Gdyby zwyczajny chrześcijanin zechciał podsumować całą swoją wiedzę o Trzeciej Osobie Trójcy Świętej, to chyba niewiele twierdzeń jasnych i pewnych znalazłoby się w tym podsumowaniu. Duch Święty? Wiadomo: Pocieszyciel... Wiadomo: „Tchnie, kędy chce…”. Kim jest Trzecia Osoba Trójcy? Czy wiedzić o Niej niewiele i w sposób niejasny to dobry rodzaj pneumatologii?
Zacznijmy od Pisma Świętego. Jeśli przyjrzymy się uważniej dziejom patriarchów i proroków Starego Testamentu, to łatwo dojdziemy do wniosku, że na przestrzeni wieków pojmowanie tego, co duchowe, podlega pewnej ewolucji, niemniej pewien element występował stale: biblijne pojęcie „ducha” zawsze łączyło w sobie dwie przeciwstawne kategorie, a mianowicie działanie i spoczynek. Z jednej strony, wyraża ono przemożne, nierzadko bardzo spektakularne działanie Boga w kosmosie i w historii, z drugiej jednak strony, oznacza trwałą, pełną pokoju Bożą obecność: niepojęte boskie tu i teraz zamieszkiwanie, które gromadzi wokół siebie wspólnotę ludzi.
Ta paradoksalna, dynamiczno-statyczna natura pierwiastka duchowego jest najzupełniej oczywista dla człowieka biblijnego. Niestety, nie jest oczywista dla nas. My zwykliśmy pojmować to, co duchowe, przede wszystkim jako przeciwieństwo tego, co materialne, jednak tego zaś rodzaju myślenie jest Biblii obce. Hebrajskie słowo rūach (r. żeński), tłumaczone w greckiej Septuagincie jako pneuma (r. nijaki), oznacza po prostu „wiatr”, „powietrze w ruchu” lub też „oddech” właściwy istotom żywym. Idzie tu o rzeczywistość niemal całkowicie nieuchwytną naszymi zmysłami, a zarazem najzupełniej dla nas nieodzowną, bez której w ogóle nie sposób wyobrazić sobie życia. Jeśli nadal, siłą przyzwyczajenia interpretujemy przekaz biblijny przez pryzmat miłej nam dialektyki ducha i materii, to musimy się zgodzić z tym, że status biblijnego „ducha” odpowiada mniej więcej statusowi platońskich idei. Jeśli bowiem przyjmiemy hipotezę, że to, co duchowe, jest przeciwieństwem tego, co materialne, to tylko pod takim warunkiem, że to, co duchowe uznamy, za bardziej „materialne” od materialnego. Przypomnijmy sobie słynną platońską jaskinię (Państwo). Jej mieszkańcy nie wiedzą nic o rzeczywistym świecie. Skuci kajdanami we wnętrzu jaskini i unieruchomieni, widzą jedynie cienie przesuwające się na ścianach groty. Cienie to jedyny świat jaki znają. Co jednak stanie się, kiedy owi skazańcy wydostaną się na wolność? Oto dowiedzą się, że cienie były tylko niejasnym śladem czegoś, co tak naprawdę posiada wymiary, kształt i barwę. Światło dnia unieważni „rzeczywistość” jaskini. Nie unieważni jej absolutnie, ale pokaże jej względność wobec rzeczywistości bardziej podstawowej ona. Podobnie jest z biblijnym pojęciem ducha. Zmysły sprawiają, że to, co duchowe, wypada niezmiernie „blado” wobec tego, co materialne, zmysłowe, zdeterminowane, fizykalne. Wydaje się być cieniem, albo nawet czymś bardziej ezoterycznym od cienia. Jednak głębszy namysł, wytrwała kontemplacja rzeczywistości, a wreszcie światło objawienia pozwalają nam stwierdzić, że nawet najbardziej „twarde” realia naszego życia, takie jak cierpienie czy śmierć, w ostatecznym rozrachunku nie są wcale ani najbardziej podstawowe, ani tym bardziej ostateczne. Niewielka słaba intuicja tego, co duchowe, sprawia, że cierpienie i śmierć rozwiewają się jak mgła, natomiast odsłania się to, co do tej pory wydawało się dość mgliste. Prawdziwa natura człowieka jest bowiem trwalsza niż najtrwalsze składniki naszego materialnego trwania -- jest po prostu duchowa. Tak więc jeśli szukamy właściwego odpowiednika dla biblijnego pojęcia ducha, to musimy sobie wyobrazić rzeczywistość bardziej podstawową niż to, co dostępne szkiełku i oku empiryków. Okaże się wtedy, że biblijne pojęcie ducha jest kategorią niezwykle wyrafinowaną, daleko bardziej subtelną niż łatwa dychotomia ducha i materii a la Descartes, a zarazem rzeczywistością niezwykle prostą w swej naturze, a wreszcie jak najdosłowniej empiryczną.
Pojmowanie duchowej rzeczywistości podlegało na przestrzeni wieków pewnej ewolucji. Widać to bardzo dobrze zwłaszcza w tej sferze, którą klasyczna teologia rozpatruje w ramach traktatu o naturze i łasce, a więc i wolności człowieka, a również w teologii życia wewnętrznego (duchowości). Jak człowiek starotestamentalny pojmuje działanie Boże w swoim życiu? Otóż od samego początku postrzega je jako działanie wybitnie duchowe, tzn. takie, któremu pokornie poddają się najrozmaitsze sektory rzeczywistości. Pierwotny człowiek biblijny potrafi jednak rozpoznać w tym działaniu tylko to, co zewnętrzne, psychologiczne i akcydentalne. Oto w chwili jakiegoś zagrożenia Bóg wkracza w historię. Robi to w sposób duchowy („posyła swojego ducha”, „namaszcza duchem”). A co robi konkretnie? Potęguje cechy fizyczne i intelektualne postaci takich jak Jefte czy Samson, precyzyjnie dostosowując je do potrzeb określonych zadań. Zazwyczaj są to misje (często jednorazowe) o charakterze politycznym, militarnym czy prorockim.
Z czasem jednak to działanie Bożego ducha przybiera inną postać: staje się niemal permanentne, jak w przypadku Dawida, a ponadto towarzyszą mu wyraźne skutki wewnętrzne w osobach, które mu podlegają. Dojrzewająca stopniowo świadomość czynnej obecności Boga w świecie rodzi oczekiwanie na jej mesjańską pełnię. To swoisty paradoks, ale dzieje się właśnie tak: dopiero owa późna, najbardziej dojrzała teologicznie wrażliwość pneumatologiczna jest w stanie uprzytomnić sobie, że duchowa pełnia jeszcze nie jest dana i że należy jej usilnie oczekiwać (por. Ez 36,26n). Beneficjentem tej pełni będzie cały lud, ale przede wszystkim Mesjasz, któremu wyjątkowa hojność Ducha Bożego zapewni najlepsze cechy wszystkich jego poprzedników: będzie rozumny jak Salomon, roztropny i odważny jak Dawid, pełen znajomości i bojaźni Bożej jak patriarchowie (por. Iz 42). Izajaszowy katalog cnót-darów Ducha odpowiada ówczesnej antropologii i oznacza, że obecność i działanie Boga może przemienić człowieka pod każdym względem (por. Iz 11). Jeśli Izajaszową antropologię z VIII wieku przed Chrystusem zestawimy ze znacznie późniejszym katalogiem tzw. cnót dianoetycznych Arystotelesa (IV w. p.n.e.), to okaże się, że w obu wypadkach żadna z wymienionych doskonałości nie odnosi się wyłącznie do sfery poznawczej ani nawet moralnej człowieka, ale wprost określa jego naturę, bytowanie, i właśnie dlatego może ujawnić się w każdej z dziedzin. Jednak to, co Arytotelsowi wyda się kwestią dianoezy (rozumienia), dla autorów biblijnych będzie synonimem nadprzyrodzonej komunii osób.
A jednak Nowy Testament radykalnie modyfikuje nawet i tę perspektywę. O ile bowiem starotestamentalna Rūach YHWH („Duch Jahwe”) nie jest Bogiem w sobie samym, ale zawsze Bogiem w relacji do stworzenia, Bogiem zwróconym ku stworzeniu, pracującym nad nim, zawierającym z nim przymierze, o tyle nowotestamentalne pneuma Kyríou („Duch Pański”) zawsze posiada wymiar osobowy, a ponadto ściśle łączy się z osobą samego Chrystusa. Narodzony z Ducha Jezus Chrystus nie jest już tylko napełniony działaniem Ducha Bożego, jak to miało miejsce w jakimś sensie w przypadku proroków, ale od samego początku jest także podmiotem tego działania. Jest wolnym dysponentem pełni Ducha. Widać to zwłaszcza w zapisie św. Łukasza, dla którego poszczególne gesty Jezusa mają wartość teofanii, są objawieniem chwały, a więc pełni absolutnie boskiej. Wszyscy synoptycy, ale Łukasz najbardziej, świadomi są powszechnej dostępności owej pełni, jaką cieszy się Jezus. Paweł również jest tego świadom (Rz 5,5.8; Kor 6,19), jednak w odróżnieniu od Łukasza zachowuje pewną ostrożność wobec zjawiska charyzmatów (por. 1 Kor 14) i podaje chrystologiczne, eklezjalne oraz etyczne kryteria oceny ich autentyczności. Dla Pawła Duch dokonuje przede wszystkim odnowy wewnętrznej, zapowiedzianej przez Ezechiela. Jest Duchem Uświęcicielem, w odróżnieniu od Ducha o cechach wybitnie profetycznych w tradycji Łukaszowej. Paweł mówi wprost o „Duchu Chrystusa”. Żyć w Chrystusie znaczy dla niego „żyć w Duchu” i na odwrót, bo chrystologia i pneumatologia wzajemnie się przenikają. Ojcowie Kościoła będą mówić później od o „dwóch rękach Ojca” wyciągniętych ku człowiekowi: widzialnej ręce Syna i niewidzialnej Ducha. Pierwsza z nich zapośrednicza w znakach, słowach, gestach sakramentalnych, czyli w człowieczeństwie Jezusa Chrystusa-Słowa, druga natomiast wykonuje pracę niewidzialną, dotyka bezpośrednio ludzkiego serca i umysłu niepojętym tchnieniem Ducha, który woła w nas „Abba, Ojcze”. Obie te ręce przytulając człowieka do Ojcowskiego serca, co sugestywnie wyraził w swoim czasie Rembrandt w „Powrocie syna marnotrawnego” (Ermitaż), a Bernini w ramionach potężnych kolumnad otaczających plac przed rzymską Bazyliką św. Piotra.
Ewangelista Jan wzbogaca Pawłową pneumatologię Ducha uświęcającego o tradycję Ducha, który oczyszcza. Przekazując nam zapis rozmowy Chrystusa z Nikodemem podkreśla konieczność „ponownych narodzin z Ducha", a dar Ducha udzielony Apostołom łączy bezpośrednio z władzą odpuszczania grzechów (J 20,22n). Mówi o „Duchu prawda” (J 5,26) i o „Pocieszycielu” (Parakletos, J 14,26).
Wzajemne przenikanie się Słowa i Ducha na kartach Ewangelii przybiera często postać pełnego napięć dramatu, którego ważnym ogniwem jest tzw. sekret pneumatologiczny. Tak jak u synoptyków, zwłaszcza u św. Marka, Jezus każe uczniom dochować „sekretu mesjańskiego”, tzn. każe im milczeć jeśli idzie o Jego tożsamość i misję (misję Słowa) aż do czasu spełnienia się tej misji w Jerozolimie, bo dopiero ostatnie tchnienie z krzyża jest Słowem do końca wypowiedzianym („Ojcze w ręce Twoje powierzam Ducha mojego”, „Wykonało się”), tak też On sam aż do końca dochowuje ze swej strony sekretu pneumatologicznego. W pneumatologicznej ewangelii Janowej aż do ostatniej wieczerzy (godzina Syna Człowieczego) czekamy na wielką mowę Jezusa, w czasie której przekazuje uczniom prawdę o Pocieszycielu. Misją Ducha jest przekazywanie pełni Słowa: „Z mojego weźmie i wam objawi”.
Czy objawi także i mnie? W jakiej relacji do Trzeciej Osoby Trójcy pozostaję ja sam, moi bliscy, społeczeństwo? Spróbujmy odpowiedzieć najpierw na to ostatnie pytanie. Historia myśli społecznej i politycznej nierzadko przecież posiłkowała się jakąś pneumatologią. Wystarczy przypomnieć nowożytne utopie (Campanella, More), apokalipsy (Nietsche) i eschatologie (Fukuyama), czy wreszcie „tysiącletnie królestwa” i „Trzecie Rzymy”, jakie rodził współczesny umysł ludzki, a niekiedy, o zgrozo, próbował również wcielać w życie. Nie będziemy tu rozstrzygać od jakiego stopnia słusznie (a do jakiego nie) winą za narodziny ideologii historycy idei obarczają myślicieli „zorientowanych pneumatologicznie”, takich jak Joachim z Fiory czy Hegel. Pozostańmy przy stwierdzeniu, że objawienie duchowe, będące w swej istocie więzią człowieka z Bogiem, posiada charakter osobowy, natomiast aspekt społeczny tej relacji, a więc i wszystkie związane z nim teorie i konstrukcje umysłowe, mają względem niej charakter pochodny. To solidarność konkretnego człowieka z Bogiem funduje solidarność międzyludzką, a nie odwrotnie -- widać to już w epoce patriarchów. Historia wielu chrześcijańskich świętych zdaje się mówić, że ta konstytutywna bosko-ludzka solidarność może zawiązać się w sposób wyjątkowo silny i jakby bez przeszkód także w czasach i miejscach, które wyjątkowo boleśnie naznaczone są brakiem jakiejkolwiek solidarności. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, należałoby uznać bezsensowność pytania o stan moralności społecznej danego miejsca i czasu (np. o moralność PRL), jeśli temu pytaniu nie towarzyszyłoby bardzo wyraźnie sformułowane pytanie o moralność konkretnych osób. Ta sama logika każe równocześnie uznać, i tym razem będzie to bardziej optymistyczny wniosek, że to raczej czasy i zbiorowości równają do swoich świętych, a nie odwrotnie. Czasy są takie, jacy ich duchowi protagoniści. Owszem, pola indukcji biegną tu również w przeciwnym kierunku, a nawet biegną w kierunkach zgoła nie-świętych, jednak refleksji nad tymi innymi oddziaływaniami nie sposób przypisać wysokiej rangi, a już na pewno nie można ich nazwać duchowymi.
A ja? A moi bliscy? Jak mogę rozpoznać Ducha Bożego i jak pogłębić komunię z Nim i w Nim? Myślę, że powinniśmy rozpocząć do dziękczynienia. Powinniśmy ucieszyć się z tego, że jesteśmy dziećmi Ewangelii. Bo jeśli nimi jesteśmy, to znaczy, że musimy (to nasze prawo i obowiązek) pamiętać, że jesteśmy nie tylko „obiektem" działania Ducha Bożego, jak prorocy, ale również, jak Chrystus, jesteśmy Jego twórczym podmiotami. Bóg dzielił mi swoich darów, własnego życia i obecności, a nie tylko pobożnych natchnień. Dojrzałe życie chrześcijańskie polega bowiem nie tylko na tym, żeby nie stawiać przeszkód Duchowi Świętemu, który pragnie nieustannie pociągać nas ku dobru, ale również i na tym, żeby nakłaniać samego siebie (i innych) do świadomej współpracy Duchem w odnajdowaniu i realizacji woli Bożej. Wbrew potocznym wyobrażeniom, im silniejsze jest tchnienie Ducha, tym większej (a nie mniejszej) inicjatywy domaga się Bóg od tego, kto jest adresatem owego tchnienia. Świątobliwe na pozór akty w stylu: „Pokory! Nie jestem przecież powołany do tego samego, co święci…” -- są w gruncie rzeczy rodzajem duchowej dezercji, którą św. Ignacy Loyola zwykł był nazywać „fałszywą pokorą", a więc pychą w najgroźniejszej postaci. Jeśli zatem moja współpraca z Bogiem nie powinna być fałszywie pokorna, ale pokorna autentycznie, to musi być prosta, szczera i śmiała, a więc w stu procentach prześwietlona Jego obecnością. I Jego wolą. Ilekroć w takich sytuacjach dostrzegam w sobie jakieś zakamarki pełne tylko woli mojej własnej, tylekroć dobrze uczynię, jeśli czym prędzej wszystko powierzę Jemu oraz wszystko, absolutnie wszystko spróbuję zacząć od początku -- już teraz razem z Nim. Mówiąc inaczej, nie wystarczy po prostu robić dobrze. Powołanie chrześcijańskie nie polega nawet na tym, żeby robić, mówić i myśleć najlepiej jak się tylko da, ale raczej na tym, żeby robić wszystko w staje komunii i w stałej konsultacji z Nim. Naszym zadaniem jest nie tylko nie wymknąć się z ręki Bożej, ale również chwytać Boga za rękę, jak to robili święci. Mamy więc prosić o wszystko tak długo, aż -- jak uparte ewangeliczne wdowy -- dopniemy swego. Otrzymawszy od Boga wszystko, a więc i Jego wolą, i nasze własne chcenie, mamy tę wolę dobrze rozważyć, aby zaraz móc prosić dokładnie „o to, czego chcę i pragnę" - jak mawiał św. Ignacy.
Tekst ukazał się drukiem w miesięczniku „Azymut” 9/1998. Por. Anselmo Dalbesio, Duch Święty w Nowym Testamencie, w Kościele, w życiu chrześcijańskim, Wydawnictwa WAM, Kraków 2001.
Wyzwolenie wiary
On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam” (Łk 24, 36-39).
Spotkania uczniów ze zmartwychwstałym Jezusem mają pewien stały schemat. Uczniowie na początku zawsze są zaskoczeni, zdziwieni, a nawet zatrwożeni tym, co widzą, niekiedy nie potrafią nawet rozpoznać swojego Mistrza, jednak parę chwil później, po słowach powitania, a czasem - jak w drodze do Emaus - po przypomnieniu biblijnych proroctw, ich w sercach zaczyna kiełkować radość i pokój oraz przejmująca świadomość, że ich Pan żyje, jest Bogiem i Zbawicielem. Najpierw zaskoczenie, niepokój myśli i uczuć, potem uspokojenie wynikające z rozpoznania osoby, a w końcu przyjęcie tej dojrzałej wiary i nadziei, na którą nikt o własnych siłach nie potrafi się zdobyć, a którą Jezus umożliwia przez samą swoją obecność.
W czasie każdego z tych spotkań Jezus jakby dostosowuje swoje zachowanie do dynamiki emocjonalnej osób, które spotyka. Zjawia się dyskretnie, cicho, niemal niepostrzeżenie, jakby zawsze był obecny wśród swoich bliskich, a niekiedy przez pewien czas ukrywa swoją tożsamość za zasłoną anonimowości, jakby chciał pozwolić innym być bardziej niż sobie. Ta początkowa dysproporcja nie jest przypadkowa. Jezus wie, że Jego nowa, bosko-ludzka egzystencja ma charakter przemożny i uniwersalny, co może wprawić Jego starych przyjaciół w zakłopotanie, dlatego świadomie ją ogranicza, aby zachować zażyłe więzi z każdym z nich, a zarazem dać początek nowym, biegnącym wprost ku Bogu. Uczniowie rozpoznają swojego Mistrza po dobrze znanych gestach i słowach, wyjętych niczym cytat z wcześniejszego życia, natomiast Jego nową egzystencję poznają niemal wyłącznie w aspekcie obecności, wolnej już od ograniczeń czasu i przestrzeni, tak jakby wszystkie inne cechy tej egzystencji wciąż były jeszcze zbyt trudne do przekazania. Uczniowie zawsze pozostają pod dużym wrażeniem tych spotkań. Chętnie opowiadają o nich innym i zawsze są to opowieści pełne wzruszenia i entuzjazmu.
Opisując pierwsze zjawienie się Zmartwychwstałego w wieczerniku Łukasz wzmiankuje, że uczniowie są początkowo zatrwożeni i wylęknieni (ptoéthentes, émfoboi), używa przy tym tych samych przymiotników, których wcześniej użył dla opisania emocji uczniów podczas nocnego spotkania z Jezusem kroczącym po jeziorze. Wtedy mieli wrażenie, że widzą zjawię (fantásmá), teraz ich wyobraźnia rozpoznaje ducha (pneûma), a zatem błądzi jakby trochę mniej, być może dlatego, że chwilę wcześniej wszyscy zebrani w wieczerniku wysłuchali opowieści o niezwykłym spotkaniu z Jezusem w Emaus. W czasie tego opowiadania Jezus ożył w ich wyobraźni, a mimo to, kiedy zjawił się wśród nich osobiście, nie byli w stanie uwierzyć, że to naprawdę On.
Jezus zdaje sobie sprawę z tych trudności. Przekazuje im znak pokoju, a następnie sam opisuje ich stan zakłopotania, używa jednak innych określeń niż narrator. Nie nawiązuje do zdarzenia na jeziorze, ale do przeżyć Maryi w czasie zwiastowania anielskiego. Ona także czuła się zmieszana (diatarasso) to nawet bardziej niż uczniowie (tarasso), potrafiła jednak zająć aktywną postawę wobec wątpliwości rodzących się w jej sercu, bo sama nie przestała ich czynnie rozważać (dialogidzomai), a więc w jakimś stopniu panowała nad nimi, tymczasem w sercach apostołów te wątpliwości (dialogismoi) bez żadnej kontroli wstępują coraz wyżej (anabaino), niczym wrogie armie (nie pielgrzymi) wstępujące do jerozolimskiej świątyni.
To, co dzieje się później, jest nawiązaniem do Eucharystii. Jezus od słów przechodzi do czynów. Prosi o drobny element widzialnego świata, tu podano mu rybę, w Emaus chleb, aby przy jego pomocy wyrazić swoją jak najbardziej realną obecność, która ponadto z większą niż kiedyś swobodą potrafi przeniknąć widzialny ten świat, w także samych uczestników spotkania. Dzieje się to wszystko przy stole, w atmosferze braterskiego posiłku, który w tamtych czasach zbliżał do siebie ludzi chyba bardziej niż dzisiaj, bo trwał dłużej, miał swój stały rytuał, a nadto nie można go było niczym innym zastąpić, o czym powinni pamiętać ci, którzy dzisiaj przystępują do Eucharystii.
Tomasz zwany niedowiarkiem
Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 19-31).
Tomasz nie należał do osób bojaźliwych. Kiedy siostry Marta i Maria z Betanii wezwały Jezusa do umierającego brata Łazarza, uczniowe Jezusa przyjęli to bez entuzjazmu. Wiedzieli, co ich czeka w Judei. W samej Jerozolimie, w większym w tłumie, wciąż mogli czuć się bezpiecznie, bo władze nie chciały prowokować zamieszek spektakularnymi aresztowaniami, ale poza miastem, choćby w Betanii, straże łatwo mogły ich ująć i skazać na śmierć wraz z Jezusem, dlatego na wieść o wyprawie do Betanii żaden z nich nie zdobył się na wyznanie, na jakie zdobył się Tomasz: „Chodźmy i my, aby razem z nim umrzeć”.
W tych słowach nie było rezygnacji, lecz miłość i odwaga podobne do tych, jakie przed wiekami wykazali Machabeusze, a wcześniej Spartanie. Skoro nie można zapanować nad sytuacją ani ułożyć wszystkiego tak, jakby się chciało, należy przynajmniej zapanować nad sobą, oddać życie za życie, jeśli zajdzie taka potrzeba, a Bóg i potomni na pewno to docenią. Chodźmy, aby umrzeć z nim. Podobne słowa mógł wtedy powiedzieć Piotr, pierwszy spośród apostołów, albo Jan, pierwszy w gronie przyjaciół, ale żaden z nich tego nie zrobił, bo każdy się bał, więc Tomasz zrobił to w ich imieniu, a oni, najbliżsi przyjaciele Jezusa, w tym kilka kobiet, uznali te słowa za swoje. Poszli z nim do Betanii, wiedząc, że tym razem mogą stamtąd nie wrócić. Piotr na wszelki wypadek postarał się o dwa miecze.
Na drugą ważną interwencję Tomasz decyduje się w czasie ostatniej wieczerzy. W chwili, gdy Jezus zapowiada swoją śmierć jako przejście do Ojca i przygotowywanie nowego życia, Tomasz niespodziewanie oświadcza: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz, jak więc możemy znać drogę?” Inni apostołowie stawiają Jezusowi podobne pytania, ale pytanie Tomasza brzmi wyjątkowo dramatyczne, dotyczą bowiem całej rzeczywistości rozciągającej się po śmierci. Tomasz czuje się wobec niej bezradny, dlatego próbuje ją przeniknąć śmiałym pytaniem, podobnie jak kilka dni wcześniej starał się opanować rzeczywistość poprzedzającą śmierć za pomocą odważnego zadeklarowania solidarności z Jezusem. W wieczerniku Jezus odwzajemnia oba te wyznania, udzielając Tomaszowi niezwykle precyzyjnej odpowiedzi. To on sam, Jezus Chrystus, Syn Boży na ziemi, jest drogą wiodącą do Boga – zarówno teraz, jak i w życiu przyszłym, zarówno w chwili próby, jak i w czasie modlitwy, zaś apostołowie, a więc i sam Tomasz, są pierwszymi, którzy tę drogę poznali.
Spotkanie Tomasza ze Zmartwychwstałym nadaje temu poznaniu wymiar zbawczy. Po śmierci Jezusa Tomasz nie ukrywa się w wieczerniku jak inni apostołowie. Zapewne chce im pokazać, że nie boi się być rozpoznanym i zabitym jak Jezus, a być może dochodzi do wniosku, że śmierć Jezusa zaczęła wydawać dobre owoce także w wymiarze najbardziej przyziemnym, skutecznie chronią jego wylęknionych przyjaciół, gdyż władze świątynne uznały zgon Jezusa za swój definitywny sukces, więc w konsekwencji zrezygnowały ze ścigania jego uczniów, uznając ich za niegroźnych bez niego.
Na tle innych apostołów Tomasz wydaje się być człowiekiem wolnym w wymiarze egzystencjalnym, akceptującym świat takim, jakim jest, bez lęku, a jednoczenie człowiekiem cokolwiek bezradnym wobec rzeczywistości wiary. Słysząc od apostołów, że Jezus żyje i że właśnie się im ukazał, Tomasz przyjmuje te słowa z wyraźnym sceptycyzmem, czyli niemal dokładnie tak, jak inny apostoł, Natanael, przyjął słowa Andrzeja o mesjaszu pochodzącym z Nazaretu. W sceptycyzmie Tomasza brak jednak natanaelowej ironii, judejskiego poczucia wyższości nad resztą świata, jest natomiast żywe wspomnienie jezusowej męki, świadczące chyba także o tym, że Tomasz był naocznym świadkiem ukrzyżowania, a na pewno kimś, kto je głęboko przeżył. Ślady męki wyryte w ciele tak głęboko, że prowadzące do nieuchronnej śmierci, a zarazem przyjęte z wdzięcznością, bez cienia żalu czy lęku, są dla Tomasza gwarantem tożsamości osoby, wszak to właśnie w obliczu śmierci i cierpienia najłatwiej stracić własną tożsamość, stchórzyć, zdezerterować, obrazić się na Boga i ludzi.
Tomasz dobrze znał swój strach, wiedział, że w momencie próby każdy może zawieść, więc aż do przesady manifestował postawę przeciwną, a od kilku dni wiedział także, że Jezus okazał się przyjacielem najbardziej niezwykłym, jakiego nikt dotąd nigdy nie widział. Swoją hojną ofiarą nie tylko uprzedził ofiarę swoich przyjaciół, ratując im życie i gwarantując bezpieczeństwo, czego oni wciąż nie byli w stanie pojąć, ale także ocalił tych, którzy go zdradzili, osądzili i zamęczyli, modląc się za nich nawet na krzyżu, wciąż rozpatrując sprawy innych, cytując zwycięzkie psalmy, ujawniając tym samym swoją ponadludzką tożsamość. Kim zatem był ów przyjaciel, który nawet najgorszego wroga traktował jak przyjaciela, a swoich swoich starych przyjaciołach, którzy w chwili próby się go wyparli, zdradzili, porzucili i uciekli, z czego Piłat, stary żołnierz, nie omieszkał zadrwić, traktował jak najlepszą część swego królestwem, najlepszą, bo już nie z tej ziemi, lepszą nawet od wojsk rzymskich i anielskich razem wziętych?
Jezus nie od razu odpowiedział na wątpliwości Tomasza i zrobił to śmielej niż Tomasz mógł sobie wyobrazić. Pokazał mu, że żyje, i że wcale nie jest wolny od ran, aczkolwiek to nie one są najważniejszym elementem odpowiedzi. Podobnie jak w spotkaniu ze sceptycznym Natanaelem o wszystkim zadecydowała rzeczywistość wewnętrzna. Jezus przyjął, rozpoznał i przeniknął wszystko to, co stojący przed nim człowiek w sobie nosił, a czego nawet przyjaciołom nie był w stanie powiedzieć, wiarę, odwagę, miłość, żal i niedowierzanie, dając mu jednocześnie odczuć, że to sam Bóg je rozpoznanie, przyjmuje z miłością i oddaje już bez cienia żalu czy niedowierzania.
Pasja Jezusa Chrystusa wg św. Marka
Niedziela Męki Pańskiej, 23 marca 2024
Najwyższy kapłan zapytał Go ponownie: „Czy Ty jesteś Mesjaszem, Synem Błogosławionego?” Jezus odpowiedział: „Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi”. Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: „Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?” Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. Mk 14, 61-64
Pasja Markowa jest bardzo syntetyczna. W dwóch krótkich rozdziałach Autor zawarł relację z Betanii i wieczernika, czuwania Jezusa w ogrodzie oliwnym, pojmania Go, przesłuchania przed Sanhedrynem i Piłatem, a w końcu Jego męki i śmierci. Pominął wizyty u Annasza i Heroda, a wiele dialogów skrócił, uzyskując w efekcie zwartą narrację, w której na pierwszy plan wysuwa się pytanie o tożsamość Jezusa z Nazaretu. To, kim jest, przekracza granice ludzkiego poznania, a mimo to Jego tożsamość z każdą chwilą ujawnia się coraz pełniej, jakby niezależnie od okoliczności, a niekiedy wbrew nim. Jednocześnie tożsamość innych osób ulega pewnemu zachwianiu. Ci, którzy kierują się sumieniem i miłością, upodabniają się do Jezusa, bo w pełniejszy sposób wyrażają swoją ludzką tożsamość, natomiast ci, którzy działają wbrew sumieniu, zanikają jakby w niebycie.
Ten proces zaczyna się już w domu Szymona Trędowatego. Szymon doświadczył kiedyś rzadkiej łaski uleczenia z trądu (zapewne z rąk Jezusa), a teraz wystawił huczną ucztę na cześć Mistrza z Nazaretu, który dzień wcześniej wskrzesił z martwych jego sąsiada, Łazarza. W czasie uczty nagle okazało się, że to nie Szymon był prawdziwym gospodarzem tego spotkania, lecz anonimowa kobieta (w relacji Jana jest nią Maria z Betanii, siostra Marty i Łazarza), która w namaściła Jezusa na śmierć. Ona jedna rozumiała powagę sytuacji, wczuła się w los Jezusa i powtórzyła względem Niego gest, na który ongiś zdobyła się inna kobieta w domu innego Szymona, o ile jednak tam chodziło o wyrażenie wdzięczności za odpuszczenie win, tu akcent padał na przyjęcie z miłością woli Boga. Kobieta z alabastrowym flakonikiem, choć nie miała chyba takiej intencji, spełniła ważny gest prorocki, namaściła Jezusa na Mesjasza, wyznaczając w ten sposób początek Jego ostatniej, najważniejszej misji, co Jezus sam uroczyście potwierdził: „Gdziekolwiek w świecie będą głosić tę Ewangelię, będą również na jej pamiątkę opowiadać o tym, co uczyniła”. Niestety, w tej samej chwili Judasz, kierując się innymi motywami, postanawia Jezusa zdradzić, wskazać go kapłanom, przekreślając tym samym własne powołanie i tożsamość.
W wieczerniku obecność Jezusa zyskuje nowy, niespodziewany wymiar. Już w czasie przygotowania okazuje się, że to sam Jezus będzie barankiem paschalnym tej uczty, zaś błogosławieństwo wypowiedziane przez Niego nad chlebem i winem czyni apostołów rzeczywistymi dysponentami Jego nowej, mistycznej obecności w świecie. Z narastającą obecnością Jezusa kontrastuje jednak „nieobecność” samych apostołów. Nie tylko nie pojmują do końca wydarzeń, w których właśnie uczestniczą, ale mimo swych gorących zapewnień o wierności już za chwilę wyrzekną się swego Mistrza. Jezus wie o tym, dlatego uprzytamnia im rangę zdrady Judasza, ona niweczy wszystkie wymiary jego egzystencji, a równocześnie wskazuje na Eucharystię jako środek przywracania jedności i dojrzałości.
Modlitwa Jezusa w ogrodzie oliwnym odsłania wewnętrzny wymiar dramatu obecności. Bycie prawdziwym człowiekiem w śmiertelnym ciele nawet dla Syna Bożego jest procesem i zakłada stałą wewnętrzną przemianę, która obejmuje wszystkie aspekty życia, w tym cierpienie i lęk przed śmiercią. Ta zmiana jest możliwa dzięki rozmowie z Ojcem w niebie. Symbolicznym przeciwieństwem tej postawy jest sen apostołów, czyli ich praktyczna nieobecność na modlitwie, ale także nagi młodzieniec (pojawiający się tylko u Marka i czasem z nim utożsamiany), uciekający w panice przed ludźmi, Bogiem i samym sobą niczym grzeszny Adam lub zbuntowany Jonasz.
Inne kłopoty z tożsamością ma Sanhedryn. Zeznania składne tam przez świadków są wzajemnie sprzeczne, mimo to Wysoka Rada je przyjmuje, odrzuca natomiast świadectwo samego Jezusa, choć jest ono zgodne z prawdą, potwierdzone cznami Jezusa i zapowiedziami biblijnymi. Sanhedryn uznaje je za bluźnierstwo, bo uzurpuje sobie prerogatywy quasi-mesjańskie, a tym samym przestaje być sobą. Wymownym symbolem tego zagubiena jest prostacka zabawa z pojmanym Jezusem: oto dostojni członkowie Wysokiej Rady żądają od Niego, żeby ustalił, kim są ci, którzy Go biją. W kontekście drwin i odrzucenia tożsamość Jezusa paradoksalnie zyskuje kolejne potwierdzenie w licznych zapowiedziach prorockich o Mesjaszu odrzuconym i cierpiącym.
Piłat, poganin, potwierdza tożsamość Jezusa na gruncie sprawiedliwości, a jednocześnie niszczy własną tożsamość. Ulegając presji Sanhedrynu, sprzeniewierza swój urząd i skazuje na śmierć człowieka niewinnego, upiera się jednocześnie, że poda do publicznej wiadomości tytuł winy Jezusa, którą sam wcześniej uznał ją za rzekomą. Z jego obsesyjnym umywaniem rąk od odpowiedzialności kontrastuje postawa Jezusa, króla żydowskiego, który nawet na krzyżu czuje się odpowiedzialny za innych i modli się za nich.
Zachowanie Jezusa w czasie całej pasji ma wartość objawienia. W redakcji Markowej sam Jezus wypowiada niewiele słów, ale tuż po Jego śmierci jeden z Jego oprawców, rzymski setnik, swoiste alter ego Piłata, wyznaje: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym”.
„Ty jesteś moim Synem umiłowanym”
Niedziela Chrztu Pańskiego, 7 stycznia 2024
W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Mk 1, 6b-11
Gdy prorok Ezechiel „zobaczył niebo otwarte” nad rzeką Kebar, to później przez siedem dni pozostawał w osłupieniu pod wpływem tego, co zobaczył (por. Ez 1,1-3,15). Nie umiał opisać tego doświadczenia. Wiedział tylko, że spotkał Boga nagle, niespodziewanie, bez żadnej swej zasługi i w wyniku tego spotkania narodził się na nowo. Stał się kimś, kim nie mógłby się stać o własnych siłach. Z łatwością znajdował Boga, czuł Jego moc, drżał wobec Jego świętości, wyraźniej rozpoznawał Jego wolę. Niebo otwarte nad rzeką Kebar w nim samym otwarło nowe przestrzenie na działanie łaski. Ezechiel czuł się odpowiedzialny za innych. Sprawiedliwych chciał chronić przed upadkiem, a bezbożnym pomagać odnajdywaniu dróg do Boga.
Podczas chrztu w Jordanie Jezus widzi niebo otwarte. Wspominają o tym wszyscy synoptycy, natomiast u Jana symbolika otwartego nieba pojawia się dopiero tuż po chrzcie, w rozmowie Jezusa z Natanaelem. Jezus zapowiada tam, że jego uczniowie także zobaczą aniołów, Syna Człowieczego i niebo otwarte (por. J 1, 43-51). Jeśli zatem liturgia chrześcijańska nazywa chrzest Jezusa epifanią, czyli objawieniem, dosłownie: bliskim ukazaniem się Boga, to nie ze względu na jakieś spektakularne zdarzenia, bo takich nad Jordanem zabrakło, ale ze względu na jego wymiar duchowy.
Jezus, Syn Boży, przeżywa to zdarzenie najgłębiej. Modli się w czasie obrzędu oczyszczenia jak zaznacza Łukasz (Łk 3, 21), ale w przeciwieństwie do innych osób przyjmujących chrzest nie wypowiada swoich grzechów, bo ich nie ma, lecz zaraz po zanurzeniu wychodzi z wody (Mt 3, 16). W ten sposób Jezus odwraca symbolikę Janowego chrztu i innych podobnych obrzędów. Rytualne obmycia i pokropienia zawsze symbolizowały uwolnienie od zła, tymczasem dla Jezusa zanurzenie w wodach Jordanu oznacza przyjęcie skutków zła, skutków ludzkiego grzechu oraz pełnej odpowiedzialności za jego przezwyciężenie. Niemy rytuał, nierzadko spełniany przez ludzi bezwiednie, w chrzcie Jezusa staje się czynem zbawczym, dzięki któremu każdy człowiek może znowu przyjaźnić się z Bogiem, bo Bóg w tym właśnie czynie bierze odpowiedzialność za ludzkie upadki.
Nad Jordanem rozlega się z nieba tajemniczy głos, to jedyny spektakularny element tego wydarzenia, choć chyba nie przez wszystkich dostrzeżony, bo Jan o nim nie wspomina. Ci, którzy słyszą słowa „Ty jesteś moim Synem umiłowanym…”, zapewne przypominają sobie podobne słowa, jakie przed wiekami usłyszał od Boga patriarcha Abraham: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz…” (Rdz 22, 2). Abraham w rozpaczliwym geście pobożności chciał złożyć swego syna w ofierze Bogu. Ten jego absurdalny i gorszący zamiar, inspirowany być może ówczesnymi obrzędami kananejskimi, dzięki interwencji boskiej zyskał po chwili pozytywny sens o wymiarze prorockim, okazało się bowiem, że Bóg powstrzymał Abrahama, nie przyjął jego ofiary, ale w ten sposób powiedział coś ważnego o sobie samym: Bóg jest kimś podobnym do Abrahama i stale ponosi ofiarę podobną do ofiary Abrahamowej, kocha bowiem ludzi jak Abraham kocha swojego syna, i cierpi, ilekroć któreś z jego dzieci umiera na skutek grzechu, dlatego posyła na świat swego jednorodzonego Syna, żeby to sam Bóg mógł pokonać grzech i każde z dzieci Bożych ocalić.
Gerard Manley Hopkins SJ prócz świetnych wierszy zostawił po sobie kilka oryginalnych pojęć. Jego inscape („wewnętrzny krajobraz”) to miejsce, w którym wszystko może być takie, jak tego pragnie Bóg. Niebo otwarte nad rzeką Kebar i to otwarte nad Jordanem nie zmieniło niczego w krajobrazie Judei, ale zmieniło tych, którzy je ujrzeli, zaś oni zmienili świat.
Trzej królowie
Uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia
Kontemplacja o pokłonie trzech mędrców (por. Mt 2,1-12) jest dobrą okazją do zastanowienia się nad uniwersalnością zbawienia przyniesionego przez Chrystusa, za zarazem nad jego niepowtarzalnością. W czasach religijności powierzchownej i synkretycznej to rozważanie można chyba także zaproponować ludziom bardzo oddalonym od chrześcijaństwa. Barwna i sugestywna narracja Mateusza ułatwi pracę wyobraźni. Można skupić się także nad dynamiką semantyczną samego tekstu. Panie Jezu, pokaż mi jak powinienem szukać drogi do Ciebie nawet z największego oddalenia i jak pokazywać Ciebie innym, aby mogli Cię rozpoznać i pokochać.
1. Gdzie jest nowonarodzony Król? W pierwszej części opisu (Mt 2,1-7) wyraźnie dominuje pewien niepokój właściwy długotrwałemu poszukiwaniu. Cytat z proroka Micheasza (Mi 5,1) wnosi pewien element uspokojenia, ale sytuacja zmienia się radykalnie dopiero w wierszu dziesiątym – widok znajomej gwiazdy przysporzył wędrowcom wiele radości. Z magami poszukującymi wytrwale nowonarodzonego Króla żydowskiego kontrastuje wyraźnie Jerozolima wraz z królem Herodem. Miasto i sam monarcha niezmiernie dziwią się pytaniom magów. Oni niczego ani nikogo nie oczekują. A jeśli trapi ich jakiś niepokój, to jest to zupełnie inny niepokój niż niepokój magów. Pewien gorączkowy niepokój zdradza postępowanie samego Heroda: już to ostentacyjne, już to sekretne. Najpierw woła do siebie arcykapłanów i uczonych w Piśmie na konsultacje, zaraz potem potajemnie wzywa wędrowców – jest ostentacyjny, gdy idzie o szukanie prawdy, prawdy bardzo mu “niewygodnej”, działa zaś w sekrecie, kiedy chce kogoś okłamać. Nawiązując do wizyty złożonej ongiś przez trzech wędrowców Abrahamowi pod dębami Mamre, można by powiedzieć, że oto teraz, przed narodzeniem Jezusa, trzej nieznani pielgrzymi pojawiają się znowu. Przychodzą najpierw do Heroda (zwanego Wielkim), który, jeśli uwzględnić analogie, mógłby być nowym Abrahamem, oczekującym upragnionego potomka. Niestety, prawda jest inna. Herod to jeden najpodlejszych z władców Izraela. On nigdy oczekiwał narodzin potomka. Co więcej, uśmiercał własne dzieci. Czy moja modlitwa i moje życie naznaczone są twórczym “niepokojem” podobnym do tego, który prowadził magów? A może więcej we mnie martwego lęku o przyszłość?
2. Zobaczywszy ponownie gwiazdę, bardzo się uradowali. Wchodząc do domu, zobaczyli Dziecię i Maryję, jego matkę. Te dwa krótkie zdania opisują kulminacyjny punkt wyprawy. Widok znajomej gwiazdy sprawia magom radość -- jak się wydaje, radość nawet większą niż usłyszane na dworze Heroda słowo prorockie, wskazujące im miejsce narodzin Mesjasza. Czyżby Mateusz stawiał astrologię ponad objawieniem? Z pewnością nie. To raczej kierujący się znakami nieba magowie nie zakończyli jeszcze swojej wędrówki wiary. Gwiazda jest im bliższa, jest dla nich ciągle jeszcze znakiem pewniejszym – nie od samego słowa Bożego wszakże, ale od jego przewrotnej wykładni w wydaniu Heroda. Magowie w swoich astrologicznych poszukiwaniach zachowali pewną szlachetność myśli i czynu, którą utracił Herod i Jerozolima, mimo powierzonego im objawienia. Nie oni więc znajdują Dziecię i jego matkę, ale pogańscy magowie. A ja, któremu objawienie zostało powierzone w całej pełni, jakie daję o nim świadectwo? Czy nie przypominam tu Heroda, skandalizującego postronnych swoim stosunkiem do dziedzictwa wiary? Na czym polega ciągle jeszcze moje “pogaństwo”?
3. Inną drogą wrócili do swojej krainy. „Inną drogą” także w tym sensie, że już bez spoglądania w gwiazdy. Po spotkaniu z Chrystusem magowie nie są już tymi, którzy byli. Poszukiwanie Zbawcy przemieniło ich. A było to poszukiwanie śmiałe i wielkoduszne. Znakiem tej wielkoduszności są dary przyniesione nowonarodzonemu Jezusowi. Te dary wskazują zarazem na wyjątkowy status Betlejem. Skoro zjawiają się w nim cudzoziemcy niosący hojne dary, to znaczy, że ono stało się nowym Jeruzalem, nową stolicą nowego Króla (por. Iz 60,1-22; Ps 72). Spotkanie z Jezusem wyzwala magów z determinizmu astralnego, a także powstrzymuje (przynajmniej na jakiś czas) potęgę zła, którą uosabia trawiony nienawiścią Herod. Spotkawszy Jezusa Magowie wiedzą już, że mają omijać Heroda z daleka. Można sobie jednak wyobrazić, że do rzezi niewiniątek w ogóle by nie doszło, gdyby magowie od początku wiedzieli jak omijać Heroda. Niestety, gwiazda nie powiedziała im jak omijać zła. Co więcej, zamknęła im jakby oczy na sprawy oczywiste. Czy dostrzegam w moim życiu przejawy bałwochwalstwa? Czy zdaję sobie sprawę z jego skutków (dla mnie samego i dla innych)? Czy moje poszukiwanie Chrystusa jest rzeczywiście wielkoduszne, tzn. czy jest darowaniem siebie Bogu i bliźnim?
Modlitwa. Nieznani wędrowcy, prowadźcie mnie ku Zbawicielowi drogą kontemplacji i ofiarowania siebie. Nauczcie mnie uznać wszystko za stratę tylko ze względu na Niego. Panie Jezu, nie pozwól mi nigdy oddalić się od Ciebie. Obym przez moją małoduszność nie stał się skandalem, oddalającym innych od Ciebie. Niech mnie Twoje słowo przemienia i niech mnie prowadzi ku Twojej ubogiej stolicy.
Boże Narodzenie
25 grudnia
Giovanni di Paolo, Narodzenie Pańskie i pokłon pasterzy, ok. 1482, tempera na desce, Watykan.
Wyobrażę sobie miejsce, które mam kontemplować (Łk 2,1-7). Nagromadzenie szczegółów i postaci charakterystyczne dla malowideł średniowiecznych ułatwi mi „wędrówkę” po kolejnych epizodach tego wydarzenia. Poproszę Chrystusa Pana o takie przeżycie tajemnicy Jego Narodzenia, aby ono stało się także moim udziałem. Moje własne narodziny chcę oddać Jemu.
1. W pierwszym punkcie św. Ignacy radzi rozważyć wędrówkę Maryi i Józefa z Nazaretu do Betlejem. Zastanowię się, jakie myśli i uczucia towarzyszyły im dwojgu, kiedy wyruszali w drogę. Pogodzili się z tą swoją nie planowaną „podróżą poślubną”, tak jak wypada się pogodzić z nieprzychylnością losu, czy może raczej myśleli o niej z wdzięcznością i z nadzieją, spodziewając się wkrótce dalszych znaków od Boga? Byli podobni do uciekającego na koniec świata Jonasza (Jon 1,3), czy może raczej do nasłuchującego głosów nieba Abrahama (Rdz 12,4-8)? Zastanowię się jak bardzo mogło odmienić się to ich niełatwe podróżowanie w chwili, kiedy Bóg podsunął im myśl o obietnicach prorockich związanych z dawidowym miastem (Mi 5,1; 1Sm 17,12). A do jakiego Betlejem ja zmierzam? Jeśli czuję się „wypchnięty” przez los z jakiegoś mojego spokojnego Nazaretu, to na pewno istnieje też jakieś Betlejem, do którego prowadzi mnie sam Bóg. Tylko On może mi pokazać moje prawdziwe Betlejem. Betlejem Efrata. Efrata znaczy „miejsce obfitowania”.
2. ...nie było dla nich miejsca w gospodzie. Znaleźć się w Betlejem, to niekiedy także doświadczyć samotności. Pewna doza samotności jest wpisana w sposób konieczny w normalną kondycję ludzką. Gdyby nie ta odrobina „wolnej przestrzeni” w nas samych, to nigdy nie potrafilibyśmy nikomu ofiarować siebie ani też przyjąć niczyjego daru. Bez tej odrobiny swobody w myśleniu i w działaniu więzi międzyludzkie nigdy nie mogłyby się pogłębić. Ale zdarza się też, że to, co miało prowadzić ludzi do siebie nawzajem i do Boga, niespodziewanie staje się przyczyną ich wyobcowania. Maryja i Józef spotkali się z takim wyobcowaniem w Betlejem. Czy jednak mu ulegli? Chyba nie. Wiedzieli, że Bóg jest z nimi. I On rzeczywiście był z nimi – bardziej niż mogli przypuszczać. Ciemnej stronie samotności ulegli natomiast sami mieszkańcy Betlejem i to do tego stopnia, że nie okazali zaufania ani gościnności nawet ciężarnej kobiecie i jej mężowi. A która strona samotności bierze górę we mnie? Czy w nieprzychylności okazanej mi przez innych ludzi, w niepowodzeniach i porażkach osobistych, potrafię dostrzec okazję na głębsze zjednoczenie się Chrystusem? Czy cierpienie pomaga mi służbie bliźnim, czy raczej mnie od nich oddala?
3. Porodziła syna swego pierworodnego i owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie... Na miejsce swoich narodzin Bóg wybrał sobie stajnie, zadowalając się wygodami zwyczajnego bydlęcego żłobu, tak jakby chciał pokazać, że to, co najbardziej poniżające, najbardziej godne Jego przyjścia i że każdy człowiek jest Jego bratem, ale szczególnie bliski jest Mu ten, kto ma się szczególnie źle. Postaram się więc i ja znaleźć w sobie jakąś „stajnię”, jakiś „żłób”, w którym On chętnie by się narodził. Nawet najmniej godne miejsce On potrafi uczynić miejscem swego królowania, biada mi jednak, jeśli dostrzegam w sobie same tylko pałace. Znakiem tego, że On naprawdę narodził się tam, gdzie najbardziej pragnął i gdzie było to najbardziej potrzebne, nie są ani nowe mury, ani bogate zdobienia. Stajnia często jeszcze długo pozostaje zwyczajną stajnią, a żłób – niewygodnym żłobem. W istocie rzeczy staje się jednak pałacem, ponieważ On już w niej zawitał. I staje się pałacem prawdziwym: gości w nim coraz więcej osób. Cały czas słychać tam rozmowy prowadzone z Królem.
Modlitwa. Święty Józefie, patronie narodzin i młodości Chrystusa Pana, bądź mi przewodnikiem na drodze do mojego Betlejem. Naucz mnie cierpliwego marszu i cierpliwego czytania znaków Jego przyjścia. Matko Chrystusa, która umiałaś powierzyć w pełni swoje życie Bogu, tak jak On powierzył się Tobie, prowadź mnie do swojego Syna. Naucz mnie jak się śle żłoby w Betlejem niegościnnym. Boże, który stałeś się człowiekiem, aby móc darować swoje boskie życie każdemu z nas, przyjmij mą pamięć i wolę, posługuj się moim życiem zgodnie z Twoimi planami.
Pasterze i aniołowie u żłóbka
Łk 2,8-20; por. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, 265
Rzecz dzieje się poza miastem, w nocy, jakby zupełnie poza granicami zwyczajnego świata. U żłóbka zjawiają się pasterze i aniołowie – ambasadorowie widzialnego i niewidzialnego universum. Poproszę nowonarodzonego Pana, aby zechciał przyjąć także moją pokorną adorację – w czasie tej kontemplacji i w ciągu całego dnia.
1. Narodził się wam zbawiciel, Mesjasz Pan. Anioł przekazuje pasterzom wiadomość o narodzeniu Pańskim w sposób uroczysty, a zarazem bardzo precyzyjny. Mimo całej niezwykłości zwiastowania anielskiego (pasterze byli nim początkowo przelęknieni) do czytelnika Ewangelii dociera jasny komunikat: pierwsi świadkowie narodzenia Pańskiego nie są przypadkowi – wybiera ich sam Bóg. I jest to wybór frapujący. Pasterzom zostaje bowiem powierzona “radość wielka”, której mają być świadkami przed całym ludem (Łk 2,10). Z drugiej strony jednak wiadomo, że z racji swego niskiego stanu pasterze nie byli uznawani w Izraelu za świadków wiarygodnych, nie można było powoływać się na ich głos przed trybunałem sądowym. Jeśli więc mimo wszystko mają być świadkami, to na zasadzie jakichś innych kryteriów. Pierwszym zapewne jest sam Boży wybór. Bóg wybiera pasterzy na świadków, tak jak kiedyś wybrał na króla Dawida-pasterza. Pasterze wydają się nie dorastać do powierzonego im zadania, kto z nas jednak do niego dorósł? Czy nie na tym właśnie polega wspaniałość prawd objawionych, że ich nosicielem może być z woli Bożej ktokolwiek i cokolwiek? Drugim motywem wyboru pasterzy na świadków jest zapewne to, że oni jako jedyni nie śpią w czasie nocy narodzenia. Czuwają. Nie myślą o narodzinach Mesjasza, robią jedynie to, co do nich należy, czuwają w polu przy bydle, ale to wystarcza. Wywiązują się ze swego obowiązku, w przeciwieństwie do mieszkańców Betlejem, którzy nie byli w stanie podołać elementarnym wymogom ludzkiej gościnności. Mieszkańcy Betlejem “przespali” swoje człowieczeństwo, dlatego też nie widzą chwały narodzin Pańskich. Nawet jeśli nazajutrz dowiedzą się o niej od pasterzy, to i tak nie uwierzą. Kiedy biorę do ręki tekst Łukasza, zaproszenie do adoracji Zbawiciela dociera także do mnie. Już teraz mogę do niej przystąpić. Czy gotów jestem być świadkiem tych Jego narodzin? Na czym polega moje czuwanie? A na czym ospałość? Czy moja modlitwa przynosi skutki równie konkretne jak widzenie pasterzy?
2. Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój… Pieśń chórów anielskich przypomina niektóre pieśni prorockie Starego Testamentu, zapowiadające królowanie i błogosławieństwo Jahwe (Iz 57,12; Ez 3,12), przede wszystkim jednak jest pieśnią otwierającą czas tego szczególnego “przebywania Boga z ludźmi”, którym było ziemskie życie Jezusa Chrystusa, a którego zakończenie obwieści później pieśń tłumów wiwatujących na cześć Jezusa tuż przed Jego męką, śmiercią i zmartwychwstaniem (Łk 19,38). Ale teraz Bóg dopiero rodzi się człowiekiem. Oto niebo przybliża się do ziemi, jak jeszcze nigdy dotąd, toteż mnodzy przedstawiciele nieba, którzy w przeciwieństwie do mieszkańców Betlejem nigdy nie śpią, nie mogą nie być obecni przy tym wydarzeniu. Niebo spotyka się z ziemią także dzisiaj. W sposób szczególny – podczas Eucharystii i w celebracji sakramentów. Nie obywa się wtedy bez szczególnej obecności społeczności anielskiej. Czy mam tego świadomość? Czy potrafię z tej obecności korzystać?
3. Poszli z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Dziecię leżące w żłobie... Na bizantyjskich ikonach żłóbek Jezusa stoi często na tle wielkiej, czarnej pieczary skalnej, podobnej do pieczary z kalwaryjskiego wzgórza, w której później zostanie złożone Jego umęczone ciało. Wcielone Słowo wpada w ziemię jak ziarno. Odtąd będzie przemieniać ją całą, tak jak zaczyn przemienia ciasto. Słowo Boże jest obecne w nowy, niezwykły sposób w życiu Józefa i Maryi. Życie Józefa przemienia się do tego stopnia, że on nawet snach w snach potrafi wyczytać Boże przesłanie. Maryja jeszcze pełniej zjednoczona jest z Bogiem, kontemplując słowa i wydarzenia w swoim sercu. Ale przecież wielu ludzi nie rozpoznaje Słowa Bożego w Jezusie – ani tu, w Betlejem, ani później, kiedy będzie prowadził działalność publiczną, czynił cuda, uzdrawiał. Chrystus Zmartwychwstały z całym swoim orszakiem królewskim jest zawsze blisko mnie, bliżej nawet niż był przy Józefie i Maryi jako Dziecię, ale czy ja potrafię Go rozpoznać – choćby tak nieudolnie, jak to zrobili pasterze w Betlejem?
Modlitwa. Pasterze betlejemscy, nauczcie mnie pasterskiego czuwania, rzetelnej pracy i rzetelnego wypoczynku, tak abym nie przespał mojej modlitwy ani mojego życia. Aniołowie niebiescy, rozbudźcie we mnie wrażliwość na głos nieba, którą tak łatwo przygaszają moje słabości i grzechy. Święta Rodzino, naucz mnie adoracji wytrwałej i żywej jak lampka wieczna.
Jak Bóg spełnia prośby?
Punkty do medytacji na wtorek, 19 grudnia 2023
Łk 1, 5-25 „Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś już posunęli się w latach. Kiedy Zachariasz według wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł w udziale los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie ofiary kadzenia. Wtedy ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Lecz anioł rzekł do niego: «Nie bój się, Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja, Elżbieta, urodzi ci syna i nadasz mu imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu cieszyć się będzie z jego narodzin. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony zostanie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, ich Boga; on sam pójdzie przed Nim w duchu i z mocą Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych do rozwagi sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały». Na to rzekł Zachariasz do anioła: «Po czym to poznam? Bo sam jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku». Odpowiedział mu anioł: «Ja jestem Gabriel, stojący przed Bogiem. I zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę radosną nowinę. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie». Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, zrozumieli więc, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy. A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i kryła się z tym przez pięć miesięcy, mówiąc: «Tak uczynił mi Pan wówczas, kiedy wejrzał łaskawie, by zdjąć ze mnie hańbę wśród ludzi».”
Modlitwa przygotowawcza. „Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu” (św. Ignacy, Ćwiczenia duchowe 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). Wyobrażę sobie Zachariasza w świątyni.
Prośba o owoc. Żebym lepiej pojął jak Bóg pełnia prośby.
1. „Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz.” Herod Wielki (ok. 72 r. p.n.e.–ok. 4 n.e.) był jednym z najwybitniejszych królów Judei, który powiększył i wzmocnił swoje państwo, wzniósł wiele budowli, rozbudował świątynię, ale pod koniec życia ogarnięty podejrzliwością zgładził wielu ludzi, w tym członków własnej rodziny, jedną z dziesięciu swych żon (Mariamne I, †29 p.n.e.) i trzech synów (Aleksander i Arystobulus IV, †7 p.n.e., Antypater II, †4 p.n.e.). Makrobiusz (IV/V w.) pisze w „Saturnaliach”, że na wieść o rzezi chłopców w państwie Heroda cesarz August miał powiedzieć, że „lepiej być świnią (gr. hys) Heroda niż jego synem (gr. hyios)”. W jakich czasach żyli Zachariasz i Elżbieta? W jakich czasach żyję ja? Co przeszkadza mi „być sprawiedliwym wobec Boga i postępować nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich”?
2. „Nie bój się, Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja, Elżbieta, urodzi ci syna i nadasz mu imię Jan”. Bóg nadaje obiecanemu dziecku imię יְהוֹחָנָן (Yəhôḥānān) „Jahwe był łaskawy”, żeby podkreślić, że On także jest jego ojcem. Co to znaczy, że jestem dzieckiem Boga? Wszystko, co otrzymałem/ałam wprost od Boga, jest doskonałe, nieskończenie dobre, jedynie dary ludzkie mogą być niedoskonałe, czy potrafię te dary nazwać i rozróżnić? W medytacji pomocnej o uzyskania miłości św. Ignacy radzi rozważyć dary najbardziej podstawowe: „Bóg mieszka w stworzeniach: w żywiołach, dając im istnienie, w roślinach, dając im życie i wzrost, w zwierzętach, dając im czucie, w ludziach, darząc ich rozumnością. I we mnie także mieszka, dając mi być, żyć, czuć i rozumem mię darząc” (ĆD 235). Elżbieta i Zachariasz prawie całe życie czekali na potomstwo, ale kiedy Bóg obiecuje im syna, Zachariasz niedowierza, a Elżbieta długo ukrywa ciążę. Czy moje życie jest podobne do życia Elżbiety i Zachariasza? O co proszę Boga stale? Na co czekam długo? W jakich sprawach nie dowierzam Bogu? lub Kościołowi? Długie czekanie na łaskę przygotowało Elżbietę i Zachariasza na przyjęcie wyjątkowego daru, na czym zatem polegała misja ich syna? Do czego Bóg przygotowuje świat? Do czego Bóg przygotowuje mnie?
3. „Oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie”. Świątobliwi rodzice Jana Chrzciciela jeszcze przed narodzinami syna zostali zaproszeni do kontemplacji, milczenie Zachariasza i ukrywanie się Elżbiety są tego symbolami. Jak zmieniło się ich życie po słowach Gabriela? Jak się zmieniło po pojawieniu się ciąży? Jak zmieniała się ich modlitwa, rozumienie tekstów biblijnych? Jak rozumieli obietnice związane z ich synem i do czego konkretnie one ich zobowiązywały?
Modlitwa końcowa. „Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jakąś łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53-54).
Jak Bóg ratuje grzeszników?
Punkty do medytacji na 12 grudnia 2023
Mt 18, 12-14 „Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych”.
Modlitwa przygotowawcza. „Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu” (św. Ignacy, Ćwiczenia duchowe 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). Wyobrażę sobie jak Jezus naucza. Przypowieść o zagubionej owcy (Mt 18, 12-14) pojawia się w samym środku tzw. Mowy Wspólnotowej Jezusa (Mt 18), czwartej z pięciu jego wielkich mów w zapisie Mateusza, w samej zaś Mowie Wspólnotowej lub mowie o zasadach życia wspólnoty chrześcijańskiej można wyróżnić pięć części: uwagi o prawdziwej wielkości (18, 1-5), uwagi o pasterzach, co wiodą maluczkich do grzechu (18, 6-9), przypowieść o zagubionej owcy (18, 12-14), zasady procesowe (18, 15-20), przypowieść o nielitościwym słudze (18, 21-35), nieco inaczej dzieli tę mowę redaktor Biblii Tysiąclecia: Spór o pierwszeństwo, Zgorszenie, Zabłąkana owca, Upomnienie braterskie, Obowiązek przebaczenia, Nielitościwy dłużnik.
Prośba o owoc. Żebym lepiej pojął jak Bóg ratuje grzeszników.
1. „Jak wam się zdaje?” W tym punkcie rozważę jak Jezus edukuje uczniów. Nie wygłasza mowy, ale prowadzi rodzaj seminarium lub rozmowy, w którym pojawiają się pytania i odpowiedzi, zapewne też czas na osobistą refleksję. Najpierw uczniowie pytają Jezusa: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?”, na co Jezus odpowiada: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”, po czym podaje szereg bardziej szczegółowych wyjaśnień nt. prawdziwej dojrzałości chrześcijańskiej (Mt 18, 1-5) oraz jej braku (18, 6-9), a później sam zadaje uczniom pytanie w postaci przypowieści o zagubionej owcy. Przeczytam początek rozdziału Mt 18. Kto dziś jest największy, a kto najmniejszy w królestwie niebieskim? Jak słowa Jezusa spełniają się dziś w Kościele? Kiedy ja sam jestem wielki a kiedy mały we wspólnocie wierzących? Czy jako rodzic, wychowawca, pracownik zadaję innym pytania w sposób delikatny i czy słucham z uwagą ich odpowiedzi? czy może tylko wydaję rozkazy? Zastanowię się przez chwilę jakie dramaty kryją się w sercach ludzi, z którymi trudno mi się porozumieć? Zapytam Ojca w niebie jak On postępuje wobec swoich dzieci? Jak postępuje ze mną?
2. „Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka?” Łukasz podaje nieco inną wersję przypowieści o zaginionej owcy (Łk 15, 3-10), tam to pasterz gubi (ἀπολέσας od ἀπόλλυμι, gubię) owcę jak kobieta gubi drachmę, a ojciec syna, ale potem jej szuka i znajduje, i cieszy się z niej z przyjaciółmi bardziej niż z innych owiec, tu sama owca błąka się (πλανηθῇ od πλανάω, błądzę, stąd: planeta) w dolinach jak planeta w niższych częściach nieba (planety w kosmologii ptolemejskiej leżą niżej od gwiazd), więc czytelnik może odnieść wrażenie, że całe stado w pewien sposób uczestniczy w poszukiwaniach tej błąkającej się, bo pasterz zostawia je na górach, oddala się od stada i stopniowo przybliża do tej zagubionej aż ją znajduje. Jaką drogę dziś wykonuje Bóg, gdy szuka zbłąkanych? W jaki sposób Bóg szuka mnie? A jak ja szukam Boga?
3. „Nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych”. Przymiotnik μικρός, mały, trafił do wielu języków i tu zazwyczaj oznacza coś jeszcze mniejszego niż w antycznej grece, z której się wywodzi, co mogę wykorzystać w rozmyślaniu. Bóg troszczy się o najmniejszych i najsłabszych, a także o to, co najmniejsze, najsłabsze, najbardziej znikome, bo sam stał się dzieckiem, a później skazańcem przybitym do krzyża i zabitym. Św. Ignacy Loyola miał mawiać: „Być nieogarnionym przez największe, a jednocześnie mieszkać w najmniejszym — boską jest rzeczą” (Non coerceri a maximo, contineri tamen a minimo, divinum est). Podobną myśl wyraził później Friedrich Hörderlin (1770-1843) w poemacie Patmos: „Bliski i trudny do uchwycenia / jest Bóg / a tam, gdzie niebezpieczeństwo / i ratunek jest większy” (Nah ist und schwer zu fassen der Gott. Wo aber Gefahr ist, wächst das Rettende auch). Pliniusz Młodszy (23-79) jest autorem adagium: „Bóg największy w tym co najmniejsze” (Maximus in minimis deus). Bóg pragnie uratować każdego i wszystkich, zwłaszcza najmniejszych, właśnie wtedy objawia się najpełniej. Jak dziś objawia się Bóg? Może dla Boga nie jest rzeczą najważniejszą, żeby w jednej chwili wybawić człowieka z wszystkich nieszczęść, a jedynie ze złego sposobu ich przeżywania?
Modlitwa końcowa. „Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53-54).
Na czym polega wyjątkowość Maryi z Nazaretu?
Punkty do medytacji na 8 grudnia 2023
Łk 1, 26-38 Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł.
Wprowadzenie. Przypomnieć sobie historię tego, co mam kontemplować — radzi św. Ignacy Loyola na początku kontemplacji o Wcieleniu — tu trzy Osoby Boskie spoglądają na całą powierzchnię i obszar całego świata pełnego ludzi. Widząc zaś, że wszyscy szli do piekła, postanawiają w swej wieczności, że druga Osoba Boska stanie się człowiekiem dla zbawienia rodzaju ludzkiego. I tak, gdy przeszła pełnia czasu, posyłają Anioła św. Gabriela do Pani naszej. Wprowadzenie 2. Ustalenie miejsca jakby się je widziało. Tutaj widzieć wielki obszar i okrąg świata, na którym mieszkają tak liczne i tak różne ludy. Potem podobnie widzieć szczegółowo dom i izbę Pani naszej w mieście Nazaret w prowincji Galilei (Ćwiczenia duchowe, 102-103).
Prośba o owoc. Prosić o to, czego chcę. Tutaj prosić o dogłębne poznanie Pana, który dla mnie stał się człowiekiem, abym go więcej kochał i więcej szedł w jego ślady (ĆD 104).
1. Raduj się, pełna łaski, Pan z Tobą. Χαῖρε κεχαριτωμένη ὁ Κύριος μετα σοῦ. Pozdrowienie anielskie zawiera grę słów chara/charis, radość/łaska, co mogę wykorzystać w rozmyślaniu. W tekście Łukasza anioł pozdrawia Marię czasownikiem chaire, raduj się, i nazywa ją kecharitomene, łaskpełną lub pozostającą w łasce, zatem w treści i brzmieniu anielskiego pozdrowienia łaska i radość łączą się z sobą. Bóg udziela łask, które niosą radość, bo nawet wtedy, gdy udziela strapień takich jak wyrzuty sumienia czy żal za grzechy, to strapienia pochodzące od Boga nie są podobne do strapień jakie przynosi świat lub zły duch, te ostatnie muszą mieć podstawę materialną, od której zależą, gdy jej zabraknie, ustają, tymczasem łaska Boża może być całkowicie duchowa, nie musi zależeć od niczego poza samym Bogiem, dlatego jest trwalsza, przynosi jasność intelektowi i pokój sercu, a przyjęta świadomie zawiera element pocieszenia. Jak przeżywam spotkania z Bogiem? Czy umiem rozpoznać i dorzucić jako pokusy te stany ducha, w których dominuje zamieszanie, zniechęcenie, niepewność? Czy przyjmując pocieszenie od Boga, skupiam się na uczuciu czy na Osobie?
2. Zmieszała się na te słowa i rozważała. Pierwsza reakcja Marii na pozdrowienie anielskie to poprawna odpowiedź na łaskę. Słowo Boga początkowo wywołuje jakby zakłopotanie, ale w tekście Łukasza po czasowniku διεταράχθη, głęboko się zaniepokoiła, pojawia się διελογίζετο, dokładnie rozważała, każdy z tych czasowników posiada przedrostek dia-, przez, który w j. greckim oznacza pełny zakres czegoś od początku do końca, a także dokładność, zatem chodzi o wielkie, pełne, głębokie, obejmujące wszystko zamieszanie oraz tak samo wielkie, głębokie i dokładne rozważanie tego, co powiedział anioł, co mogę wykorzystać w rozmyślaniu. Słowa anioła wywołują w Marii zakłopotanie, które obejmuje całe wnętrze, ale jednocześnie różnią się od wszystkiego, co słyszała wcześniej, więc głos Boga staje się wyraźniejszy, a rozważanie jego treści rodzi pokój. Jakie pocieszania lub strapienia przeżyłem w ciągu dnia? Od czego lub kogo pochodziły? Jak je przyjmowałem wtedy, a mogę je przyjąć teraz, w czasie modlitwy? Jak przyjmuję Słowo Boże?
3. Otrzyma imię Jezus. Jehoshuah, Bóg zbawia, w zdrobnieniu Jeszua lub Joszua, będzie panował nad domem Jakuba na tronie Dawida i będzie Synem Najwyższego. Słysząc te słowa, Maria być może przypominała sobie Jeszuę (Jozuego) z Księgi Jozuego, który dokończył dzieło Mojżesza i wprowadził lud do ziemi obiecanej, lub tajemniczą postać Syna Człowieczego z księgi Daniela, zstępującego z nieba, otrzymującego od Boga panowanie nad ziemią (Dn 7, 13-14), a może też Jakuba, który widział schody łączące niebo z ziemią, lub Dawida, który modlił się psalmami i zapowiedział Mesjasza. Jak zmieniła się modlitwa Marii po tych zapowiedziach anielskich? Jak zmienia się moje życie, mój stan ducha i postępowanie, gdy uświadamiam sobie kim jest Chrystus?
4. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego. Przeczytam wszystkie określenia, jakimi anioł przedstawia Jezusa. Które z nich mówi mi najwięcej? Każde nawiązuje do jakiegoś wydarzenia z historii zbawienia, ale być może też do wydarzeń z mego życia. Jakich? Kim jest dla mnie Jezus Chrystus?
5. Jakże się to stanie? Spotkanie Marii z Bożym posłańcem jest udane, bo Maria szczerze i precyzyjnie mówi o tym, co przeżywa. Czy moje modlitwy nie ograniczają się do wypowiadania wyuczonych formuł? Jeśli ciągle proszę Boga o to samo lub mówię Mu to samo, to nawet, gdy robię to szczerze, własnymi słowami, wchodzę jakby w stare koleiny i taka modlitwa przestaje być spotkaniem, a staje się rytuałem, nawykiem lub obowiązkiem. Podobnie może się dziać w moich kontaktach z ludźmi, gdy przestaję ich słuchać uważnie i gdy zdawkowo odpowiadam na pytania. Czy potrafię powiedzieć Bogu o swoich uczuciach i stanie ducha, nie tylko o sprawie do załatwienia? Jakiego stanu ducha potrzebuję, żeby dobrze i radośnie służyć Bogu? Bóg na pewno chce mi takiej łaski udzielić. Czy potrafię przedstawić Bogu stan ducha moich bliskich lub innych osób, za które się modlę? Opisując ich stan ducha, poznając ich razem z Bogiem jakby od środka, będę mógł potem łatwiej się z nimi porozumieć. Maria otrzymała od Boga bardzo precyzyjną odpowiedź, bo wcześniej przedstawiła szczerze swoje trudności. Słowa o „zstąpieniu Ducha na nią” i „okryciu cieniem mocy Najwyższego” nawiązują do wydarzeń z historii zbawienia lub zapowiedzi prorockich i symboli najpełniejszej obecności Boga na ziemi w krzewie gorejącym, Wj 3,3-4, w słupie ognia i dymu, Wj 13, 21-22, w świątyni, Ez 43, 2-7.
6. Niech mi się stanie według twego słowa, γένοιτό μοι κατα το ῥῆμά σου. Maria wypowiada te słowa na zakończenie spotkania z Bożym posłańcem, które przeżywa jak spotkanie z samym Bogiem. Kończąc każdą modlitwę wypowiadam podobne słowa, wypowiadając „Amen”, często robiąc to bezmyślnie, odruchowo. Hebrajski przysłówek amen znaczy „zaprawdę”, „zaiste”, w przenośni „niech się tak stanie” i trafił w tej postaci do wielu języków, a wywodzi się z czasów, kiedy ludzie nie posługiwali się pismem, dlatego specjalnymi zwrotami starali się oznaczyć swoje wypowiedzi. Jak wypowiadam swoje amen? Jakie prośby, podziękowania czy przeprosiny przedstawiałem ostatnio Bogu, żeby je przypieczętować końcowym amen? Jeśli były ważne, to wciąż je pamiętam, więc mogę je jeszcze raz wyrazić, powtarzając to samo amen. A co najbardziej zasługuje na takie amen? Czy mówię Bogu, że Go kocham? Czy mam świadomość, że Bóg mnie kocha? W czym się wyraża miłość Boga? W czym będzie się wyrażać moja miłość do niego? Może w tym tygodniu zastąpię zwyczajowe amen słowami, którymi Maria zakończyła spotkanie z Gabrielem, powtarzając je powoli, świadomie. Jezus bardzo często używał zwrotu amen, amen („zaprawdę, zaprawdę”) w zupełnie nowym sensie, dla oznaczenia swojego boskiego autorytetu, gdy wyjaśniał Prawo lub składał uczniom obietnice. Co znaczy moje amen, którym kończę modlitwę, co ono rozpoczyna w moim życiu? co rozpocznie za chwilę? A co w moim życiu rozpoczyna Jezusowe amen, amen? W scenie zwiastowania Bóg rozpoczyna swoją nową obecność na Ziemi, staje się człowiekiem, a pierwszy człowiek staje się jego świątynią i matką, czyni to świadomie, wyraża to najpierw słowem, a potem czynami.
Modlitwa końcowa. Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz (ĆD 53-54).
Dlaczego Bóg objawia się dzieciom?
Punkty do medytacji na 5 grudnia 2023
Łk 10, 21-24 Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli».
Modlitwa przygotowawcza. „Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu” (ĆD 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). Wyobrażę sobie Jezusa w dużej grupie uczniów, którzy właśnie wrócili z pierwszej wyprawy apostolskiej.
Prośba o owoc. Żebym stał/a się jak dziecko i przyjął Boże objawienie.
1. „Jezus rozradował się w Duchu Świętym”. Siedemdziesięciu dwóch uczniów po powrocie z pierwszej misji oznajmiło Jezusowi z radością (μετα χαρᾶς): „Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają” (Łk 10,17), na co Jezus „rozradował się w Duchu Świętym” (ἠγαλλιάσατο [ἐν] τῷ Πνεύματι τῷ Ἁγίῳ), nieco wcześniej ukierunkowując radość uczniów: „nie cieszcie (μη χαίρετε) z tego, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się (χαίρετε), że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10, 20). Czterokrotnie jest tu zatem mowa o radości i dwukrotnie o imieniu, przy czym radość Jezusa jest największa i najprecyzyjniej opisana przez samego Jezusa, o ile uczniowie radują się z tego, że ich misja udała się lepiej niż się spodziewali i że nawet złe duchy ustępują, o tyle Jezus „w tej samej chwili” raduje się w Duchu Świętym nie tylko z ich misji, ale z zamysłu Ojca, który właśnie się spełnia, a którym jest najpełniejsze objawienie się Boga ludziom. Uczniowie uczestniczą w tym objawieniu, bo poznawszy Jezusa, wypełnili misję, dzięki osobie Jezusa („Jego imieniu”) pokonują zło, więc oni sami („ich imiona”) już uczestniczą w wiecznej radości samego Boga. Jakimi wartościami żyję na co dzień? Wyliczę je. Jak Bóg objawia się w tych wszystkich wartościach?
2. „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Mądrzy i inteligentni (σοφοι και συνετοι) nie poznają królestwa Bożego, jest ono przed nimi wręcz ukryte przez Boga, ale mają do niego dostęp ludzie prości jak małe dzieci (νηπίοι). Te słowa Jezusa można rozumieć co najmniej na dwa sposoby, jako opis tego, jak faktycznie przebiega przyjmowanie dobrej nowiny w ówczesnym Izraelu, ale też jako opis Bożego planu, w którym dotarcie z dobrą nowiną do „prostaczków” (dosłownie: małych dzieci) jest dla Boga najważniejsze niż wszystko inne. Dla małego dziecka sama obecność matki i ojca rozwiązuje wszystkie problemy. Jezus wychwala Ojca za tych, wśród którzy są przy Nim obecni, którzy przyjęli Go jako Syna Bożego, którzy Go kochają i którzy pełnią Jego misję. W słowach „Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Łk 10, 22), Jezus bardzo jasno wskazuje, że najważniejszą treścią dobrej nowiny nie jest jakakolwiek wiedza o królestwie Bożym czy panujących w nim zasadach, ale sam Bóg, spotkanie z Nim, poznawanie Go, miłowanie i naśladowanie Go. Jeśli ustaliłem w pierwszym punkcie, że Bóg objawia mi się na różne sposoby w ciągu dnia, to jak Go przyjmuję? Jak odpowiadam? Jaką Jego misję pełnię?
3. „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie”. W tych słowach Jezus podkreśla absolutnie przełomową chwilę w historii zbawienia, nikt dotąd nie był tak wyróżniony jak współcześni Jezusa, a zwłaszcza uczniowie, którzy nie tylko Go poznali i przyjęli Jego naukę, ale też podjęli Jego misję. Czy czuję się wyróżniony, żyjąc w erze Ducha Świętego, której Jezus dał początek po swoim wstąpieniu do nieba?
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Czego się spodziewać po zburzeniu świątyni?
Punkty do medytacji na 28 listopada 2023
Łk 21, 5-11 Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?» Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To ja jestem” oraz „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec». Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie».
Wprowadzenie. Pierwszą stałą świątynię żydowską w Jerozolimie wzniósł król Salomon w 957 p.n.e., zastąpiła ona namiot spotkania i miała być jedynym miejscem składania ofiar, hebr. korban (Pwt 12, 2–27), kilka dekad później zburzył ją faraon Szoszenk I, a odbudował dopiero Joasz, kól Judy, który w 835 p.n.e. przeznaczył na ten cel znaczne sumy. Sennacheryb, król Asyrii, splądrował świątynię ok. 700 p.n.e., a w czasie oblężenia Jerozolimy przez wojska neo-babilońskie w 586 p.n.e. została ona zburzona. W rok po upadku imperium babilońskiego król perski Cyrus Wielki wezwał Żydów do odbudowy świątyni w 538 p.n.e. (podobne dekrety wydawali później Dariusz I w 519 i Artakserkses I w 457 i 444). Budowę tzw. drugiej świątyni rozpoczęto w kwietniu 536, a po 21 latach ukończono 21 lutego 515 p.n.e. (Ezd 3, 8–10). Do zburzenia drugiej świątyni omal nie doszło w 332 p.n.e., gdy Żydzi odmówili uznania Aleksandra Macedońskiego za boga. Za panowania Ptolemeuszy (Egipt) Żydzi cieszyli się wolnością, ale zmieniło się to po bitwie pod Panium w 200 p.n.e., po której Antioch III (Syria) podjął próbę wprowadzenia do świątyni greckiego panteonu, czym doprowadził do wybuchu powstania, aczkolwiek zaprzestał tych prób, gdy już powstanie stłumił. Ponowną próbę hellenizacji podjął jego syn, Antioch IV Epifanes, który umieścił w świątyni posąg Zeusa i greckich kapłanów, składających ofiary ze świń. Gdy grecki urzędnik rozkazał żydowskim kapłanom złożone pogańskich ofiar, jeden z nich imieniem Matatiasz go zabił, dając początek powstaniu w 167 p.n.e., w wyniku którego panowanie Seleucydów (Syria) zostało zrzucone, a świątynia oczyszczona i ponownie poświęcona w 164 p.n.e., co upamiętnia święto Chanuki. Za panowania Rzymian Pompejusz zbezcześcił przybytek, wchodząc do niego w 63 p.n.e., a Krassus zrabował świątynny skarbiec. Herod Wielki ok. 20 p.n.e. rozpoczął odnowę i rozbudowę świątyni, która odtąd zwana była jego imieniem, prace te ukończono w 53, ale ok. 70 świątynia Heroda została zburzona przez Rzymian. W czasie powstania Bar-Kochby przeciw Rzymianom (132–135) Szymon bar Kochba i rabi Akiva wznieśli w Jerozolimie prowizoryczną świątynie, ale po upadku powstania Żydzi zostali wypędzeni z Jerozolimy. Cesarz Julian Apostata (+363) pozwolił na odbudowę świątyni, ale trzęsienie ziemi w Galilei w 363 zniweczyło te próby.
Świątynia Heroda składała się z rozległego dziedzińca pogan, dziedzińca kobiet (ezrat hanashim), dziedzińca Izraela, dziedzińca kapłański, dziedzińca świątyni (azarah) z brązowym basenem (kiyor) i ołtarzem do ofiar całopalnych (mizbe'ah), miejsca ofiarowań oraz budynku samej świątyni, który posiadała trzy pomieszczenia: przedsionek (ulam), nawę zwaną „miejscem świętym” (hekhal lub heikal, stały tu świecznik siedmioramienny menora, ołtarz kadzielny i stół na chleby pokładne) oraz Przybytek zwany „świętym świętych” (kodesh hakodashim lub debir).
Prośba o owoc. Żebym umiał/a przetrwać życiowe kataklizmy z Bogiem.
1. „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu”. Jezus zapowiada zburzenie świątyni jerozolimskiej, co już wkrótce ma miejsce, a jednocześnie w innym miejscu zapowiada odbudowę innej świątyni, o czym wspominają świadkowie, zeznający przeciw Jezusowi: W końcu stanęli dwaj i zeznali: «On powiedział: Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować» (Mt 26, 60), a także świadkowie ukrzyżowania: Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: «Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!» (Mk 15, 29-30, por. Mt 27, 40). O jaką świątynię chodzi Jezusowi?
2. „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono”. Zburzenie „trzeciej świątyni”, jaką jest nowa obecność Boga w człowieku od chwili ustanowienia Eucharystii, wciąż jest możliwe. Jak Bóg rozpoczyna i jak wzmacnia swoją obecność we mnie? Co lub kto ją osłabia, a co lub kto niszczy?
3. „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu”. Wojny i kataklizmy są znakami poprzedzającymi ponowne przyjście Boga na ziemię. Takich znaków zniszczenia nie brakuje już dziś, w jaki zatem sposób już dziś Bóg przychodzi?
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Ofiarowanie Najśw. Maryi Panny
21 listopada
Mt 12, 46-50 Gdy Jezus przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą”. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.
Wprowadzenie. Biblia nic nie mówi o ofiarowaniu Marii Panny, wzmiankuje o nim jedynie apokryf „Protoewangelia Jakuba” z końca II w., dlatego w medytacji mogę posłużyć się obrazem, np. wielkim płótnem Tycjana „Prezentacja Marii w świątyni” (ok. 1534-1539 r., olej na płótnie 335 x 775 cm, Galerie Akademii, Wenecja), mała Maria stoi tam samotnie na schodach, które rozdzielają sacrum i profanum, można odnieść wrażenie, że ani starzy rodzice, ani dostojni kapłani nie są w stanie jej pomóc, ale ona otoczona jest aureolą, przeżywa jedność z Bogiem, więc nie tyle jest ofiarowana, co raczej sama ofiaruje się Bogu i „wkracza do świątyni”, pod taką nazwą wspominają to wydarzenie Kościoły Wschodnie, obchodząc „Wejście Najświętszej Theotokos do świątyni”.
Prośba o owoc. Żebym umiał/a ofiarować się Bogu.
1. „Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić”. Przyjmując dogmat o niepokalanym poczęciu NMP (Pius IX, 8 grudnia 1854), Kościół dał wyraz przekonaniu, że Maria z Nazaretu całe życie cieszyła się przywilejem wyjątkowej łączności z Bogiem, świętości i wolności od wszelkiego grzechu. Jak zatem Maria czekała na spotkanie ze swoim Synem, gdy ten nauczał otoczony tłumem, a jak czekali na niego Jego krewni? Mateusz zwie ich ogólnie αδελφοι, bracia, co oznacza także kuzynów i kuzynki. Być może matka i kuzyni przyszli do Jezusa z podobnym zmartwieniem, bali się o życie Jezusa, czy jednak tak samo to przeżywali? Jak wyglądało ich czekanie? Co chciała Synowi powiedzieć Matka, a co kuzyni? O co każde z nich modliło się do Boga? Zjawili się u Jezusa w jakby najmniej odpowiednim momencie, tuż przed jedną z najważniejszych i najtrudniejszych jego mów, Nauczaniem w przypowieściach o królestwie Bożym, Mateusz umieszcza tę mowę w samym środku swojej ewangelii (Mt 13) i w samym środku innych mów, co prowadzi do wniosku, że słów Jezusa można słuchać na dwa sposoby: tak jak zmartwieni krewni Jezusa lub tak jak jego święta Matka. W jaki sposób ja sam czekam na Jezusa? Na czym mogłoby polegać porzucanie zwyczajnego, ludzkiego czekania na Boga na rzecz czekania świętego? Co trudnego lub radosnego przeżywam w tej chwili? Jak to przeżywa Matka Boża, która zawsze czuje obecność Boga? a jak moje sprawy widzi Bóg, który z każdej sytuacji potrafi wyprowadzić wielkie dobro?
2. „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” Na wieść o matce i kuzynach Jezus zadaje słuchaczom pytanie, w którym jakby dystansuje się od krewnych, żeby spokrewnić się ze słuchaczami, przy czym nie obiecuje im nic nadzwyczajnego w czasie samego słuchania, żadnych nadzwyczajnych przeżyć, a jedynie akcentuje, że to słuchanie powinno uzdolnić do pełnienia woli Ojca, a dopiero pełnienie woli Ojca zrodzi najgłębsze pokrewieństwo z Jezusem. Czy zrobiłem dziś coś takiego, co uczyniło mnie bratem/siostrą/matką Jezusa? Jeśli w jakimkolwiek dobru zabrakło tylko intencji lub świadomości, że robę to dla Boga, to mogą to wszystko teraz ofiarować Bogu, natomiast za czyny przeciwne, zrywające pokrewieństwo z Bogiem, szczerze przeprosić.
3. „Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. W tych słowach Jezus odnosi się do przyszłości. Co mnie czeka jutro? Co zrobić, żeby jutrzejsze zajęcia nie były jedynie spełnianiem obowiązków, zmaganiem się lub trwaniem, ale stawaniem się bratem/siostrą i matką Jezusa? Jeśli matką, to znaczy, że Jezus chce, żeby jego uczniowie byli odpowiedzialni za Jego obecność w świecie, jego przychodzenie na świat i wzrost.
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Co to znaczy być nieużytecznym sługą?
Punkty do medytacji na wtorek, 14 listopada 2023.
Łk 17, 7-10 [Jezus powiedział:] «Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».
Modlitwa przygotowawcza. „Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego boskiego Majestatu” (św. Ignacy, Ćwicz. duch. 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). W czasie drogi (hodos) do Jerozolimy (Łk 9, 51–19, 28) Jezus wyjaśnia uczniom na czym polega ich „droga” (hodos), synonim chrześcijaństwa (Dz 9, 2). Po wyjaśnieniu tajemnic miłosierdzia Bożego w trzech przypowieściach, Łk 15 (pasterz szukający owieczki, kobieta szukająca drachmy, syn marnotrawny), Jezus udziela uczniom kilku pouczeń, które redaktor Biblii Tysiąclecia opatruje tytułem „Niebezpieczeństwo bogactw”, Łk 16, sekcję tę kończy szereg drobniejszych pouczeń, z których ostatnim jest zachęta do bycia pokornym sługą, Łk 17. Wyobrażę sobie dom, w którym Jezus naucza i z uwagą wysłucham ostatniego pouczenia o byciu pokornym sługą, żeby przygotować się do dalszej drogi z Jezusem do Jerozolimy.
Prośba o owoc. Żebym umiał być nieużytecznym sługą i wiedział na czym to polega.
1. „Pójdź zaraz i siądź do stołu”. Jezus ilustruje zachętę do bycia pokornym sługą narracją, która nie jest wprawdzie przypowieścią, ale bardzo przypomina przypowieść, bo to żywy obraz wyjęty z życia, a pierwsza jego część to przykład negatywy i jakby nierzeczywisty, a mianowicie słudzy, którzy zasiadają do stołu wcześniej niż ich pan, nie dokończywszy swej służby (!). Jezus przywołuje ten obraz, bo chce, żeby uczniowie się z nim skonfrontowali. Kiedy zatem ja sam zasiadam do stołu za wcześnie, nie kończąc służby i nie czekając na Pana? Tu mogę rozważyć, że słowa „Pójdź zaraz i siądź do stołu” to część pokusy, która prowadzi do grzechu lub nieuporządkowania w korzystaniu z rozrywki, pożywienia, używek, środków masowego przekazu, mediów społecznościowych, zakupów, itp. itd.. Jezus podkreśla, że częścią tej pokusy jest pewien przymus natychmiastowości wyrażony słowami „Pójdź zaraz”, jeśli zatem teraz w czasie rozmyślania omówię swoje nieuporządkowania z Bogiem, to ów przymus natychmiastowości osłabnie, bo razem z Bogiem będę mógł zaplanować dzień, przedstawić Mu swoje plany, pragnienia, ale i słabości, a potem będę mógł trzymać się tego planu i Boga, żeby nie ulegać zachciankom. Mogę też rozważyć jak różne jest działanie Boga i działanie złego ducha, ten ostatni szepce „Pójdź zaraz” jakby z ukrycia, podsuwając konkretne, bardzo materialne, zmysłowe dobra, natomiast Bóg nigdy nie działa z ukrycia, pozwala się rozpoznać, nacieszyć sobą, a następnie oświetla to do czego zaprasza w perspektywie wieczności. Jeśli zatem obejrzę razem z Bogiem to co mnie czeka dziś lub jutro - ludzi, miejsca, zajęcia, ale i emocje - to pojawi się szansa, że będę lepiej przygotowany na dobre ich przeżycie, ale taka szansa raczej się nie pojawi, gdy niczego z Bogiem nie omówię.
2. Mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. Druga część narracji mówi o sługach, którzy mimo zmęczenia wiernie pełnią swoją służbę, a sama służba zmienia się, pod koniec dnia staje się jakby łatwiejsza, polega na usługiwaniu do stołu, w społeczeństwie feudalnym taką służbę traktowano jako wyróżnienie - nie tylko z racji mniejszego obciążenia fizycznego, ale też z powodu bliskości pana, który dobrą służbę mógł nagrodzić, bo przy stole sam ją widział, ba, kosztował z niej! Bóg widzi wszystko co robię. Czy w każdej godzinie dnia i w każdej sytuacji mam tego świadomość? Co Pan chce mi powiedzieć, gdy praca daje mi zadowolenie? a co wtedy, gdy mnie nuży i drażni? a co wtedy, gdy ktoś lub coś mnie denerwuje? a co wtedy, gdy się objadam lub marnuję czas przed telewizorem? Ponieważ w wielu takich chwilach nie modlę się, mogę teraz zastanowić się jaką konkretnie miałaby treść moja własna jednozdaniowa modlitwa w tych różnych zajęciach i miejscach. Jeśli dobrze ją przygotuję, to pojawi się szansa, że jutro będę tam wszędzie z Panem, że spotkam Go tam i On mnie poprowadzi.
3. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Ponieważ w innym miejscu ewangelii, w zachęcie do czuwania i modlitwy (Łk 12, 35-40) Jezus podaje podobny przykład wiernych sług, a tam pan tych sług, zastawszy ich czuwających, zaczyna usługiwać im do stołu, i ponieważ sam Jezus w czasie ostatniej wieczerzy usługuje swoim uczniom, umywając im nogi (J 13,1-15), ustanawiając Eucharystię, a w końcu pokonując grzech i śmierć, to mogę teraz przypomnieć sobie te fragmenty i zastanowić się jak sam Jezus służy ludziom, a potem porównać tę Jego pracę ze swoją służbą ludziom i Jemu.
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Co to znaczy przyjąć zaproszenie na ucztę?
Punkty do medytacji na wtorek, 7 listopada 2023.
Łk 14, 15-24 Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: «Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym». On zaś mu powiedział: «Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadeszła pora uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: Kupiłem pole, muszę wyjść je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego. Drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego. Jeszcze inny rzekł: Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał swemu słudze: Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych! Sługa oznajmił: Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce. Na to pan rzekł do sługi: Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty».
Modlitwa przygotowawcza. „Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego boskiego Majestatu” (św. Ignacy, Ćwicz. duch. 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). W czasie drogi (hodos) do Jerozolimy (Łk 9, 51–19, 28) Jezus wyjaśnia uczniom na czym polega ich „droga” (hodos), synonim chrześcijaństwa (Dz 9, 2). Gdy w czasie posiłku u przywódcy faryzeuszy pojawia się człowiek chory na wodną puchlinę, Jezus objawia obecność Boga i uzdrawia tego człowieka (Łk 14, 1-6), następnie poucza zebranych o skromności (7-11) i obowiązku troski o chorych i ubogich (12-14), ilustrując to przypowieścią o uczcie (15-24).
Prośba o owoc. Żebym przyjmował zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym.
1. Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym. Przymiotnik μακάριος, szczęśliwy, przywołuje błogosławionych (μακάριοι) z „czterech błogosławieństw” (Łk 6, 20-20), które Jezus wypowiada tuż po rozpoczęciu przepowiadania, a które u Łukasza pełnią podobną rolę jak „osiem błogosławieństw” u Mateusza (Mt 5, 3-12), ale także przywołują słowa Elżbiety skierowane do Marii („Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”, Łk 1, 42. „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”, Łk 1, 45) i słowa samej Marii („Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Łk 1, 48-49), a także gesty i słowa Symeona („gdy rodzice wnosili dzieciątko Jezus, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił”, Łk 3, 25-28. „Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi”, Łk 2, 33-34). Przypomnę sobie te zdarzenia i zastanowię się jak traktuję Boże błogosławieństwo, czy tak jak przywódca faryzeuszy, dla którego było ono jakby tylko marzeniem, ukoronowaniem życia w niebie, czy jak Elżbieta, Maria, Zachariasz i sam Jezus, dla których jest wielką łaską Bożą już na początku drogi? Jakiego błogosławieństwa Bóg pragnie udzielić mi teraz? Czy potrafię je przyjąć?
2. Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Keklemenoi znaczy nie tylko „zaproszeni”, ale także „wybrani” (J. A. Sanders, The Ethic of Election in Luke’s Great Banquet Parable, w: Essays in Old Testament Ethics, 1974, s. 259), o dziwo, ci wybrani zachowują się tak, jakby ich własne wybory były o niebo ważniejsze niż otrzymane zaproszenie, w konsekwencji tracą swoje miejsce na Wielkiej Uczcie. Łukasz kończy tekst słowami: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty” (Łk 14, 24), Mateusz w podobnej przypowieści ujmuje to jeszcze bardziej dramatycznie (Mt 22, 1-14), chodzi bowiem o ucztę niebieską, czyli zbawienie i możliwości utraty udziału w nim. Jezus chce, żeby słuchacze przypowieści zastanowili się na celem własnego życia, nad zaproszeniem otrzymanym od Boga i żeby wybrali Boga, tak jak Bóg wybrał ich, z bezgraniczną miłością. Wszyscy ludzie prędzej lub później spotkają się z Bogiem (Mt 25, 31-46), wierzący są jednak wyróżnieni, mogą już teraz przyjaźnić się z Bogiem, już teraz mieć udział w Jego szczęściu i już teraz kształtować swoje życie razem z Nim. W jaki sposób Bóg mnie wybiera? Do czego zaprasza w różnych porach dnia? W jaki sposób Bóg przygotowuje mnie do wieczności? A w jaki do naśladowania Go tu, na ziemi?
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Jak żyć błogosławieństwami?
Punkty do medytacji na środę, 1 listopada 2023.
Mt 5, 1-12 Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:
«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».
Modlitwa przygotowawcza. „Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego boskiego Majestatu” (św. Ignacy, Ćwicz. duch. 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). Pierwsza z pięciu wielkich mów Jezusa spisanych przez Mateusza przez redaktorów wielu wydań opatrywana jest tytułem „Kazanie na górze” (Mt 5, 1-7, 29), a jej pierwsza część, „Osiem błogosławieństw” (Mt 5, 2-12a), stanowi rodzaj konstytucji królestwa Bożego, przez Mateusza nazywanego także „królestwem niebieskim” (ἡ βασιλεία τῶν οὐρανῶν, 32 razy) Wyobrażę sobie tłumy zebrane na górze i Jezusa nauczającego o swoim królestwie.
Prośba o owoc. Żebym poznał i żył błogosławieństwami.
1. Błogosławieni. Grecki przymiotnik μακάριος, α, ον wywodzi się od μακάρ, szczęśliwy, przy czym rdzeń μακ- oznacza powiększanie czegoś, tu domyślnie: szczęścia lub liczby otrzymanych łask Bożych. To znaczenie mogę wykorzystać w modlitwie, bo na początku ostatniej z pięciu mów Jezusa (Mt 23, 1-25, 46), zapowiadającej przyjście, ale i odrzucenie królestwa niebieskiego, pojawia się podobna myśl o powiększaniu czegoś, aczkolwiek w sensie przeciwnym, zamiast „ośmiu błogosławieństw” Jezus wypowiada tam „siedem biada” (upomnień), skierowanych do tych, którzy „rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów”, zaś „wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać” (Mt 23, 5). Jakie dary otrzymałem od Boga? Jakich darów Bóg udzielił mi dziś? Jak Bóg pomnaża i powiększa swoje dary? A jak ja sam próbuję powiększyć swoje szczęście? Czy nie robię tego na przekór Bogu jak faryzeusze? W każdym z ośmiu błogosławieństw zawarta jest sugestia, że już samo przebywanie z Jezusem i słuchanie Go, powiększa szczęście człowieka i że istota tej łaski nie zależy od okoliczności, a jedynie od więzi z Bogiem, przeżywanej żywo tu i teraz, w czasie spotkania z Nim. W teologii Nowego Testamentu bycie błogosławionym/szczęśliwym (makarios) i wierzącym (pistos) często się ze sobą łączą (por. Rz 4, 5-7,14, 22. 23; Ap 14, 12.13).
2. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Pierwsze cztery błogosławieństwa mogę najpierw rozważyć łącznie, każde z nich mów o jakieś trudnej sytuacji egzystencjalnej (ubóstwo, smutek, niemoc, krzywda), którą Bóg przezwycięża najpierw w sposób duchowy przez samą swoją obecność. W chwili zmęczenia, choroby czy stresu organizm ludzki jest tak przeciążony, że bardzo trudno się skupić, ale gdy Jezus widział uczniów w takim właśnie stanie w czasie ostatniej wieczerzy, to mówił im głównie o swojej obecności, jak to opisał Jan, i ustanowił Eucharystię, nowy sposób obecności Boga na ziemi. Jak wyglądają moje spotkania z Bogiem w chwilach trudnych? Jeśli nie znajduję pocieszenia duchowego w modlitwie to czy widzę, że czas spędzony z Bogiem mnie zmienia?
3. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Cztery kolejne błogosławieństwa (miłosierni, czystego serca, wprowadzający pokój i sprawiedliwość), poniekąd także błogosławieństwo pierwsze i trzecie (ubodzy w duchu, cisi) nie opisują sytuacji życiowych, ale dojrzałe postawy duchowe, za którymi stoi głęboka i stała więź z Bogiem. Zapewne nie jestem doskonale miłosierny/współczujący, ani czysty, ani pełen pokoju czy troski o sprawiedliwość, ale jakie moje postawy wewnętrzne i zewnętrze świadczą o tym, że zmierzam w kierunku tych błogosławieństw, a jakie, że się od nich oddalam? Poproszę Boga, żeby zmienił mnie wewnętrznie, „powiększył” swym błogosławieństwem, a następnie przygotuję razem z Nim konkretne słowa, uczucia i postawy potrzebne, żeby to błogosławieństwo spełnić. Czy umiem przyjąć łaski zapowiedziane w drugiej części każdego z błogosławieństw?
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Największe przykazanie
XXX Niedziela Zwykła A
Uczony w Prawie zapytał, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22, 34-40).
Jezus w młodości jak wszyscy chłopcy musiał uczęszczać do szkoły synagogalnej, nigdy jednak nie kontynuował nauki w szkołach wyższego stopnia prowadzonych przez stronnictwa religijne, bez ukończenia których nie można było zostać faryzeuszem ani saduceuszem, a mimo to doskonale znał problemy teologiczne obu zwalczających się stronnictw. Po raz pierwszy zetknął się z nimi w wieku dwunastu lat, gdy włączył się w dyskusję uczonych prowadzoną w świątynnym portyku Salomona.
Dla saduceuszy Prawo mojżeszowe było zbiorem anachronicznych niekiedy zakazów i nakazów, które należało uprościć i uwspółcześnić tak, aby przepisy świątynne, dotyczące kultu, zyskały odpowiednią rangę. Faryzeusze również potrzebowali uproszczeń, bo bez nich nie byliby w stanie wyłożyć Prawa dzieciom i ludowi, na czym im szczególnie zależało, szukali zatem prostych maksym, niemniej w swoich uczonych dysputach gubili się w szczegółach, przeceniając rangę przepisów drugorzędnych, a tym samym rozmijali się z duchem Prawa. Nieco późniejsza tradycja rabinacka, rozwinięcie nurtu faryzejskiego, uzależniała dalsze istnienie świata od istnienia Tory, kultu świątynnego i dzieł miłości, zaś w innej wersji tego adaggium jako warunki egzystencji wyliczała prawdę, sąd (sprawiedliwość) i pokój (Miszna, 'Abot, 1:2, 18). Jezus nigdy by się z tym nie zgodził. Z odpowiedzi jakiej udzielił faryzeuszom wynikało, że sprawiedliwość zależy wyłącznie od miłości, jaką człowiek okazuje Bogu i ludziom.
Jezus zmienił przy tym niektóre słowa, żeby wytrącić faryzeuszom z rąk ich nieporadne interpretacje. Kochać Boga całym sercem, duszą i siłą w interpretacji rabinackiej oznaczało kochać Go wolą, życiem i majątkiem. Żydzi doskonale znali te słowa, powtarzali je dwukrotnie co dnia w swoim obowiązkowym Szema', którego początek jest wiernym cytatem z Księgi Powtórzonego Prawa (Pwt 6, 5). Słuchając wyjaśnień Jezusa, musieli natychmiast dostrzec różnicę i zrewidować swoje poglądy.
Biblijne serce, kardia, również i dla nich było siedliskiem uczuć, ale przede wszystkim było siedliskiem myśli, decyzji i woli, dlatego właśnie serce jako ośrodek decyzji było w ich mniemaniu źródłem wierności Prawu i Przymierzu. Aspekt emocjonalny schodził w tej interpretacji na dalszy plan, a z nim sama miłość, natomiast aspekt racjonalny sprowadzał się do wiernej obserwancji 613 mitzvot, szczegółowych zakazów i nakazów Tory, w czym nawet najgorliwsi łatwo mogli się pogubić. Z kolei biblijna dusza, psyche, była dla nich synonimem życia. Jej przeciwieństwem nie była zatem materia, lecz śmierć. Kochać Boga z całej duszy oznaczało zatem kochać go we wszystkich przejawach swego życia, tymczasem kochanie Boga „ze wszystkich sił”, eks holas tes dynameos, do czego Księga Powtórzonego Prawa zachęcała zawsze na trzecim miejscu po sercu i duszy (Pwt 6, 5; 10,12; 30,6), w interpretacji współczesnych Jezusa oznaczało głównie siły zewnętrzne, a więc majątek i samą gotowość do uszczuplenia przez jałmużny i ofiary, a nie w ogóle wszystkie, a więc także duchowe uzdolnienia (meod) człowieka jak w hebrajskim oryginale. Rabini najwyraźniej uznali, że dobra materialne łatwiej skwantyfikować niż stany ludzkiego ducha, łatwiej się z nich rozliczyć przed Bogiem, więc to na nie położyli główny akcent, ale to z punktu widzenia teologii i ascetyki było to ewidentną porażką.
Cytując starożytny tekst (Pwt 6, 5), Jezus zamienił dynameos na dianoia, oznaczające umysł, usposobienie, zdolności, a nawet samą zdolność rozróżniania dobra i zła. Była to dość radykalna zmiana, bo choć tzw. dobra trwałe mogą niespodziewanie zginąć w rękach złodziei, to jednak w potocznym rozumieniu zawsze wydają się trwalsze niż usposobienie ducha, tymczasem grecka dianoia nie oznaczała umysłu w ogóle, nous, lecz same moralne podstawy jego funkcjonowania, które znany w tej części imperium grecki filozof Arystoteles streścił w Analitykach Wtórych i Etyce Nikomachejskiej w postaci pięciu głównych cnót dianoetycznych, pozwalających poprawnie myśleć i działać. Obejmują one m.in. poczucie sprawiedliwości, wytrwałość, empatię, integralność, intelektualną odwagę, zaufanie do rozumu i autonomię, zaś odpowiadają pięciu sferom działalności duchowej człowieka, z których trzy mają wymiar teoretyczny (sophia, episteme, nous), zaś pozostałe praktyczny (phroneisis) i wytwórczy (techné).
Nawet jeśli słuchacze Jezusa nigdy nie słyszeli o Arystotelesie i nawet jeśli sam Jezus wyłożył swój wykład wyłącznie po aramejsku, to zaskoczenie słuchaczy musiało być na tyle duże, że Mateusz, aby dobrze je oddać użył filozoficznej dianoia tam, gdzie w oryginale popularnej wtedy Septuaginty widniały proste siły, dynameos, sugerując tym samym jednoznacznie i precyzyjnie, że miłość do Boga musi najpierw sięgać daleko w głąb, ku obszarom ludziom nieznanym i tam zaprowadzić swoje porządki, by w konsekwencji wyrazić się także wielkodusznym czynem, wolnym od egoistycznej dwuznaczności.
Żeby nie zostawiać nikomu wątpliwości, Jezus uzupełnił to ważne i powszechnie znane, ale przez wielu opacznie rozumiane przykazanie miłości Boga o tzw. „złotą regułę”, znaną wprawdzie, ale nigdy nie cytowaną w modlitwie i rzadko liturgii, wyjętą zaś ze starej Księgi Kapłańskiej (Kpł 19,18), starszej niż Deuteronomium (Pwt 6, 5). Przykazanie „miłowania bliźniego jak siebie samego” nastręczało Żydom wielu trudności interpretacyjnych („kto jest moim bliźnim?”), Jezus rozwiał je ponad wszelką wątpliwość w przypowieści o dobrym Samarytaninie (Łk 10,29-37), dlatego zestawienie w jedną parę mało znanej złotej reguły z największym ze wszystkich przykazań miłości Boga stanowiło novum i musiało zadziwiać, a nawet szokować. Rozmówca Jezusa, uczony faryzeusz, którego Mateusz jako jedynego w swej ewangelii zwie nomikos, prawnikiem, a nie zwykłym skrybą czy uczonym, jest tak zaskoczony, że milczy, nie zdobywa się na żaden komentarz. W redakcji Marka i Łukasza ów prawnik wypowiada pod adresem Jezusa pochwałę, ale świadomie lub nie przekręca słowa Mistrza jakby go wciąż do końca nie zrozumiał (Mk 12, 28-34; Łk 10, 25-28).
Kochać naprawdę można tylko wtedy, gdy Boga i ludzi kocha się tą samą miłością, miłością zdolną do czynów, nie tylko do przepisanych prawem „uczynków pobożnych”, o których niektórzy myślą, że są konieczne i wystarczające do zbawienia, lecz do prawdziwych czynów miłości, wynikających z samego faktu, że się kocha człowieka i Boga, który w Jezusie Chrystusa zapomniał jakby kim jest, stawszy się ostatnim z ludzi, wyszydzonym i ukrzyżowanym, żeby już nikt nigdy nie musiał być ostatnim i żeby każdy naprawdę czuł się kochany tak, żeby samemu móc kochać i służyć.
Jak oczekiwać na przyjście Pana?
Punkty do medytacji na wtorek, 24 października 2023.
Łk 12 [Jezus powiedział do swoich uczniów:] 35 «Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. 36 A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. 37 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. 38 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie».
Modlitwa przygotowawcza. „Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu” (św. Ignacy, Ćwiczenia, 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). Jezus po przemienieniu na górze Tabor (Łk 9, 28-36) rozpoczyna nowy etap swej działalności, drogę (hodos) do Jerozolimy (Łk 9, 51-19, 28), w czasie której wyjaśnia uczniom na czym polega ich droga (hodos, Dz 9, 2). Wyobrażę sobie jak Jezus otoczony tłumem naucza, nagle ktoś prosi go o pomoc w podziale majątku, a po udzieleniu temu człowiekowi odpowiedzi, Jezus zobowiązuje uczniów do stałego oczekiwania na przyjście Pana.
Prośba o owoc. Żebym dobrze czekał na przyjście Pana.
1. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Przepasane biodra symbolizują gotowość do służby, ta postawa powróci nieco dalej, gdy sam pan przepasze się (ten sam czasownik περιζώννυμι) i będzie usługiwał swoim sługom (Łk 12, 37), zaś zapalone pochodnie symbolizują modlitwę i kontemplację Słowa Bożego, identyczną symbolikę mają oliwne lampki w przypowieści o dziesięciu pannach (Mt 25, 1-14). Status czuwających sług zmienia się w czasie. Jezus nazywa ich najpierw „ludźmi czekającymi na przyjście swego pana” (ἀνθρώποις προσδεχομένοις τὸν κύριον ἑαυτῶν), później „sługami” (δοῦλοι Łk 12, 38), ale w kolejnej przypowieści mówiącej o czuwaniu mówi o czuwającym „gospodarzu” (οἰκοδεσπότης Łk 12, 39), zaś w następnej, która jest odpowiedzą na pytanie Piotra, mówi o „zarządcy wiernym i roztropnym” (ὁ πιστoς οἰκονόμος ὁ φρόνιμος Łk 12, 42), w tekście Łukasza wszystkie te rzeczowniki (sługa, gospodarz, zarządca) oznaczają osoby pełniące służbę w Kościele, zatem „ludzie czekający na pana”, czyli na Syna Człowieczego (Łk 12, 40), choć są zwykłymi sługami lub niewolnikami, bo tyle znaczy δοῦλοι, poprzez samo czekanie w świetle Słowa Bożego stają się wiernymi i roztropnymi zarządcami, stając się stopniowo odpowiedzialnymi za innych i gotowymi na spotkanie ze swym Panem. Użyty tu przymiotnik „czuwający” (προσδεχομένος) od czasownika „czuwać” (προσδέχομαι) ma w grece inny rodowód niż w języku polskim, pochodzi od προσ-, w kierunku, nawzajem, i δέχομαι, witać, przyjmować, co mogę wykorzystać w modlitwie. Jak witam się Bogiem na początku modlitwy? Jak Bóg wita się ze mną? Jak wyglądają moje spotkania z Nim w czaise krótkich modlitw, a jak w czasie mszy lub komunii św.? Czym się różnią te pory dnia lub tygodnia, kiedy czekam na spotkanie z Bogiem od czasu, który spędzam wyłącznie z Nim? Czy mam świadomość, że czekać w świetle Słowa Bożego i służyć bliźnim to najlepszy sposób, żeby z niewolnika stać się wiernym i roztropnym zarządcą?
2. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. Jezus nazywa czuwających „szczęśliwymi, błogosławionymi” (μακάριοι), tak samo jak nazwał adresatów Ośmiu błogosławieństw (Mt 5, 3-11), rozważę choć jedno z nich: Błogosławieni (μακάριοι) ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
3. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Puenta przypowieści o czekaniu na pana jest zaskakująca, pan staje się sługą swoich sług. Jezus służy Ojcu i ludziom w każdej chwili życia, w sposób wyjątkowy robi to w czasie ostatniej wieczerzy, umywając nogi apostołom (J 13, 1-20), Piotr broni się wtedy przed tym gestem, Judasz dowiaduje się, że nie jest gotów do uczty, a wszyscy otrzymują polecenie, żeby naśladować gest umycia nóg, który nie jest już tylko gestem oczyszczenia, ale także powtórzeniem gestu Marii (J 12, 1-11), a więc wyrazem miłości, a zarazem namaszczeniem na śmierć, Jezus uznaje zatem uczniów za gotowych do pełnienia Jego własnej misji. Czekać na Pana w świetle Jego słowa to jedyny sposób, żeby być gotowym do ucztowania z Nim i naśladowania Go.
Modlitwa końcowa. „Com uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela. Odmówić Ojcze nasz” (ĆD 53).
Na czym polega prawdziwa czystość?
Punkty do medytacji na wtorek, 17 października 2023.
Łk 11, 37-41. Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to Pan rzekł do niego: «Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste».
Modlitwa przygotowawcza. Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu (św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, 46).
Wprowadzenie. Ustalenie miejsca jakby się je widziało (ĆD 47). Jezus po przemienieniu na górze Tabor (Łk 9, 28-36) rozpoczął nowy etap swej działalności, drogę (gr. hodos) do Jerozolimy, w czasie której wyjaśnia uczniom na czym polegać będzie ich droga (hodos, Dz 9, 2). Wyobrażę sobie jak Jezus, goszcząc na obiedzie u pewnego faryzeusza, uczy go na czym polega prawdziwa czystość wewnętrzna.
Prośba o owoc. Żebym poznał na czym polega czystość i nią żył.
1. Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Zaproszenie kogoś na posiłek do własnego domu jest wyrazem szacunku, gościnności, bliskości, chęci pogłębienia więzi, choć oczywiście może mieć też inne motywy. Faryzeusz zaprasza Jezusa na obiad, kierując się zapewne najlepszymi intencjami, ale gdy widzi, że ten nie stosuje się do zwyczajów faryzejskich, zaczyna go oceniać. Obmycia praktykowane przez faryzeuszy miały na celu oderwanie się od tego, co „nieczyste”, „pogańskie”, wszystko to miało pozostać na zewnątrz, jak woda spływająca po zewnętrznej stronie dłoni, były to zatem rytuały wyrażające pewną bezradność wobec rzeczywistej natury dobra i zła. W tym punkcie mogę rozważyć jakiej lekcji udziela Jezus faryzeuszowi (i świadkom zdarzenia), a następnie jakich lekcji udziela mnie, kiedy zasiadam z Nim do wspólnego posiłku. Takim posiłkiem jest każda modlitwa, ale przede wszystkim Eucharystia. Ponieważ chrześcijanin często ocenia swe życie z perspektywy grzechów, np. robiąc rachunek sumienia, teraz postąpię inaczej, pomyślę, że Bóg udziela mi ważnej lekcji wychowawczej wcale nie wtedy, gdy upadam, ale raczej wtedy, gdy razem z nim świętuję, i dziś tylko na tej lekcji się skupię. Jak przeżywam Eucharystię? A jak codzienne modlitwy? Co z nich pamiętam? Co się udaje, a co najbardziej lub najczęściej przeszkadza? Czego najbardziej mi w nich brakuje? Faryzeuszowi najbardziej brakowało widoku umytych rąk, być może ten rytuał wiele dla niego znaczył, a Jezus wykorzystał to, żeby mu pokazać poważniejsze braki, dlatego zbiorę podobne braki w moim życiu duchowym, nie będę nad nimi rozmyślać, jedynie je zbiorę, zauważę, wyliczę, żeby wykorzystać je w modlitwie później.
2. Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Rzeczownik áphrōn, głupiec, pochodzi od zaprzeczenia „a” i rzeczownika phren, przepona, diafragma, zatem aphron dosłownie oznacza kogoś komu brak przepony lub głębszego oddechu, a alegorycznie – kogoś, komu brak szerszej perspektywy, kogoś krótkowzrocznego, niezdolnego do ujęcia jakiegoś zagadnienia w całości, poprawnie. W tym punkcie mogę przypomnieć sobie to wszystko, co zebrałem w pierwszym punkcie, czyli to, co przeszkadza mi w modlitwie, a następnie oddać to Bogu tak, żeby moje duchowe życie zyskało „głębszy oddech”, tchnienie samego Stwórcy, czyli prawdziwe dobro, które On sam przynosi i którym Jest. Na przykład: jeśli w pierwszym punkcie spostrzegłem, że w czasie Eucharystii denerwuje mnie niedbałe wykonywanie czytań, to od tego spostrzeżenia przejdę do jakiś sensownych rozwiązań, mogę zastanowić się jak zwrócić uwagę temu, kto niedbale wykonuje śpiewy lub czytania, lub przynajmniej pomodlić się za niego, ale duchu prawdziwe ewangelicznym postąpię dopiero wtedy, gdy od tego, co mnie drażni u innych, przejdę do jakieś zmiany samego siebie, np. postanowię, że sam bardzo uważnie przeczytam prywatnie tę lekcję, którą ktoś w kościele czytał niedbale, przemedytuję ją tak, żeby jeszcze lepiej ją poznać, bo gdy zdarzy się okazja, że sam ją będę wykonywać od ołtarza, to może rzeczywiście wykonam ją dobrze, a wtedy nie tylko sobie pomogę, ale i innym. Podobnie można postąpić z innymi spostrzeżeniami zebranymi w pierwszym punkcie.
3. Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste. W tych słowach Jezus zapewne nawiązuje do etymologii rzeczownika „faryzeusz”, który wywodzi się z hebr. perishin, aram. perashiym, co oznacza „oddzielony”. Stronnictwo faryzeuszy, działające w okresie Drugiej Świątyni i po jej zburzeniu (70 r.) chlubiło się tym, że jest oddzielone od pogańskiego świata, bo wiernie zachowuje 613 micwot, „dobrych uczynków” ujętych w Prawie Mojżeszowym, z których 365 to zakazy (hebr. micwot lo-taase lub law), a 248 nakazy (hebr. micwot ase), liczby te rozumiano symboliczne, 365 to liczba dni roku słonecznego, a 248 to wg ówczesnych liczba kości w ludzkim ciele. Jezus nadaje nowy sens tak rozumianemu „wyłączeniu”, mianowicie sugeruje, że faryzeusz powinien najdosłowniej oddać komuś potrzebującemu siebie samego, a także to, co zaprząta jego wyobraźnię, i nie myśleć już wyłącznie zakazach i nakazach, ale potrzebach konkretnego człowieka, a wtedy jego wnętrze na tyle upodobni się do Boga, że będzie Go mógł naprawdę spotkać, a wszystko, co zobaczy lub o czym pomyśli, będzie mu najpierw mówić o Bogu i tak stanie się czyste.
Modlitwa końcowa. Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz. (ĆD 53-54).
Co to znaczy wybrać najlepszą cząstkę?
Punkty do medytacji na wtorek, 10 października 2023.
Łk 10, 38-48. Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
Modlitwa przygotowawcza. Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu (św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, 46).
Wprowadzenie. Ustalenie miejsca jakby się je widziało (ĆD 47). Wyobrażę sobie jak Jezus po przemienieniu na górze Tabor (Łk 9, 28-36) rozpoczyna nowy rozdział swej działalności, podróż do Jerozolimy, która zakończy się Jego śmiercią i odejściem do Ojca, w tym celu wysyła apostołów, żeby przygotowali Jego misję, a po rozmowie nt. przykazania miłości Boga i bliźniego ilustruje je przypowieścią o dobrym Samarytaninie oraz zachętą do kontemplacji skierowaną do Marty.
Prośba o owoc. Żebym umiał wybierać „najlepszą cząstkę”, o której mówi Jezus.
1. Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Zjawiając się domu Marty i Marii, Jezus łamie co najmniej trzy zasady ówczesnego judaizmu: (1) odwiedza samotne kobiety, które nie są jego krewnymi, (2) naucza je Prawa w ich domu i (3) pozwala, żeby mu usługiwały (por. Ben Witherington, Women in the Ministry of Jesus, Cambridge 1984, www.archive.org). Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami Marta powinna była poprosić spokrewnionego mężczyznę lub jednego z sąsiadów, żeby pełnił honory domu w czasie takich odwiedzin, przywitał nauczyciela, pomógł mu dokonać rytualnych obmyć, wskazał najlepsze miejsce za stołem i usługiwał mu do stołu. Jezus wszystkie te zwyczaje uznaje za zbędne lub wręcz za przeszkodę w relacji człowieka z Bogiem, nie chce być przyjmowany jako wędrowny rabbi, ale jako ktoś blisko spokrewniony. Kim jest dla mnie Bóg? Jak wyrażam w czasie modlitwy to, że Bóg jest kimś najważniejszym, a zarazem niepojętym, Transcendencją, Stwórcą i Panem? A jak wyrażam to, że jest kimś najbliższym, Ojcem, Bratem, Miłością?
2. Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? O ile przypowieść o dobrym Samarytaninie (Łk 10, 30-37) jest jakby pierwszą ilustracją (objaśnieniem) przykazania miłości Boga i bliźniego (Łk 10, 23-29) w odniesieniu do życia zewnętrznego, o tyle zachęta do kontemplacji, do osobistego spotkania z Bogiem skierowana do Marty (Łk 10, 38-48) jest taką ilustracją w odniesieniu do życia wewnętrznego, a tu rozmowa, słuchanie, wspólne spędzanie czasu, czyli brak aktywności zewnętrznej, mają pierwszeństwo. Co najbardziej przeszkadza mi w spełnianiu codziennych obowiązków? Kogo obwiniam o swoje niepowodzenia? Czy potrafię zbliżyć się do Boga w taki sposób, żeby emocjonalnie i intelektualnie zależeć tylko od Niego?
3. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. Wyrażenie Μαριαμ γαρ την ἀγαθην μερίδα ἐξελέξατο, ἥτις οὐκ ἀφαιρεθήσεται αὐτῆς można przetłumaczyć trafniej jako „Maria wybrała tę dobrą część, która nie będzie jej odebrana” i zapewne słowa te należy rozumieć w kontekście misji Jezusa, α w zapisie Łukasza Jezus jest właśnie po raz ostatni w trakcie podróży do Jerozolimy (Łk 9, 51-19, 28), w czasie której potrzebuje pomocy uczniów (Łk 9, 52), co wizycie w domu Marty nadaje charakter wyjątkowy, nie są to odwiedziny podobne do wcześniejszych, ale jedno z ostatnich spotkań. Maria być może zdaje sobie z tego sprawę, dlatego rzuca wszystko i poświęca czas wyłącznie Jezusowi, natomiast Marta chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, cieszy się, że może pełnić rolę głowy domu, chce, żeby przyjęcie Jezusa dobrze wypadło, ale choć robi to wszystko dla Jezusa, jednocześnie oddala się od Niego. Czy jestem na tyle cierpliwy w czasie modlitwy osobistej, żeby oddać Bogu wszystko, także rozproszenia, i w końcu spędzić choć odrobinę czasu tylko z Nim? Czy potrafię wtedy odróżnić swoje własne nastroje, pocieszenia i strapienia, od pocieszeń i strapień, które On sam przynosi? Czy potrafię rozpoznać, opisać, wybrać i przyjąć to, co Bóg przynosi w czasie Eucharystii lub medytacji biblijnej? Czy potrafię rozpoznać co Bóg chce mi podarować w tej chwili?
Modlitwa końcowa. Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz. (ĆD 53-54).
Co to znaczy być posłańcem Jezusa?
Punkty do medytacji na wtorek, 3 października 2023.
Łk 9, 51-56. Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?» Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka.
Modlitwa przygotowawcza. Poproszę Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu (św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, 46).
Wprowadzenie. Ustalenie miejsca jakby się je widziało (ĆD 47). Wyobrażę sobie jak Jezus po przemienieniu na górze Tabor (Łk 9, 28-36) rozpoczyna nowy rozdział swej działalności, podróż do Jerozolimy, która zakończy się Jego śmiercią i odejściem do Ojca, w tym celu wysyła apostołów, żeby przygotowali Jego misję.
Prośba o owoc. Żebym lepiej poznał co to znaczy być posłańcem Jezusa.
1. Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Tym wersetem (Łk 9, 51) Łukasz rozpoczyna opowieść o nowym etapie działalności Jezusa, redaktor Biblii Tysiąclecia opatruje go tytułem „Podróż do Jerozolimy”, obejmującym obszerną partię tekstu (Łk 9,51-19, 28). W porównaniu z narracją Marka o tej podróży (Mk 8, 26-10, 52), narracja Łukasza jest nie tylko obszerniejsza, ale także wielowymiarowa, oto wypełniając wolę Ojca (Łk 9, 22, 44) Jezus rusza „w drogę” do Jerozolimy, która symbolizuje ciągłość między starym i nowym planem Bożym, Jezus dokona tam swego odejścia do Boga (Łk 9, 31), a jednocześnie z Jerozolimy chrześcijanie rozniosą na krańce świata chrześcijaństwo, którą Łukasz nazywa „drogą” (Dz 9,3; 18, 26; 24, 22), dlatego na początku swojej „drogi” Jezus mówi uczniom o ich misji (Łk 10, 1-24), o używaniu dóbr (Łk 16, 1-31), o modlitwie (Łk 11, 1-13), o samarytańskiej wielkoduszności (Łk 10, 25-37) i ojcowskim miłosierdziu (Łk 15, 11-32), ale ani „droga” Jezusa, ani „droga” chrześcijan nie jest wolna od trudności, Samarytanie odrzucą Jezusa (Łk 9, 51-56), a autorytety religijne odrzucą Jego nauczanie i styl życia (Łk 13, 11-17; 14, 1-24), dlatego już w pierwszym wersecie Łukasz podkreśla jak głęboko „droga” Jezusa jest związana z „drogą” uczniów: Jezus wysyła ich przed sobą, żeby przygotowali Jego drogę, a kiedyś będzie ona w pełni ich własną i Jego zarazem. Czy mam świadomość tego, że wszystko, co dzieje się w świecie i w moim osobistym życiu, jest „drogą Syna Bożego na ziemi”?
Łukasz używa zwrotu κα αὐτoς τo πρόσωπον ἐστήρισεν τοῦ πορεύεσθαι εἰς Ἰερουσαλήμ, dosłownie: „i zwrócił swoją twarz zdecydowanie [aby] iść do Jerozolimy”. Od greckiego prosopon (πρόσωπον), twarz, wywodzi się łacińska persona, osoba. Jezus całą swą osobą realizuje wolę Ojca, bo stale zachowuje osobową więź z Ojcem, rozmawiając z Nim. Jeśli słabnę w swych postanowieniach, to głównie dlatego, że nie zachowuję tej więzi.
2. Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich? Zwyczajną ludzką reakcją na piętrzące się trudności jest niepokój, bezradność, gniew, zniechęcenie, czy nawet depresja, ale przedstawiona przez Łukasza reakcja Jakuba i Jana jest tak przesadna, wręcz tragikomiczna, że musi wynikać z ich błędnego zrozumienia własnej misji, albo z błędnego odczytania intencji Jezusa, a być może także z błędnej interpretacji wydarzenia opisanego w 2 Księdze Królewskiej, gdzie prorok Eliasz dwukrotnie zsyła z nieba ogień na wysłańców króla Ochozjasza za to, że ten, chorując w Samarii, zwrócił się po pomoc do Beelzebuba, pogańskiego bożka Ekronu (por. 2 Krl 1, 9 i 11). Jakub i Jan grożą Samarytanom „ogniem z nieba”, bo po pierwszej misji, na jaką wyssał ich Jezus (Łk 9, 1-6 i 10), towarzyszy im poczucie wyjątkowej asystencji Bożej we wszystkim co robią, ale jednocześnie popełniają błąd, o którym mówi św. Ignacy w „Regułach o rozeznawaniu duchów”, przenosząc to poczucie Bożej asystencji na swoje własne, ludzkie plany, często sprzeczne z wolą Bożą:
Reguła 8. Kiedy pocieszenie jest bez przyczyny uprzedniej, to choć nie ma w nim podstępu, bo jak się rzekło, pochodzi od samego Boga, niemniej człowiek duchowny, któremu Bóg daje takie pocieszenie, powinien z wielką czujnością i uwagą rozważyć i rozróżnić właściwy czas takiego, aktualnie trwającego, pocieszenia od czasu, który po nim następuje, gdy dusza jest jeszcze rozpalona i odczuwa dobroć [Boga] i jakby resztki minionego pocieszenia. Często bowiem w tym drugim czasie przez swoje własne rozważania płynące ze związków i wniosków między pojęciami i sądami, albo pod wpływem dobrego lub złego ducha, czyni dusza postanowienia i urabia sobie różne opinie, które nie są bezpośrednio dane od Boga, Pana naszego. I dlatego trzeba je bardzo starannie badać, zanim się im da pełną wiarę i zanim się je wprowadzi w czyn. (CD 336).
3. Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. Marek w narracji o ustanowieniu Dwunastu wyjaśnia, że Jezus nadał braciom Janowi i Jakubowi, synom Zebedeusza, przydomek Boanerges, „synowie gromu” (Mk 3, 17), zatem Jezus nie tylko zgromił obu braci za samą chęć zniszczenia samarytańskiego miasteczka, ale też „upamiętnił” to ich niedojrzałe zachowanie przydomkiem, żeby na zawsze zapamiętali jak nie należy postępować, bo takim postępowaniem upodobniają siebie do pogańskiego, gromowładnego Zeusa, tymczasem „droga” Boga jest zupełnie inna.
Modlitwa końcowa. Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz. (ĆD 53-54).
Co to znaczy być matką lub bratem Jezusa?
Punkty do medytacji na wtorek, 26 września 2023
Uwaga: te punkty pisałem z myślą o ludziach, którzy mówią mi o swoim poczuciu oddalenia od Boga, w pierwszym punkcie jest długi cytat ze św. Ignacego, wyjaśniający różnicę między strapieniem i pocieszeniem, definicję pocieszenia należy przeczytać najpierw (Reguła 3), a dopiero potem o strapieniu (Reguła 4), jego przyczynach (Reguła 9) i sposobach postępowania (Reguły 5-8 i 11).
Łk 8, 19-21. Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».
Modlitwa przygotowawcza. Poproszę Boga, Pana naszego, aby „wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu” (św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, 46).
Wprowadzenie. „Ustalenie miejsca jakby się je widziało” (ĆD 47). Wyobrażę sobie jak Jezus naucza w domu lub na dziedzińcu jakiegoś domu, otoczony tłumem ludzi, zaś Jego Matka i krewni próbują dostać się do Niego.
Prośba o owoc. Żebym lepiej poznał co to znaczy być matką lub bratem Jezusa.
Punkt 1. Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Rozważę trzy sytuacje oddalenia od Boga: (a) Wielu ludzi nie zna Boga lub żyje tak jakby Bóg nie istniał. Jak wpływa to na mnie? (b) Wielu ludzi chce poznać Boga, ale niewiele w tej sprawie robi. Czy moje chrześcijaństwo nie jest letnie? (c) Najpoważniejszą przyczyną oddalenia od Boga jest grzech, aczkolwiek poczucie oddalenia od Boga, jakim jest strapienie duchowe, nie zawsze jest skutkiem grzechu, co św. Ignacy tak wyjaśnia w „Regułach o rozeznaniu duchów” (Ćwiczenia duchowe, 316-324):
Reguła 3. O pocieszeniu duchownym. Pocieszeniem nazywam [przeżycie], gdy w duszy powstaje pewne poruszenie wewnętrzne, dzięki któremu dusza rozpala się w miłości ku swemu Stwórcy i Panu, a wskutek tego nie może już kochać żadnej rzeczy stworzonej na obliczu ziemi dla niej samej, lecz tylko w Stwórcy wszystkich rzeczy; podobnie i wtedy [jest pocieszenie], gdy wylewa łzy, które ją skłaniają do miłości swego Pana, czy to na skutek żalu za swe grzechy, czy to współczując Męce Chrystusa, Pana naszego, czy to dla innych jakich racji, które są skierowane wprost do służby i chwały jego. Wreszcie nazywam pocieszeniem wszelkie pomnożenie nadziei, wiary i miłości i wszelkiej radości wewnętrznej, która wzywa i pociąga do rzeczy niebieskich i do właściwego dobra [i zbawienia] własnej duszy, dając jej odpocznienie i uspokojenie w Stwórcy i Panu swoim.
Reguła 4. O strapieniu. To, co jest przeciwieństwem reguły trzeciej , nazywam strapieniem. I tak ciemność w duszy, zakłócenie w niej, poruszenie do rzeczy niskich i ziemskich, niepokój z powodu różnych miotań się i pokus, skłaniający do nieufności, bez nadziei, bez miłości. Dusza stwierdza wtedy, że jest całkiem leniwa, letnia, smutna i jakby odłączona od swego Stwórcy i Pana. Albowiem jak pocieszenie jest przeciwieństwem strapienia, tak i myśli rodzące się z pocieszenia są przeciwieństwem myśli rodzących się ze strapienia.
Reguła 5. W czasie strapienia nigdy nie robić [żadnej] zmiany, ale mocno i wytrwale stać przy postanowieniach i przy decyzji, w jakiej się trwało w dniu poprzedzającym strapienie, albo przy decyzji, którą się miało podczas poprzedniego pocieszenia. Bo jak w pocieszeniu prowadzi nas i doradza nam duch dobry, tak w strapieniu – duch zły, a przy jego radach nie możemy wejść na drogę dobrze wiodącą do celu.
Reguła 6. Chociaż w strapieniu nie powinniśmy zmieniać poprzednich postanowień, to jednak jest rzeczą wielce pomocną usilnie zmieniać samego siebie [nastawiając się] przeciw temu strapieniu, np. więcej oddając się modlitwie, rozmyślaniu, rzetelniejszemu badaniu [sumienia] i do pewnego stopnia pomnażać nasze praktyki pokutne.
Reguła 7. Będący w okresie strapienia niech zastanawia się nad tym, jak to Pan, dla wypróbowania go, zostawił go jego władzom naturalnym, ażeby stawiał opór różnym poruszeniom i pokusom nieprzyjaciela: albowiem może on tego [dokonać] z pomocą Bożą, na której mu nigdy nie zbywa, chociaż tego wyraźnie nie odczuwa, bo Pan odebrał mu dużo zapału, wielką [odczuwaną] miłość i silną łaskę, pozostawiając mu jednak łaskę wystarczającą do osiągnięcia zbawienia wiecznego.
Reguła 8. Będący w okresie strapienia niech się sili na wytrwanie w cierpliwości, która jest przeciwna napaściom, jakie go spotykają, i niech myśli, że rychło dozna pocieszenia, jeśli tylko z pilnością przeciwstawi się temu strapieniu, jak było powiedziane w regule szóstej.
Reguła 9. Dla trzech głównych racji znajdujemy się w strapieniu. Pierwsza: Ponieważ jesteśmy oziębli, leniwi lub niedbali w naszych ćwiczeniach duchownych; i tak z powodu naszych win oddala się od nas pocieszenie duchowe. Druga: [Bóg chce nas] wypróbować, na ile nas stać i jak daleko postąpimy w jego służbie i chwale bez takiego [odczuwanego] wsparcia pocieszeń i wielkich łask. Trzecia: [Bóg nam chce dać] prawdziwe poznanie i uświadomienie sobie, tak iż byśmy to wewnętrznie odczuli, że nie w naszej mocy jest zdobyć i zatrzymać wielką pobożność, silną miłość, łzy czy też inne jakie pocieszenie duchowe, lecz że to wszystko jest darem i łaską Boga, Pana naszego, i żebyśmy nie panoszyli się w cudzym gnieździe, podnosząc się rozumem do jakiejś pychy czy próżnej chwały i przypisując sobie pobożność lub inne jakieś skutki pocieszenia.
Reguła 10. Będący w okresie pocieszenia niech myśli o tym, jak się zachowa w strapieniu, które potem przyjdzie, i niech już teraz nabiera nowych sił na tę [przyszłą] porę.
Reguła 11. Będący w okresie pocieszenia niech się stara upokorzyć i uniżyć, ile tylko może, myśląc o tym, jak niewiele może w czasie strapienia bez takiej łaski i pocieszenia. I przeciwnie, ten, co jest w okresie strapienia, niech myśli, że wiele może z łaską wystarczającą do stawiania oporu wszystkim swoim nieprzyjaciołom, czerpiąc siły w Stwórcy i Panu swoim. (ĆD 316-324).
Punkt 2. Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. Łukasz używa tu czasownika poieo (ποιέω), czynić, który nie tylko w grece ma bardzo szerokie pole semantyczne jak w zdaniu Na początku Bóg stworzył (hebr. bärä’, gr. epoiesen) niebo i ziemię (Rdz 1, 1). Bóg wszystko czyni z miłości. Słowo Boże można wypełnić (dosł. czynić) tylko z miłości do Boga i w ten sposób stać się matką i bratem Syna Bożego. Zwrócę się do Boga z miłością, poproszę Go o dar miłości, o to, żebym wyraźnie odczuł Jego miłość i ją przyjął, a potem zastanowię się jacy ludzie, zajęcia, miejsca czekają mnie dziś lub jutro i jak wszędzie tam postąpić z Jego miłością.
Modlitwa końcowa. Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie. Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę. Odmówić Ojcze nasz. (ĆD 53-54).
ks. Krzysztof Mądel SJ