tylne sploty już zaczynały blaknąć. Przepiękne zjawisko skończyło się niczym gasnące cygaro pozostawiając czerwonawe plamki przed oczami i wspomnienia na lata.

Tekst: Husky

2018.01.27

Prawie koniec…

Zamknęliśmy pętlę - o 17:15 podjechaliśmy pod szkołę. Przygotowaliśmy trochę jedzenia na poniedziałkowe śniadanie (mieliśmy niewielki zapas) - będzie idealne przed lekcjami! Pozostało jeszcze ogarnąć wydatki, przygotować samochód i w poniedziałek o 8 odstawić go do wypożyczalni.

2018.01.26

Polski prom jest całkiem wesoły. Najpierw nie działały klucze, później znaleźliśmy bonusowego pasażera w toalecie. Słowem wszystko wraca do normy.

Pożegnanie ze Sztokholmem. Spacer, wizyta u leciwego kapelusznika, śledzik i prom… Zaraz kończy się zasięg Szwecji, telefon będzie obsługiwany przez Nassau, tanio nie będzie, lepiej wyłączyć…

2018.01.25

Piękne są miejsce, które się rozwijają dynamiką współczesności i jednocześnie nie przemijają przeszłością. Można je znaleźć wszędzie od Montevideo przez Teheran, Murmańsk i kończąc w Sztokholmie. Dziś wędrując bez celu ulicami, w jakimś zaułku, znalazłem malutką kawiarnię z pianinem. Właścicielka o wieku, którego nie należy wypominać, z szacunku do czasu, była śpiewaczką operową. Prowadzi ją nieprzerwanie od 1962 roku. Ugrzęzłem… Dwie godziny, dwóch klientów. Pozostała część ekipy zwiedzała Muzeum Vasa. Później wróciłem tu z uczniami, Benek zagrał…

Tekst: Geo-graf

Polecam uwadze filmik >>>>

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

2018.01.24

Długa droga do Sztokholmu, a w Birka Hostel same niespodzianki + hit sojowy!

;-)

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

2018.01.23

Abisko pożegnało nas rześką pogodą… -35 stopni  i słońce :-)

A w Umea dalej bajkowo…

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

2018.01.22

Badania geograficzne nie są proste… Obsługa schroniska bardzo dba o czystość. Próbki śniegu, które zbieraliśmy przez ostatnie dwa dni wyrzuciła do śmietnika… Uznali, że śnieg w czarnych workach nie może być nikomu potrzebny… :-(

Na pocieszenie postanowiliśmy pójść na kebab - jeden na 9 osób, wyjdzie po 12 pln od osoby…

:-)

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

2018.01.21

Wyniki obserwacji magnetometru w Kirunie. Wahnięcia oznaczają zaburzenia pola magnetycznego ziemi. Im są silniejsze tym większe i piękniejsze są światła północy…

2018.01.20

Co za dzień…

Badania terenowe, pizza, master szef i zorza …

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

2018.01.19 Abisko

Realizacja planu przebiega bez zakłóceń: spacer był, bieganie było, obiad pyszny (talenty kulinarne wykazali: Oliwier, Tobiasz i Kornel), sauna była (chłodzenie powietrzem idealne - włosy zamarzały w trzy minuty). Teraz pozostaje czekanie na zorze. Prognoza niezła, powinna się zacząć za około 2h… :-)

Tekst: Geo-graf ;-)

Ranek w Abisko to...

Spacerek dla zdrowia! :-)

Jeśli ktoś z Państwa ma ochotę, to zapraszam do czarno-białej galerii: LINK

2018.01.18 Abisko

Godzina 15:37

Święty Mikołaj naprawdę istnieje i mieszka w Finlandii… Jednak zdaje się być przytłoczony i zmęczony ilością ludzi chętnych do zdjęcia oraz rozmowy. Jego elfy też raczej nie lubią ludzi, dla których pakują prezenty. Odzywają się do każdego nie uprzejmym tonem i ze skwaszoną miną, ale przecież wcale nie muszą być miłe. Dopiero co skończyły się święta. Oswojone renifery - jedna z głównych atrakcji wioski - w ogóle nie cieszą sią z towarzystwa ludzi. Stojące za lichym płotkiem patrzyły żałośnie, jakby żebrząc o uwolnienie.

Teraz jedziemy dalej. Słońce zaszło za horyzont oddając nas wraz z samochodem w objęcia zimnej nocy. Śnieg skrzy się niczym opiłki, kryształowych, rozbitych kieliszków, a my podążamy dalej… Przed siebie.

Tekst: Husky

2018.01.17 Oulu

Godzina 11:02

Jeśli to co spotkało nas w Estonii nazwałem śniegiem… to odwołuje te słowa. Gdy tylko wyjechaliśmy z Helsinek uderzyła w nas, niby ogromne skrzydła wielkiego ptaka, gęsta ściana śniegu. Po Fińskiej autostradzie jedziemy prawie na oślep, widząc przed sobą tylko 10 metrów drogi i nieskończoną biel.

Kiedy delikatnie się przejaśnia  widzimy kłęby śniegu powstające za poruszającymi się samochodami. Wiją się i skręcają niczym stada dzikich węży, starających się wspiąć na pojazdy i obezwładnić kierowców. Zdaje się, że chciałyby pokąsać prowadzącego, a następnie potraktować jako swój obiad. Jednak łatwiej po prostu powiedzieć, że tutaj śnieg jest trwalszy niż ludzie. Kiedy oni przemijają, biała masa pozostaje, zamarznięta i nieczuła.

Godzina 21:49

Fińscy przyjaciele szkoły zaprosili nas na obiad. Zjedliśmy u nich łososiową zupę i przepyszną tartę z mięsem z renifera. Na deser otrzymaliśmy ser z dżemem z maliny moroszki. Później zostaliśmy oprowadzeni po domu gospodarza, który snuł senne, lecz ciekawe historie na temat Fińskiego wojska oraz swoich wypraw na ryby.

Ku naszemu zaskoczeniu zaproponował on nam także krótką wycieczkę po okolicy, na którą z chęcią przystaliśmy.

Tekst: Husky

2018.01.16 Helsinki

Relacja “techniczna”

Mało jazdy - dużo zdarzeń… Najpierw okazało się, że nasz samochód jest o 35 cm za długi na prom. Niezbyt miła pani  z kamiennym wyrazem twarzy, oznajmiła po rosyjsku, że nasz Opel Vivaro, to nie jest zwykły Opel i ma 35 cm dłuższy tył. Pani nawet nie wyszła ze swojej maleńkiej budki… Dopłata do biletu zdecydowanie poprawiła humor poważnej pani i mogliśmy wjechać na prom.

W Helsinkach też czekała nas niespodzianka - okazało się, że są dwie ulice Suomenlinna C 9, na obu jest hostel. Jeden jest na lądzie, drugi jest na wyspie. Nasz był ten ostatni. Dzięki temu nocujemy w pięknym archipelagu oddalonym o 12 minut rejsu starym promem od samego centrum. Miła niespodzianka…

Spacer po Helsinkach również obfitował w zwroty akcji… Znikały pomniki, mapa zmieniała strony świata, a sauna dla “lokalsów” w dzielnicy pubów dla rockersów okazała się być za daleko zlokalizowana…

Miejskie muzeum też było przyjemną niespodzianką. Przykład na przemyślaną ekspozycję, przyjazną odbiorcy. Największe zainteresowanie wśród uczestników wzbudziło całe piętro o wszystko mówiącej nazwie HELSEXINKI…

Pomimo panującego mroku, chłodu i wiatru na ulicach jeździło zaskakująco dużo rowerów…

Nocujemy w starej szkole, przerobionej na schronisko. Kolejne klimatyczne miejsce…

Tekst: Kierownik ;-)

Helsinki według Huskiego

Godzina 16:28

Ciemność coraz bardziej wkrada się w czas naszej podróży. Mam wrażenie, że noc zaczyna połykać dzień, a równowaga pomiędzy bielą, a czernią zostaje zaburzona. Kiedy się budzimy, wciąż jest ciemno, a dzień, który otrzymujemy później, jest tylko niewielkim rozdarciem wyrwanym przez promienie słoneczne z peleryny nocy.

Płyniemy promem z Tallinna do Helsinek. Na górnym pokładzie nie da się wytrzymać.Wiatr zachowuje się jakby chciał nas wrzucić do wody. Może jego ciekawi wizja zamarzających w wodzie Polaków, ale nas nie specjalnie, więc schodzimy na dół napić się kawy.

Przy ciepłym napoju rozgorywuje dyskusja na temat miejsca naszego noclegu. Okazuje się, że wbrew tego, czego oczekiwaliśmy, nasz hostel znajduje się na wyspie. Zatem jeden prom nie wystarczy.

Tekst: Husky

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

2018.01.15 Tallin

Godzina 12:15

Śnieg przebiegle czekał na nas za estońską granicą. Kiedy tylko ją przekroczyliśmy uderzył w przednią szybę, jak tysiące białych, ptasich piór. Jakby przygotowywał się do tego od tygodni. Teraz płatki dryfują spokojnie za oknem, podobnie do snów pogrążonych w drzemce lokatorów tylnych siedzeń, którzy nieświadomie wyznaczają nowe szlaki w świecie marzeń.

Jakiś czas temu odkryliśmy pierwszą i, mam nadzieję, ostatnią usterkę w naszym samochodzie. Zjechaliśmy na pobocze, by spojrzeć na mapę, więc włączyliśmy światła awaryjne. Niestety okazało się, że włączenie było łatwiejsze niż wyłączenie. Przez dobre pięć minut siłowaliśmy się z zepsutymi światłami, które pomimo prób wyłączenia mrugały na pomarańczowo. Ustaliliśmy, że więcej ich nie zapalimy.

Tallinn wita czerwonymi billbordami i niezrozumiałymi napisami w niepodobnym do niczego języku. Stara się przyjąć nas życzliwi, lecz niestety robi jeden błąd. Zapomina wyłączyć mróz, który coraz bardziej daje się we znaki.

Godzina 21:19

W Hostelowym pokoju panuje przesycona zmęczeniem cisza. Cieszymy się, że pozwolono nam tu przenocować. Podczas próby zakwaterowania okazało się, że do ośrodka mają wstęp tylko osoby pełnoletnie. Jednak ze względu na to, że chcemy zostać tylko na jedną noc, przydzielono nam pokój.

Po odniesieniu bagażu wybraliśmy się na spacer, odwiedzając starówkę oraz przerażający budynek wzniesiony na otwarcie igrzysk olimpijskich, które odbyły się w czasach ZSRR. Napawający lękiem moloch wznosił się ponad nami, jak ociężały sęp rozpościerający czarne skrzydła nad swoją ofiarą. Wspinając się na niego czuliśmy, jak wiatr wzmaga się, a kamienny potwór stara się zrzucić nas ze swoich mrocznych pleców.  Z tej walki wyszliśmy zwycięsko, lecz odchodząc od pokonanego przeciwnika natknęliśmy się na ostrzeżenie. W drodze na lodowatą plaże znaleźliśmy ognisko, a w nim pocięte buty. Miałem wrażenie, że w ten sposób sępi budynek chciał nas przestrzec przed ponowną wyprawą na jego grzbiet.

Tekst: Husky


|

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

<<<<<<<<<<<<

2018.01.14 Godz. 11:12

Litwa wydaje się być jedną wielką pustką. Zielone pasma pól uprawnych i trawy ciągną się aż po horyzont. Przecięte szarą nitką asfaltu starają się bronić przed przepołowieniem. Napierają z obu stron na drogę i samochód. Jednak nie wolno się na nie złościć. Każdy starałby się zasklepić brzydką, czarną szramę wyciętą na twarzy.

Dziś rano natrafiliśmy na pierwszą przeszkodę. Po spokojnej nocy, nie do końca jeszcze obudzeni, poszliśmy zrobić herbatę do śniadania. Pomimo naszych wielkich starań, elektryczny czajnik nie chciał współpracować, więc Kacper musiał stać przy nim, wciskając felerny przycisk aż do momentu, gdy woda zaczęła wrzeć.

Po szybkim posiłku spakowaliśmy się i ruszyliśmy w dalszą podróż. Teraz mknąc przez równinny krajobraz Litwy zastanawiam się, dlaczego tak bardzo lubię podróżować. Doszedłem do wniosku, że najbardziej nie pociągają mnie same miejsca, a stan bycia w ruchu. Jazda samochodem daje poczucie bezpieczeństwo, ponieważ ma początek i określony cel, którego tak często w życiu brakuje lub jest gdzieś i kiedyś, zamazany i niewyraźny.

Tekst: Husky

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

<<<<<<<<<<<<

2018.01.13 - sobota

Dojechaliśmy na Suwalszczyznę. Malutkie gospodarstwo agroturystyczne na odludziu.

Zrobiliśmy przegląd sprzętu foto, przeczytaliśmy instrukcje obsługi i w teorii jesteśmy gotowi do zdjęć nocnych…

:-)

Więcej zdjęć - FOTO BLOG

<<<<<<<<<<<<

-------------------------------------

Czas powoli się ogarnąć i spakować, o 12 startujemy!

:-)