Rozdział VIII
Impreza u Pinkie Pie.
No to jest ten dzień, dzień szalonej imprezy lecz takiej dziwnej, na ziemi jak byłem na imprezie to zawsze był alkohol a tutaj nie napiję się nawet cydru dziwne uczucie. Nie spodziewałem się, że cukiernia Państwa Cake jest tak blisko dosłownie około trzysta metrów od nas, lecz teraz wyglądała trochę inaczej niż w serialu i to jest pewnie sprawka Pinkie... No cóż nie powiem bo wygląda całkiem nieźle, wszędzie balony, jakieś ozdoby i takie tam, nie znam się na wystroju, ale co mnie najbardziej zaskoczyło to polski napis “Impreza dla nowo przybyłych kucyków Daimond Heart i Loud Music”. Pewnie to sprawka księżniczek za co muszę im bardzo podziękować, takie coś pewnie wymagało sporo poświęcenia i naprawdę nam się podoba.
-Łał... super napis kto go wykonał? Zapytałem.
-Pomysłodawcą była Księżniczka Celestia i Luna, tłumaczem Twilight Sparkle, a krawcem Rarity, a tak w ogóle to jak ci się podoba? Zapytała się Rainbow Dash.
-Świetnie wykonane, muszę wam wszystkim podziękować za tą pracę, bo na pewno nie było to łatwe zadanie. Powiedziałem ucieszony, jednak Daimond z myślami była gdzieś indziej co mnie trochę zaniepokoiło.
-O czym myślisz słonko? Spytałem się, a Heart się obudziła z swojej krainy.
-A nic, nic tak się zamyśliłam patrząc na ten cały krajobraz i aż ciężko uwierzyć, że spełniły się nasze największe marzenia. Powiedziała Daimond i trzeba przyznać, że ma rację co do naszych marzeń, od początku kiedy zaczęliśmy oglądać serial My Little Pony Frendship is Magic chcieliśmy się przenieść do Equestrii, a mówią, że te największe marzenia nigdy się nie spełniają, lecz u mnie spełniło się kilka a nie tylko jedno, na przykład będę ojcem, mam swój własny dom i jestem jednorożcem. Po chwili weszliśmy do budynku a tam już czekali wszyscy Twilight, Pinkie, AJ, Fluttershy, Rarity, RD, CMC, oraz księżniczki co mnie bardzo ucieszyło.
-Po chwili wszedłem na najwyższy stopień żeby być lepiej widocznym i zacząłem swoją przemowę...
-Witam wszystkich tu zgromadzonych gości, dziś jak wiecie jest nasza imprezka, za której przygotowanie ja i moja przyszła żona jesteśmy bardzo wdzięczni. No i co tu dużo mówić dziękuję za przybycie i zapraszam do zabawy. Aha i mam jeszcze jedną prośbę Pinkie.
-Jestem. Pinki błyskawicznie zjawiła się obok mnie.
-Wiesz może gdzie mieszka Octavia i Vinyl Scratch? Zapytałem się bo tylko ich mi jeszcze brakowało.
-Oczywiście, że wiem zaraz ich zaproszę, sekundka. Powiedziała i wystrzeliła z pomieszczenia jak dragster na wyścigu. Po jakiś trzech minutach zasapana Pinkie wpadła do pomieszczenia.
-już...jes...teś...my jak chciałeś. Po chwili weszli jeszcze bardziej zasapani Octavia i Vinyl.
-Uff... Za tobą Pinkie to jest bardzo ciężko nadążyć. Powiedziała Octi gdy jej nogi się rozsunęły i twardo upadła na ziemię, jednak gdy zauważyła księżniczki to automatycznie wstała na nogi i się pokłoniła, również Vinyl się ukłoniła jak spojrzała w stronę Celestii i Luny, a te ruchem kopyt kazały im wstać.
-Spokojnie, już możecie wstać i prosiła bym abyście się zachowywały tak jak by nas ty nie było. Powiedziała Tia.
-Oczywiście księżniczko. Odpowiedzieli razem Octi i Scratch. Następnie ja z Daimond podeszliśmy do muzyków i się przywitaliśmy a DJ-ce to szczęka opadła jak zobaczyła brzuch Daimond.
-Łoł, jesteś w ciąży? Zapytała się Dj.
-Oczywiście ale to długa historia. Odpowiedziała moja klacz.
-Vinyl mogę ciebie prosić? Zapytałem się bo mam kilka rzeczy do obgadania związanych z muzyką.
-O czym chciałeś porozmawiać?
-O twoim sprzęcie audio, bo z tego co mi wiadomo to masz dość ciekawy arsenał, i może jeszcze nie wiesz ale bardzo interesuję się muzyką i uwielbiam jej słuchać.
-No pewnie, jeszcze się pytasz... Muzyka to moje drugie życie, a tak w ogóle to skąd wiesz o tym, że interesuję się muzyką? Zapytała się Vinyl.
-To bardzo długa historia, ale mamy czas to mogę ci ją opowiedzieć. Odpowiedziałem.
-Okey mamy czas to opowiadaj, z miłą chęcią posłucham. No i zacząłem opowiadać jej całą historię gdzie żyłem, jak, jakie były moje zainteresowania, jaka jest tam technika a jak doszedłem do muzyki to jej opowiadałem o wszystkich głośnikach, wzmacniaczach, oraz ogólnie o sprzęcie audio, no i skąd znam ją i całą resztę, a tego to słuchała najdokadnej i z początku była trochę zdziwiona i przestraszona jak jej powiedziałem, że my wszystko wiedzieliśmy o ich świecie. No i na opowiadaniu zeszło ponad dwie godzinki. Teraz to miałem zamiar się trochę pobawić, podszedłem do mojej ukochanej klaczki i zaprosiłem do tańca następnie zawołałem do Pinkie żeby puściła coś takiego szybkiego ale dobrego do tańca we dwoje, różowa klacz od razu posłuchała i poszperała w płytach następnie włączyła idealny kawałek do tańca nasze nogi same rwały się do tańca, nawet księżniczki tańczyły i świetnie się bawiły, wreszcie po godzinnych tańcach postanowiliśmy chwilę sobie odpocząć i się czegoś napić oraz zjeść, lecz z umiarem żeby sobie nie narobić siary przy księżniczce oraz przy gościach. Korzystając z okazji chciałem załatwić jeszcze jedną sprawę.
-I jak zabawa? Zapytałem się Księżniczki Celestii.
-Świetnie, a u ciebie jak tam?
-Również nie narzekam, yyy... Księżniczko mam pytanie.
-Tak?
-Co byś powiedziała na to aby tu w Equestrii zorganizować pokaz ziemskiej technologii?
-A dokładniej co masz na myśli? Zapytała się trochę zdziwiona mym pytaniem.
-Nooo... Chciałbym pokazać czym ludzie się przemieszczają na duże odległości, czym się porozumiewają i jaką technologią się posługują na co dzień. Odpowiedziałem.
-Hmmm... Dobry pomysł, ale jak byś chciał to zrobić? Zadała kolejne pytanie Celestia.
-W tym celu musiał bym się przenieść, razem z tobą księżniczko na ziemię. Odpowiedziałem.
-A kiedy chciałbyś zorganizować taki pokaz?
-To już zależy kiedy by ci odpowiadało sprowadzenie tego całego sprzętu lecz nie wiem czy damy radę przenieść taką ilość sprzętu między światami.
-Spokojnie... Chyba jeszcze nie wiesz co ja i Luna potrafimy. Powiedziała Celestia z kocią mordką.
-Hehe, wyobrażam sobie. Zwady u was księżniczko nie chciał bym, bo na pewno źle by to się skończyło...
-Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli tego sprawdzać. Powiedziała Celestia.
-A powracając do tematu, ostrzegam, że pojazdy te wydzielają trochę dymu, ale przy takim powietrzu nie zrobi to żadnej różnicy. I jeszcze jedno, będziemy musieli zabrać zapasowe opony i dwie cysterny z paliwem, bo chciałbym jeszcze zrobić kilka pokazów i małe zawody dla każdej grupy kucyków. A przy okazji bym cię trochę oprowadził po mieście, w którym mieszkałem oraz jak by można było to bym zwiedził swoją rodzinną wioskę. Na temat mojej wioski od razu przypomniałem sobie o moich rodzicach, przez co pociekła mi jedna łza po policzku, a księżniczka widząc to od razu się zapytała.
-Loud czemu płaczesz?
-Oh... przepraszam księżniczko ale na myśl o mojej rodzinnej wiosce od razu przypominają mi się rodzice, tak bardzo chciałbym teraz ich zobaczyć, pochwalić się tym co osiągnąłem i wszystkim innym... Starałem się nie płakać aby nie zwrócić na siebie uwagi lecz na próżno, gdy tylko Daimond zauważyła, że siedzę jakiś taki przybity to od razu się zjawiła przy mnie pytając co się dzieje.
-Loud czemu ty płaczesz? Zapytała się Daimond.
-Ahh... To nic takiego po prostu przypomniałem sobie o rodzinie. Powiedziałem starając się nie płakać.
-No już spokojnie wszystko będzie dobrze, dziś jest dzień, w którym nie możemy się smucić tylko bawić, chodź jeszcze trochę potańczymy. Powiedziała Daimond próbując mnie w jakiś sposób pocieszyć, i trzeba przyznać, że się jej udało, taniec bardzo poprawił nam humor, i po dwóch godzinach tańca byliśmy padnięci, a gdy spojrzałem na zegarek to oczom nie wierzyłem, że to już dwudziesta druga. Nawet nie zauważyliśmy kiedy Celestia schowała słońce, ale z tego co czułem to dziś byłem już nie do użytku i reszta również oprócz wiecznie wesołej Pinkie, która nie zna słowa zmęczenie ona dalej się bawiła i zagrzewała nas do tańca.
-No co? Dalej wstawajcie i tańczcie tak jak ja to robię, patrzcie i uczcie się od mistrzyni organizowania imprez. Krzyczała Pinkie, lecz niestety połowa nie słuchała lub nie była w stanie już tańczyć a druga połowa po prostu spała gdzie popadnie pod stołem, na stole lub siedząc.
-Pinkie my nie damy już rady. Powiedziałem próbując wstać, lecz nagle odezwała się przeszłość związana z moim lewym tylnym kolanem i upadłem twardo na ziemię głośno sycząc z bólu.
-Ałaa... Jak boli... Mówiłem gdy ból był tak silny że nie mogłem poruszyć nogą.
-Lour co się dzieje? Spytała się Fluttershy podbiegając do mnie.
-Kolano... boli... Ała..., jeszcze nigdy tak nie bolało. Zaciskałem zęby z bólu.
-Spróbuj wstać coś poradzimy. Powiedziała TS. Następnie próbowałem wstać przy pomocy RD i AJ, lecz bul się dalej nasilał i mnie paraliżował przez co nie mogłem się w ogóle ruszyć.
-Ja nie dam rady rady iść, bul jest zbyt silny. Czułem się tak jak by ktoś mi żywcem odcinał nogę w kolanie a następnie przepuszczał prąd po kolanie. nie mogąc wstać poprosiłem aby Apple Jack mnie przeniosła na materac gdzie stoi Fluttershy.
-Dobrze połóż go Apple Jack ja się nim zajmę. Powiedziała FS.
-Loud teraz powiedz gdzie dokładnie cię boli a ja spróbuję ci w jakiś sposób pomóc.
-Lewe kolano okropnie boli, tylko mam nadzieję, że to nie rzepka mi wyskoczyła. Następnie Fluttershy obejrzała kolano i dotykała ale na tyle delikatnie, że nie czułem bólu lub był on na tyle słaby, że go nie czułem.
-Nic ci nie będzie, źle stanąłeś i masz lekko wybite kolano, muszę ci je nastawić. Powiedziała nasza Pani Doktor. A ja już wiedziałem co ona chce zrobić.
-Dobra jestem gotowy, możesz nastawiać. Powiedziałem, ale bałem się jak cholera.
-Trzy...dwa...jeden...teraz. No i jak chrupło, a ja jak zacząłem wrzeszczeć z bólu jak jeszcze nigdy, ale po chwili ból zaczął mijać a ja się uspokajałem. Po dziesięciu minutach ból znikł i dostałem pozwolenie aby wstać. Gdy wstawałem to jeszcze niewielkie bóle były ale do wytrzymania, skoro już nie boli to spróbuję się przejść. Pierwsze kilka kroków było dość bolesnych ale dało się wytrzymać później było już co raz lepiej.
-Już jest dobrze, wielkie dzięki ci Fluttershy za pomoc, bez ciebie bym sobie nie poradził.
-Oj tam, przesadzasz ja tylko pomogłam nic wielkiego.
-Kiedyś moja świętej pamięci wychowawczyni nauczyła mnie jednej rzeczy "Nie ważne czy jest to duży, czy mały czyn, ważne że od serca". Powiedziałem to co mnie kiedyś nauczyła Pani Zofia, która zmarła na nowotwór.
-Święta racja to co mówisz Loud, nie ważne jak wielki czyn, ważne, że od serca. Poparła mnie księżniczka Celestia.
-No to na zakończenie chciałbym dodać, że impreza nam się bardzo podobała i dziękujemy organizatorom, kucykom pomagającym przygotować przyjęcie oraz gościom, którzy przybyli na tą uroczystość. I jeszcze jedno, jutro mam urodziny a za dziewięć dni urodziny ma moje słoneczko, i dwudziestego ósmego grudnia jest rocznica naszej miłości. I tu mam pytanie, czy można wyprawić jeszcze jedno przyjęcie z okazji tych wszystkich okoliczności właśnie w dzień naszej rocznicy? Zapytałem się.
-No pewnie, że można. Zawołała radośnie Pinki.
-Dziękuję bardzo, no ale jednak na nas już pora, bo inaczej prześpię pół dnia, a tego bym nie chciał, więc życzę wszystkim dobrej nocy.
-Do zobaczenia i nawzajem. Zakrzyknęli synchronicznie.
No to teraz kurs do domu i do łóżeczka...