Krypno - Mojżesz

Cel: zgodzić się na swoją drogę, która jest szkołą uczenia się zależności od Boga.

Zacznę od przedstawienia bohatera konferencji. Niech będzie dla nas lustrem, w którym odbijają się nasze własne lęki przed byciem zależnym. Z jednej strony był zabójcą, z drugiej strony sama Biblia mówi o nim, że "był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, którzy są na ziemi". Mieszkał najpierw w pałacu, potem na pustyni. Był potężny, bo pozwolił sobie na zależność i słabość wobec Boga. Jego życie to pasmo ogołoceń i z tego powodu może być dla nas ważnym punktem odniesienia. Pod koniec swojego życia został ogołocony nawet ze sposobu, w jaki zwykle działał potężne cuda. Zwykle bowiem uderzał laską w skałę, by wypłynęła z niej woda kojąca pragnienie tysięcy ludzi i zwierząt, jednak raz dostał wskazanie od Boga, by zrobił to inaczej - miał zadanie przemówić do skały. Przywiązany do sprawdzonych sposobów pozyskiwania wody, uderzył jednak laską w skałę na znany sobie, skuteczny sposób. Z tego powodu nie wszedł do ziemii obiecanej, choć prowadził lud wybrany przez 40 lat właśnie do tego miejsca. Czy to adekwatna kara za przywiązanie do sposobu czynienia cudów? Później odpowiemy na to pytanie. Historia naszego bohatera pokazuje, że prawdziwa siła nie leży w tym, co posiadamy, ale w tym, na ile jesteśmy posłuszni Bogu, zależni od Stwórcy. Nasz bohater, uciekinier i banita, stanął na pewnym etapie swojego życia przy płonącym krzewie i usłyszał głos, który odmienił nie tylko jego życie, ale i historię całego narodu. Dostał wskazanie, by zdjąć sandały, bo Bóg chciał nam pokazać nam przez to, jak daleko powinniśmy się ogołocić, by wejść na ziemię świętą.

Mojżesz, bo o nim mowa, nie był idealny, bez skazy. Bóg wybrał człowieka do wielkiej misji, który miał na rękach krew, wątpił w siebie, czuł, że nie potrafi przemawiać, szukał wymówek, by nie dać się powołać do misji. To świadczy o tym, że nasza ułomność, nasze słabości, nie są przeszkodą dla Boga. Przeciwnie — stają się narzędziem w Jego ręku, by uczynić nas bardziej zależnymi od Niego. I one mogą nas doprowadzić do takiej uzależnienia się od Boga, która paradoksalnie da nam największa wolność.

Tak jak Mojżesz, tak i my jesteśmy wezwani, by totalnie zależeć od Boga, każdego dnia. Nasza siła nie leży w naszych planach czy zdolnościach, ale w całkowitym zawierzeniu Stwórcy i decyzji bycia zależnym we wszystkim od Stwórcy. Może wziąłeś konkretną intencję na tę pielgrzymkę i masz już konkretne oczekiwanie, jak Bóg powinien wysłuchać tej prośby. Myślisz, że nie ma innej opcji, niż tylko wysłuchanie tak ważnej sprawy w określony sposób. Posłuchaj jednak historii Mojżesza, bo możliwe, że dzięki niej zmienisz swoje oczekiwania.

Zanim jednak poznamy jeszcze lepiej nasze dzisiejsze lustro, w którym się przeglądamy - Mojżesza, posłuchajcie takiej metafory. Spróbuj teraz spersonalizować sobie trzy najważniejsze prośby, które masz do Boga, innymi słowy - trzy najważniejsze dla Ciebie wartości, który wymagają uzdrowienia. Te trzy prośby to jakby trzy osoby, czekające w przychodni, w kolejce do lekarza - Jezusa. Wyobraź sobie, że jesteś panią z recepcji i sama ustalasz kolejność wchodzenia do tego boskiego doktora. Wytłumaczmy to na przykładzie: pewna pątniczka prosi Boga zwłaszcza o uzdrowienie syna z poważnego nowotworu. Jej syn to niejako pierwszy pacjent w kolejce do uzdrowienia przez Jezusa. Prosi również, by jej mąż wrócił do niej, by na nowo zaczęli się kochać w małżeństwie - to niejako drugi pacjent w kolejce. Córka wybiera się na studia, więc pątniczka omadla jej przyszłość, by miała dobry kierunek studiów i założyła szczęśliwą rodzinę. To niejako trzeci pacjent. Wyobraź sobie, że wbrew woli recepcjonistki - czyli wbrew Twojej woli - Pan doktor - Jezus - zaczyna wywoływać innych pacjentów i przyjmować ich bez kolejki przed tymi najważniejszymi dla Ciebie pacjentami. I woła pierwszego pacjenta: “niewiara tej pątniczki w moją miłość, niech wchodzi pierwsza”, potem woła drugiego pacjenta:  “nieufność pątniczki do mnie” - krzyczy doktor po raz drugi zmieniając kolejność kolejki. Woła ponownie niszcząc ustalony porządek: “brak zależności ode Mnie, ciągła próba poukładania sobie życia, w którym ja mam realizować jej plany” - trzeci pacjent, niech wchodzi. Wyobraź sobie, że recepcjonistka zaczyna się już awanturować z Jezusem w następujący sposób: “halo, tu chodzi o mojego syna, ma nowotwór, to ważne, dlaczego ktoś się wpycha w kolejkę… przecież ja wierzę w Twoją miłość i ufam Ci… wszystko Ci oddałam… tu nie ma nic do uzdrowienia… A jeśli nawet jest, to przecież są ważniejsze sprawy…”. Zauważ na twarzy recepcjonistki grymas - “ale tu chodzi o syna, o małżeństwo, o córkę… Dlaczego nie mogą wejść jako pierwsi!?” I zobacz odpowiedź lekarza Jezusa: “właśnie to niezadowolenie z ustalonej przeze mnie kolejności świadczy o tym, jak jeszcze długa droga przed nami, byś stała się zależna ode mnie i uwierzyła w Moją Miłość”.

Spróbujmy zatem przemienić tę historię w pytanie: dlaczego czasem doznajemy wyprowadzenia na totalną pustynię, dlaczego pojawia się ogołocenie w naszym życiu z rzeczy dla nas najważniejszych, skoro Bóg nas nieskończenie kocha? I krótko odpowiedzmy, choć jeszcze w sposób uproszczony: bo Bóg przede wszystkim chce uzdrowić naszą niewiarę w Jego miłość, naszą nieufność do Jego ścieżek, które prowadzą przez pustynię, chce zwłaszcza uczynić z nas swoje dziecko - totalnie zależne od Niego. Na tym polega nieskończoność Jego Miłości, którą trudno pojąć.

Popatrzmy teraz na historię strat i ogołoceń w życiu Mojżesza, by odkryć po co Bóg chce nas uczyć totalnej zależności, a mannę z nieba daje tylko na dzisiaj. Na jutro już nie da.

Ta historia z przychodni jest kluczem do zrozumienia Mojżesza. I kluczem do zrozumienia nas samych. Mojżesz, nasz bohater, był ogołacany na każdym etapie swojego życia. Stracił pozycję w pałacu, uciekł na pustynię. Tam, przez czterdzieści lat, był pasterzem, człowiekiem, którego pozycja nie znaczyła nic w oczach świata. Błąkał się po pustyniach nie wiedząc jeszcze jak bardzo wiedza o tym terenie przyda mu się podczas prowadzenia setek tysięcy ludzi przez bezwodne tereny. Bóg przygotowywał go na wielkie zadanie, ale nie w pałacowych komnatach, lecz na surowej, ogołacającej pustyni. Jakoś próbował się tam ustatkować, ale to poczucie bezpieczeństwa również miał stracić.

Bóg dawał mu to, co potrzebne, ale tylko na dziś. Manna spadająca z nieba wystarczała na jeden dzień, a próby jej gromadzenia na dłużej kończyły się porażką. Gniła, psuła się, stawała się bezużyteczna. Manna to więcej niż pokarm. To metafora naszej zależności od Boga, dawania się nam, byśmy dawali się Jemu. Bóg nie chciał, żeby Izraelici mieli zapasy, żeby czuli się bezpieczni dzięki własnym zasobom. Chciał, żeby każdego dnia, o świcie, budzili się z tą myślą: "Boże, co dasz mi dzisiaj?". Z tego właśnie powodu Jezus uczył nas modlitwy, która brzmi: “chleba naszego, powszedniego daj nam dzisiaj”. Ogołocenie, którego chce dla nas Bóg to tak naprawdę uwolnienie od wszystkiego, co dziś byśmy targali ze sobą, byli tym obciążeni, ale tak naprawdę dziś jest nam to niepotrzebne. Jeśli jutro będzie, to się po prostu Bóg o to zatroszczy. Jednak by otworzyć się na taki sposób funkcjonowania, potrzeba wpuścić w “kolejkę do lekarza Jezusa” naszą próbę stawania się niezależnym człowiekiem, również od samego Stwórcy i dać temu pierwszeństwo.

Mojżesz na pustyni każdego dnia uczył się ufać. Uczył się, że Bóg nie jest tylko Panem jutra, ale przede wszystkim Panem dzisiaj. Pustynia może odsłonić kłamstwa, w które uwierzyliśmy. Może pokazać nam naszą nędzę, a gest ściągnięcia sandałów przy płonącym krzewie to podpowiedź dla nas z jak wielkim szacunkiem trzeba podchodzić do ogromu majestatu Boga. Nie wystarczy czysta ciekawość, by zbliżyć się do świętości Boga. Potrzeba zostawić za sobą własne upodobania, które symbolizują sandały, by dotknąć się ognia - Boga i dać Mu się przemienić w siebie.

Wróćmy do ważnego pytania. Bóg dał wyraźne polecenie Mojżeszowi: "Przemów do skały". Proste, jednoznaczne słowa. Ale Mojżesz, przyzwyczajony do cudu, który już działał, uderzył laską w głaz. Uderzył, bo to był jego sposób, który znał i który działał. To był jego pewnik, jego utarta ścieżka. I wiecie, co się stało? Woda popłynęła. Cud się dokonał. Pewien cel został osiągnięty. A jednak, Mojżesz nie wszedł do Ziemi Obiecanej. Pomyślcie o tym. Cud się wydarzył, ale w sercu Mojżesza pozostało nieposłuszeństwo i zależność od własnych pomysłów.

Co to nam mówi? To jest sedno naszej konferencji. Bóg nie pragnie tylko, żebyśmy osiągali rezultaty, żebyśmy czynili cuda, choćby gorliwą modlitwą. Chce, żebyśmy to robili w totalnej zależności od Niego. Żebyśmy byli jak dzieci, które nie wiedzą, co będzie jutro, ale wiedzą, że tata się o nie zatroszczy. Bóg nie tylko chce nas prowadzić do Ziemi Obiecanej. On chce, byśmy weszli do niej jako dzieci Boże, zależni od Ojca w niebie, ulegli Mu, a nie jako bohaterowie, którzy wiedzą lepiej. Nie chce też takich pątników, którzy wchodzą do Ziemii Obiecanej jako najemnicy, którzy dostają to, na co zasłużyli swoimi modlitwami i wyrobionymi krokami na pielgrzymce bądź swojej życiowej pustyni według logiki: dużo się modliłam, więc należy mi się to, że moja córka poukłada sobie życie. Inaczej się obrażę i odejdę od modlitwy.

Bóg patrzy na nasze serce. Na naszą wiarę w to, że On wie lepiej. Że Jego drogi są lepsze, nawet jeśli wydają się nam na początku absurdalne. A to jest trudniejsze niż wywołanie cudu. To wymaga ogołocenia z naszej dumy, z naszych planów, z naszych sprawdzonych metod, z naszego oburzenia na wpuszczanie kogoś w kolejkę do lekarza, gdy tak ważny dla nas pacjent czeka w niej.

Bóg uczy nas, że największym cudem jest nasza wiara w Jego miłość, a nie uzdrowienie ciała lub poukładanie sobie życia. Najważniejsze jest nasze uzdrowienie z niewiary, nieufności i braku zależności od Stwórcy. Bo dopiero wtedy, kiedy staniemy przed Bogiem nadzy, bez naszych ludzkich zabezpieczeń i utartych schematów, On może nas w pełni uzdrowić według swojego planu pełnego miłości.

Zastanówmy się więc dzisiaj: co Bóg dzisiaj przez tę konferencję chce mi powiedzieć? Czy to nie jest tak, że chce On nas ogołocić ze wszystkich naszych „pewników”, abyśmy wreszcie zaczęli w pełni na Nim polegać?

Być może dziś stoisz w obliczu pustyni. Być może życie ogołociło Cię ze zdrowia, z bliskiej osoby, z poczucia bezpieczeństwa, a może z utartej drogi, którą myślałeś, że pójdziesz. Pytasz: "Dlaczego, Panie? Przecież to dla mnie takie ważne. Przecież tak się starałem." Dziś chcę Ci powiedzieć, że w tym, co nazywasz stratą, kryje się największy dar, bo może wiecznie trwać. W tym, co wydaje się być brakiem, jest zaproszenie do głębszej relacji z Bogiem.

Pamiętaj o tym, że Bóg nie chce, byś wielbił Go tylko za to, co daje, ale także za to, co po ludzku patrząc zabiera, by dać ci coś większego – Siebie i dzieciecą relację ze sobą, opartą na zaufaniu i zależności od Niego. Niech nasza modlitwa nie będzie listą życzeń, choćby najważniejszych, ale głównie pieśnią wdzięczności za to, że On jest Panem. Pieśnią uwielbienia za to, że w pustyni uczy nas zależeć tylko od Niego.

Zachęcam Cię dziś, abyś wyszedł z tej konferencji z nowym sercem. Byś spróbował uwielbić Boga za każdą stratę, za każde ogołocenie, za każdy upadek. Za to, że nie wszedłeś do swojej "ziemi obiecanej", bo On chce Cię poprowadzić do czegoś, co jest jeszcze bardziej wartościowe – do pełni zależności od Jego woli. Wtedy staniesz się dziedzicem pierwszego z ośmiu błogosławieństw - “Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie” oraz “jeżeli nie staniecie się jak dzieci (zależne i ufne), nie wejdziecie do Królestwa Bożego”. Bóg sobie poradzi na swoje sposoby z chorobą, przyszłością dzieci i małżeństwem w najodpowiedniejszym czasie i w odpowiednim miejscu kolejki. Zaufaj tej obietnicy. Jeśli jeszcze czegoś na zewnątrz nie zmienia, to po to, by zmienić coś w nas - zwłaszcza nauczyć nas być jak dzieci wobec Niego - ufne i zależne. Jak Mojżesz.

Pustynia to szkoła uczenia się zależności. Nie rób od niej wagarów, bądź w niej pilnym uczniem. Tylko ten, kto potrafi uwielbić Boga na pustyni, w swoim ogołoceniu, dostąpi pełni życia, do której tak naprawdę Bóg nas wzywa. Mam nadzieję, że przesłanie pozostanie w nas - zostawmy nasze stare sposoby radzenia sobie z brakami, a poddajmy się woli Boga, by przemówił do skały, z której wypłyną strumienie wody żywej dla naszego życia. Bóg jest naprawdę dobry. Nieskończenie.