Koniec zmartwień
Autor: DJSzklaż
[One-Shot] [Slice of Life]
Ciemne, Manehattańskie niebo rozdarła złocista gwiazda migocząca i z wolna opadająca nad wielopiętrowymi wieżowcami. Huk z lekkim opóźnieniem dotarł do uszu stojącej w oknie swojego domu, ciemnoniebieskiej klaczy. Kolejny rok dobiegał końca, nowe plany, nowe możliwości, nowe postanowienia. Stare problemy. Przede wszystkim to ostatnie. Głupi tłum raduje się nie wiadomo czym, wrzeszczy jak nienormalny, pieje z radości tylko dla tego, że na kalendarzu jedna cyferka zastępuje drugą. Bo nagle, magicznie chciało by się rzec wszystko stanie się piękniejsze, wypowiedziane tępe życzenia i jeszcze głupsze postanowienia odmienią czyjeś życie. Żałosne… - Klacz pokręciła z dezaprobatą głową.
Odwróciła się i spojrzała na swój pokój. Ciasna klitka niemal do sufitu wypełniona była różnymi, niepotrzebnymi meblami i pamiątkami rodzinnymi. Dawniej oglądanie ich sprawiało jej przyjemność, lubiła gromadzić przeróżne, mniej lub bardziej nieużyteczne graty, kolekcjonować je. Ale teraz? Coraz częściej były źródłem nachalnej, niechcianej nostalgii atakującej klacz ilekroć rzuciła na nie okiem. Wspomnienia szczęścia, którego już od bardzo dawna nie zaznawała.
Podeszła do kominka zawalonego od góry stertą nie zapłaconych rachunków. Do niedawna jeszcze przejmowała się korespondencją, ale teraz już nie. Przeszło jej prawdopodobnie na zawsze. Takie noworoczne postanowienie, olać pocztę, jakąkolwiek. Bez względu czy była to pocztówka od przyjaciół czy wezwanie do spłacenia kolejnej raty za dom. Zebrała wszystkie listy i z radością cisnęła do kominka. Wesoło trzaskający ogień w mig zajął się papierem, przerabiając na wirujący popiół.
Brakowało jej jeszcze jednej rzeczy z listy, którą przygotowała dzisiejszego ranka. Lina. Bardzo potrzebna, przynajmniej tak wyczytała z kilku książek. Na pewno gdzieś tu była. Podeszła do szały i zaczęła przerzucać jej zawartość. Było tam całe mnóstwo niepotrzebnego dziadostwa. Od kilku młotków i wszelakich narzędzi, po zabawki z czasów dzieciństwa. Żałosne sentymenty… Na środek pokoju wyleciała pluszowa mysz. Na jednej z wyższych półek znalazła zwiniętą w kłębek linę. Przyjrzała się jej z zaciekawieniem i sprawdziwszy stan pokiwała z aprobatą głową. Była solidna, utrzyma większe ciężary.
Odwróciła się po raz ostatni i pobieżnie otaksowała pomieszczenie. Już nigdy więcej tu nie wróci. Czyżby kolejne postanowienie? Hej, przecież gardzę nimi!
Wyszła na ulicę wdychając z przyjemnością chłodne zimowe powietrze. Zapach wolności, przynajmniej taką miała nadzieję. Zatrzasnęła i zamknęła drzwi, zostawiając za nimi całą swoją przeszłość. Całujcie się w ploty! Mogą sobie do woli grozić sądami, eksmisjami, czy cholera wie czym jeszcze, jej już tutaj nie będzie. Skoro nie potrafi poradzić sobie z jakimikolwiek problemami, a nowy rok nie przyniesie żadnych zmian, ucieknie od nich raz na zawsze. Z radością poległa w walce ze zmartwieniami. Ma je gdzieś. Niech zabierają jej dom, niech szukają po kraju, ona wyjeżdża z Equestrii i zostawia wszystko za sobą.
Stare problemy zostaną, ale już jej nie zastaną. Może ten rok rzeczywiście będzie lepszy? Gdyby tylko miała czas, pewnie poszłaby nawet bawić się z innymi kucykami w oczekiwaniu na północ, ale nie mogła. Za godzinę odjeżdżał jej pociąg.