Przerwany hejnał

  Legendę o Hejnale Mariackim zna niemal każdy, jednak mało kto wie, że powstała ona dopiero w latach 30-tych XX wieku w środowisku Polonii amerykańskiej. Nie wzeszło jeszcze słonce kiedy na krakowskim Rynku pojawił się stary trębacz z Mariackiej wieży. Zwykle spał o tej porze, ale tym razem jakieś dziwne myśli przywiodły go na Rynek. Czasy były wtedy niespokojne.

                     

Ziemie polskie najechali bowiem Tatarzy, którzy rabowali miasta, palili wsie, napadali na bezbronną ludność. Mieszkańcy Krakowa żyli w wielkiej trwodze. Doszly do nich wieści, że Tatarzy zniszczyli Sandomierz i lada dzień mogą dotrzeć do Krakowa. Z niepokojem myślal także o tym stary trębacz, kiedy po skrzypiących schodach wchodził na szczyt wieży. Chciał stamtąd z wysokości, sprawdzić, czy miastu nie zagraża jakieś niebezpieczeństwo. Rozejrzał się dokładnie, a kiedy spostrzegł, że miasto jeszcze śpi, a wokół panuje cisza i spokój, odetchnął z ulgą i przysiadł na ławeczce. Wkrótce zasnął.

                           

Nie spał jednak długo. Coś sprawiło, że obudził się nagle i z bijącym sercem podbiegł do okienka. Wyjrzał przez nie i zamarł. Ujrzał bowiem Tatarów zbliżających się konno do miasta. W świetle budzącego się dnia widział coraz bliżej i wyrażniej ich sylwetki.

- Boże, oni zaraz miną bramę miejską:nieliczni wartownicy nie zdołają ich powstrzymać - szeptał przerażony trębacz. Muszę natychmiast obudzić mieszkańców. Niech chwycą za broń, niech bronią miasta! Wybiegli więc ludzie z domów ostrzegając się nawzajem przed najeźdźcą. Zrobiło się ogromne zamieszanie. Kobiety z dziećmi schroniły się w kościołach; mężczyźni popędzili w kierunku murów, gdzie Tatarzy przygotowywali się do ataku.

Rozgorzała walka. Mieszkańcy Krakowa za wszelką cenę chcieli obronić swoje miasto przed napastnikami. Na Tatarów polała się wrząca woda, padały kamienie. Wokół śmigały atatarskie strzały. Konie rżały, słychać było okrzyki walczących i jeki ranionych. Nad tym wszystkim wciąż rozbrzmiewał niezwykły dźwięk hejnału. To stary trębacz nie przestawał zagrzewać krakowian do walki. Tatarzy spostrzegli, że to właśnie te dźwięki, dodają przeciwnikom sił.

           

Tatarzy spostrzegli, że to właśnie te dźwięki, dodają przeciwnikom sił. Jeden  z nich skierował swój łuk w kierunku mariackiej wieży, wymierzył w trębacza i wypuścił strzałę. Była celna. Hejnał urwał się nagle, a trębacz osunął się na deski, wypuszczając z rąk trąbkę. Ktoś natychmiast wbiegł na górę, chcąc go ratować, ale niestety było już za późno. Ten niezwykły czyn starego trębacza pozostał jednak w pamięci i w sercach. I pozostaje do dziś. Codziennie przecież z Mariackiej Wieży rozbrzmiewa na wszystkie strony świata dźwięk urywanego nagle hejnału. Prawdziwa historia hejnału mariackiego, jednego z symboli Polski, jest jednak nieco inna. Najstarsze zapiski kronikarzy o hejnale pochodzą z roku 1392.

Jego odgrywania zaprzestano dopiero w drugiej połowie XVIII wieku, co wiązało się z upadkiem świetności miasta.

Melodia hejnału zabrzmiała ponownie ponad miastem w 1810 roku dzięki przekazaniu na ten cel pewnej sumy pieniędzy przez Juliannę i Tomasza Krzyżanowskich.