Stefania Ney O Januszu Korczaku Podczas ogólnej rzezi, gdy Niemcy mordowali dzieci z sierocińca Janusza Korczaka, jemu samemu ofiarowano możność uratowania się. Korczak odmówił i poszedł na śmierć z dwojgiem najmłodszych dzieci na ręku. Gdyby wziąźć wszystkie uśmiechy dziecięce, uśmiechy kwiatów i uśmiechy ptaków, uśmiech poety i uśmiech lekarza – powstałby wiersz o Januszu Korczaku. Wiersz o człowieku, co w czasach ciemności, na obłąkanym z nienawiści świecie, miał jasne serce i miał jasne myśli, wiersz o człowieku, co kochał dzieci. Ukochał te dzieci, które świat dorosłych obdarzył chłodem, głodem i przekleństwem, co ciężko przeszły swą króciutką drogę od urodzenia do śmierci męczeńskiej. Dzieci zaszczute jak parszywe psiaki, spuchmięte z głodu, z twarzą żółtą-siną, ponurzy, starzy, pięcioletni ludzie . Za takie dzieci Janusz Korczak zginął. Nie za ojczyznę, za Boga, za honor, ani za matkę, za ojca, za brata, ale za biedne, zawszone bachory, za najnędzniejsze z wszystkich stworzeń świata. Oddał im chleb swój i mądrość i serce, żył z nimi w hańbie i w głodzie i w brudzie, i zginął, kiedy mordowano dzieci, co nie zdążyły być podłe jak ludzie.

|